"Wirus wciąż krąży". Wakacje pogorszyły statystyki w Europie, w wielu krajach powracają restrykcje

TVN24 | Świat

Autor:
pp//rzw
Źródło:
PAP, Reuters
Godzina policyjna w Antwerpii z powodu pandemiiTVN24
wideo 2/35
TVN24Godzina policyjna w Antwerpii z powodu pandemii

Są już oznaki drugiej fali pandemii COVID-19 w Europie - ostrzegł brytyjski premier Boris Johnson. W Niemczech prezes Instytutu im. Roberta Kocha uznał za "niepokojące" niekontrolowane szerzenie się koronawirusa. Grecja wprowadza obowiązek noszenia maseczek w zamkniętych przestrzeniach publicznych. Hiszpańskie władze przyznają, że podawana przez rząd liczba osób zmarłych na COVID-19 jest niepełna.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO >>>

Tak zwaną drugą falę koronawirusa w Europie eksperci zapowiadali na jesień. Obecnie coraz więcej danych potwierdza, że pandemia COVID-19 na Starym Kontynencie daleka jest od opanowania. Znoszone w wielu krajach restrykcje sprzyjają wakacyjnym rozrywkom i podróżom. Do infekcji dochodzi także podczas imprez sportowych i towarzysko-rodzinnych, jak wesela.

Statystyki niepokoją także w Polsce. Ministerstwo Zdrowia poinformowało we wtorek o 502 nowych, potwierdzonych przypadkach zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 oraz o śmierci sześciu osób. Łącznie od początku epidemii potwierdzono infekcję u 43 904 osób, spośród których 1682 zmarły. Wśród ognisk zakażeń są kopalnie, ale także wesela i inne imprezy - jak dyskoteka na katamaranie - oraz tak zwane "ogniska sklepowe".

Przez tydzień, od wtorku do poniedziałku, ministerstwo przekazało informację łącznie o 3019 potwierdzonych zakażeniach. We wtorek poinformowano o 399 przypadkach, w środę - 380, w czwartek było ich 418, w piątek - 458, w sobotę - 584, w niedzielę - 443, a w poniedziałek - 337.

"W niektórych miejscach zaczynamy dostrzegać oznaki drugiej fali pandemii"

Także inne europejskie kraje mierzą się ze wzrostem dziennych przypadków zachorowań na COVID-19. We wtorek brytyjski premier Boris Johnson ostrzegł, że w Europie są już oznaki drugiej fali pandemii, wcześniej zapowiadanej na jesień.

- Musimy podejmować szybkie i zdecydowane działania tam, gdzie uważamy, że ryzyko znów zaczyna się gwałtownie zwiększać. Trzeba jasno powiedzieć: to, co dzieje się w Europie, u naszych europejskich przyjaciół... Obawiam się, że w niektórych miejscach zaczynamy dostrzegać oznaki drugiej fali pandemii - powiedział Johnson podczas wizyty w hrabstwie Nottinghamshire.

Boris Johnson podczas wizyty w szpitalu w LondynieReuters

W sobotę wieczorem brytyjski rząd ogłosił z zaledwie kilkugodzinnym wyprzedzeniem, że od niedzieli przywrócony zostaje obowiązek kwarantanny dla przyjeżdżających z Hiszpanii, a w poniedziałek brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych dodało dwa wyspiarskie regiony Hiszpanii - Baleary i Wyspy Kanaryjskie - do listy miejsc, do których podróże są odradzane. Na tej liście już wcześniej była kontynentalna część Hiszpanii. Premier tego kraju Pedro Sanchez nazwał te decyzje "nieuzasadnionymi" i przekonuje, że w większości regionów brytyjscy turyści byliby bezpieczniejsi niż u siebie w kraju.

CZYTAJ WIĘCEJ. Premier Hiszpanii: Wielka Brytania popełniła błąd >>>

Johnson: musicie trzymać się wytycznych, których udzielamy

Johnson odniósł się także do doniesień dziennika "Daily Telegraph", który napisał we wtorkowym wydaniu, że w przypadku turystów wracających z Hiszpanii kwarantanna mogłaby zostać skrócona do 10 dni, o ile testy wykażą, że nie są oni zakażeni. - Zawsze szukamy sposobów na złagodzenie skutków kwarantanny, staramy się pomagać ludziom, staramy się upewnić, że nauka działa na korzyść podróżnych i wczasowiczów. Na razie musicie trzymać się wytycznych, których udzielamy, wytycznych, których udzieliliśmy na temat Hiszpanii i kilku innych miejsc na świecie - przestrzegł szef brytyjskiego rządu.

Według danych Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) w Wielkiej Brytanii jest obecnie 14,7 osób zakażonych na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy w Hiszpanii ten wskaźnik jest ponad dwa razy wyższy i wynosi 35,1 na 100 tys. mieszkańców. Hiszpański rząd argumentuje, że prawie dwie trzecie nowych przypadków zanotowano w zaledwie dwóch regionach - Aragonii i Katalonii, a w sporej części kraju, w tym na Balearach i Wyspach Kanaryjskich, wskaźnik zakażeń jest niższy niż w Wielkiej Brytanii.

Kwarantanna dla wszystkich przybywających z Hiszpanii na Wyspy BrytyjskieTVN24

Wielka Brytania ostrzega: będziemy kontynuować działania przez całe lato tam, gdzie jest to konieczne

Hiszpania była przed pandemią zdecydowanie najpopularniejszym kierunkiem wakacyjnych wyjazdów dla brytyjskich turystów. Co roku odwiedzało ją ponad 18 mln Brytyjczyków. Johnson - zwracając się do obywateli swego kraju - zastrzegł, że każdy powinien sam podejmować decyzję o zagranicznym wyjeździe wakacyjnym i brać przy tym pod uwagę możliwość nagłej zmiany zasad dotyczących kwarantanny, tak jak to miało miejsce w przypadku Hiszpanii. - Kiedy ludzie wracają z zagranicy, wracają z miejsca, gdzie, obawiam się, jest kolejny wybuch, muszą przejść kwarantannę. Dlatego podjęliśmy działania i będziemy je kontynuować przez całe lato tam, gdzie jest to konieczne - podkreślił.

We wtorek brytyjski rząd dodał kolejne pięć państw do listy tych, skąd przyjazd nie łączy się z obowiązkiem kwarantanny. Są to Estonia, Litwa, Słowacja, Słowenia oraz St. Vincent i Grenadyny. Na tej liście znajduje się obecnie ponad 60 państw i terytoriów, w większości europejskich, oraz wszystkie 14 brytyjskich terytoriów zamorskich.

W poniedziałek wieczorem również władze holenderskie zarekomendowały przełożenie podróży do Barcelony i okolic, jeśli wyjazd nie jest absolutnie konieczny. MSZ zaleciło przebywającym tam Holendrom natychmiastowy powrót do kraju i poddanie się 14-dniowej kwarantannie domowej.

Wcześniej podobną decyzję podjęły także Norwegia, Irlandia, Francja i Niemcy.

Premier Hiszpanii: liczba osób zmarłych na COVID-19 jest niepełna

Premier Hiszpanii Pedro Sanchez przyznał w rozmowie z telewizją Telecinco, że podawana przez jego rząd liczba osób zmarłych na COVID-19 jest niepełna. Zastrzegł, że po zakończeniu pandemii konieczne będzie dokładne policzenie ofiar koronawirusa.

W wyemitowanym w poniedziałek wieczorem wywiadzie dla Telecinco Pedro Sanchez przyznał, że istnieją "oczywiste" rozbieżności w statystykach podawanych przez ministerstwo zdrowia, Krajowy Urząd Statystyczny (INE) oraz madrycki Instytut Zdrowia im. Karola III. - Rząd zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia uznaje za zmarłych wskutek pandemii jedynie tych, u których przed zgonem test potwierdził obecność koronawirusa. Czy takie statystyki dają stuprocentową pewność co do liczby zgonów? Oczywiście, że nie - mówił Sanchez.

Premier przypomniał, że podana w poniedziałek przez rząd łączna liczba 28 434 zmarłych w kraju na COVID-19 jest zdecydowanie niższa od szacunków INE oraz Instytutu Zdrowia im. Karola III, a instytucje te wskazują, że liczba ofiar koronawirusa w Hiszpanii może być wyższa niż 45 tysięcy.

Premier Hiszpanii Pedro SanchezPAP/EPA/BORJA PUIG DE LA BELLACASA / LA MONCLOA HANDOUT

Niemal od początku pojawienia się w kraju przypadków zakażenia koronawirusem dane dotyczące ofiar odbiegały od statystyk niektórych służb medycznych wspólnot autonomicznych kraju.

Nakaz noszenia masek w 16 z 17 hiszpańskich wspólnot autonomicznych

Jednym z najbardziej krytykujących prowadzone przez gabinet Sancheza szacunki dotyczące pandemii był dotychczas lokalny rząd Madrytu.

We wtorek premier wspólnoty autonomicznej Madrytu Isabel Diaz Ayuso ogłosiła, że region ten wprowadza nakaz noszenia masek w przestrzeni publicznej, nawet jeśli pomiędzy osobami występuje 1,5-metrowy dystans społeczny. Oznacza to, że spośród 17 hiszpańskich wspólnot autonomicznych tylko władze Wysp Kanaryjskich na razie nie wprowadziły tego obowiązku.

CZYTAJ TAKŻE: WHO: Koronawirus zachowuje się inaczej niż znane nam patogeny >>>

Ayuso wyjaśniła, że nakaz noszenia masek nie będzie dotyczył osób konsumujących posiłki w ogródkach restauracyjnych oraz uczestników spotkań wewnątrz pomieszczeń, w których nie przebywa jednocześnie więcej niż 10 osób.

Grecja: obowiązek noszenia maseczek w zamkniętych przestrzeniach publicznych

Po niewielkim wzroście liczby zakażeń w drugiej połowie lipca także Grecja wprowadza od środy obowiązek noszenia maseczek w zamkniętych przestrzeniach publicznych, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa - poinformował we wtorek wiceminister ds. obrony cywilnej.

Dziesięć dni temu władze sanitarne wprowadziły obowiązek noszenia maseczek przez konsumentów w supermarketach. Nakaz obowiązuje również korzystających z transportu publicznego.

KORONAWIRUS - NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE. CZYTAJ RAPORT TVN24.PL >>>

Poszerzone zasady wejdą w życie w środę i będą dotyczyć wymogu noszenia maseczek w sklepach, biurach, bankach i piekarniach, lecz nie w kościołach. - Wzrost liczby infekcji w Atenach i Salonikach dowodzi, że wirus wciąż krąży - ocenił wiceminister Nikos Hardalias. - Wymóg wprowadzono dla wspólnego dobra - dodał.

Grecki minister zdrowia Wasilis Kikilias zapewnił w zeszłym tygodniu, że kraj nie boryka się z drugą falą zakażeń, jednak musi zachować czujność.

Jak zauważa Agencja Reutera, Grecji udało się ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa do 4227 potwierdzonych zakażeń i 202 zgonów po wcześnie wprowadzonej ogólnokrajowej kwarantannie. - Nie możemy pozwolić, by coś poszło źle - powiedział Hardalias. 

Conte: włoski rząd chce przedłużyć stan kryzysowy do października

Premier Włoch Giuseppe Conte w wystąpieniu w Senacie stwierdził, że jego rząd opowiada się za przedłużeniem stanu kryzysowego z powodu pandemii COVID-19 do października. Wyraził przekonanie, że prolongata ta jest niezbędna, bo wirus dalej krąży.

Stan kryzysowy wprowadzony na pół roku na początku epidemii, po wykryciu pierwszych przypadków koronawirusa u przebywających w Rzymie turystów z Chin, wygasa 31 lipca.

Koronawirus we WłoszechPAP/EPA/GIUSEPPE CATUOGNO

- Choć krzywa zakażeń i obciążenie systemu służby zdrowia są znacznie zredukowane, rejestrowane dane wskazują, że wirus dalej krąży w kraju, a sytuacja międzynarodowa jest wciąż niepokojąca, zaś to, co dzieje się w państwach blisko nas, wymaga wielkiej czujności - wyjaśnił premier.

Znaczny przyrost przypadków infekcji w Belgii

Belgijskie media informują, że w tygodniu od 18 do 24 lipca w kraju odnotowywano średnio 311 nowych przypadków koronawirusa, co jest wzrostem o 69 procent w porównaniu z poprzednim siedmiodniowym okresem.

Koronawirus w BelgiiPAP/EPA/JULIEN WARNAND

Jak podaje VRT, 22 lipca stwierdzono 544 nowe przypadki infekcji, a 23 i 24 lipca ich liczba również przekroczyła 400. Jak dotąd w Belgii zarejestrowano 66 428 przypadków SARS-CoV-2.

W dniach 18-24 lipca średnio każdego dnia hospitalizowano 19 osób z koronawirusem. Liczba ta wzrosła o 38 procent w porównaniu z poprzednimi siedmioma dniami, kiedy średnia wynosiła 14 hospitalizacji dziennie. W tym okresie odnotowywano średnio dwa zgony każdego dnia. W poprzedzającym tygodniu dochodziło średnio do trzech zgonów dziennie.

Władze Belgii w związku z rosnącą liczbą zakażeń zaostrzyły w poniedziałek specjalne środki wprowadzone z powodu pandemii. Podjęły decyzję m.in. o zmniejszeniu liczby osób, z którymi można się spotykać na co dzień w swoim domu.

CZYTAJ TAKŻE: "Niepokojące tendencje". Popularne wakacyjne kierunki Polaków w cieniu koronawirusa >>>

W całej prowincji Antwerpia obowiązuje godzina policyjna od 23.30 do 6.00. Puby i restauracje muszą być zamykane o 23.00. Jak podaje publiczny nadawca VRT, w czasie godziny policyjnej wszyscy w Antwerpii mają obowiązek przebywać w domu i mogą wychodzić tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. gdy szukają pomocy medycznej lub wykonują pracę, której nie można wykonać w domu.

Gubernator Antwerpii Cathy Berx zaapelowała do osób spoza prowincji, aby do niej nie podróżowali. Wezwała też mieszkańców, aby nie próbowali omijać ograniczeń. - Obowiązuje całkowity zakaz imprezowania! - powiedziała.

Kaplica kościoła świętego Rocha w belgijskiej Antwerpii została przekształcona w centrum badań na obecność koronawirusaPAP/EPA/STEPHANIE LECOCQ

Mieszkańcy prowincji muszą mieć zawsze pod ręką maseczkę i nosić ją w miejscach publicznych oraz w miejscach, w których nie można zapewnić przestrzegania odległości 1,5 metra.

Prezes Instytutu Kocha: należy zapobiec niekontrolowanemu szerzeniu się koronawirusa

W Niemczech na konferencji prasowej w Berlinie prezes Instytutu im. Roberta Kocha (RKI) Lothar Wieler oświadczył, że należy zapobiec ponownemu gwałtownemu i niekontrolowanemu szerzeniu się koronawirusa, gdyż rozwój sytuacji pod tym względem jest bardzo niepokojący.

Jak zaznaczył Wieler, da się to osiągnąć tylko wspólnie, a tymczasem ludzie okazują obojętność w tej sprawie, "lekkomyślnie i bez skrupułów" uczestnicząc w tysiącach niedozwolonych imprez towarzyskich.

Minister w rządzie Angeli Merkel: musimy działać terazENEX

Według niego, o ile do niedawna liczba wykrywanych nowych przypadków nosicielstwa wynosiła od 300 do 500 dziennie, to w piątek było to 815, w sobotę ponad 700, a we wtorek ponad 600. Należy jednocześnie wziąć pod uwagę, że po weekendach wskaźniki te zwykle początkowo spadają.

RKI odgrywa wiodącą rolę w podejmowanych w Niemczech działaniach przeciwko pandemii. Jak oświadczyła we wtorek kierująca jego działem nadzoru Ute Rexroth, w przeciwieństwie do poprzednich tygodni, kiedy to pojawiały się kolejne duże ogniska zakażenia, sytuacja jest obecnie zróżnicowana - w wielu miastach i gminach notuje się spadek liczby infekcji, natomiast w skali całego państwa zakażeń jest coraz więcej.

Niemcy wprowadzają nakaz testów na koronawirusa u osób wracających z krajów wysokiego zagrożeniaReuters

- Na razie nie da się stwierdzić, czy może to być początek drugiej fali ekspansji koronawirusa, ale nie jest to wykluczone - podkreślił Wieler.

Od początku pandemii wykryto w Niemczech ponad 200 tys. przypadków koronawirusa, a ponad 9 tys. zakażonych osób zmarło.

Główny epidemiolog Szwecji: pandemia COVID-19 w kraju się cofa

Optymizm nie opuszcza Szwedów, którzy na tle innych krajów przyjęli liberalny sposób reagowania na pandemię. Główny epidemiolog Szwecji Anders Tegnell przyznał, że kraj idzie w przeciwnym kierunku niż reszta świata, gdzie niepokojąco rośnie liczba zakażeń. Jego zdaniem, pandemia COVID-19 w Szwecji się cofa.

- W Szwecji bardzo szybko spada liczba zgonów, nowych przypadków zakażeń, a najważniejsze, że ciężko chorzy to już niewielka grupa pacjentów - powiedział Tegnell na konferencji prasowej w Urzędzie Zdrowia Publicznego.

Główny epidemiolog Szwecji Anders Tegnell Erik Simander/PAP/EPA

Według najnowszych danych tego urzędu w ciągu ostatniej doby w Szwecji na COVID-19 zmarły dwie osoby. Łączny bilans ofiar śmiertelnych to 5702. Średnia dzienna zgonów w ciągu ostatnich dwóch tygodni wynosi siedem. W najgorszym okresie na przełomie kwietnia i maja średnio dziennie umierało nawet 70-80 osób.

W całej Szwecji na oddziałach intensywnej terapii przebywa 46 pacjentów. Wcześniej było ich nawet 600.

Od poniedziałku potwierdzono laboratoryjnie 99 kolejnych przypadków zakażenia koronawirusem. W niektóre dni w ciągu doby przybywało po 1,5 tys. zakażonych. Obecnie ogółem liczba infekcji wynosi 79 494.

Szwecja walczy z koronawirusemReuters Archive

Jak podkreślił główny epidemiolog kraju, jeśli pozytywny trend w Szwecji utrzyma się, Szwedzi będą mogli wkrótce swobodnie podróżować. W związku z malejącą liczbą nowych przypadków koronawirusa Dania i Norwegia otworzyły swoje granice dla części regionów Szwecji. - Wkrótce wyjeżdżać będą mogli także mieszkańcy Sztokholmu - powiedział Tegnell. Stolica Szwecji była dotychczas jednym z najbardziej dotkniętych pandemią miast w Europie.

W Sztokholmie do normalnego trybu wraca komunikacja miejska. We wtorek przywrócono kontrole biletów, wstrzymane wcześniej z powodu ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Autor:pp//rzw

Źródło: PAP, Reuters

Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/STEPHANIE LECOCQ

Tagi:
Raporty: