W dzień otwarcia mistrzostw Euro 2012 na łamach "Polska The Times" ukazał się obszerny wywiad z selekcjonerem polskiej reprezentacji. Smuda dzieli się w nim z czytelnikami złotymi myślami dotyczącymi nie tylko futbolu, ale również filozofii przygotowania zawodników do rozgrywek.
- Lepiej zrobić sobie bunga bunga niż chlać alkohol - radzi Franciszek Smuda i przestrzega swoich piłkarzy przed wyskokami inspirowanymi zachowaniem Sławomira Peszki, który po alkoholu i sporze z niemieckim taksówkarzem trafił na tamtejszy komisariat.
"Gdyby miał wiosnę taką jak jesień..."
Trener przypomniał również w wywiadzie ostrą selekcję, jaką zastosował, aby skompletować kadrę na Euro. Na pytanie dlaczego w składzie nie znalazł się np. Sebastian Mila ze Śląska Wrocław odpowiedział, nie wdając się w szczegóły: "gdyby miał wiosnę taką jak jesień, tobym go wziął".
Franciszek Smuda bronił także zaciekle swoich decyzji. Zapytany o reakcję na krytykę wyjazdu polskiej kadry na zgrupowanie do Austrii odpowiedział: "trzeba być kompletnym debilem, aby tak twierdzić. To po co Niemcy jadą do Austrii? I inne reprezentacje też wysoko w góry, a po co lekkoatleci jadą w góry? Debile! Niech pan to napisze. Owszem, góry są w Zakopanem, ale ja chciałem pojechać do Austrii, bo mi się w Austrii podoba!".
Selekcjoner rezonu nie stracił do końca i podkreślił własną pewność siebie. - Ja potrafię wiele i nie jest tak, że przychodzę na gotowe - stwierdził.
Pytany czy czuje się ważniejszy niż prezydent czy premier, "Franz" odpowiada: - Wiem, że kamery są ustawione na mnie, ale nosa nigdy nie zadzierałem. Z drugiej strony, jestem pewny siebie. Gdybym pokazywał zawodnikom, że jestem cienki Bolek, galareta czy budyń, byłoby po nas. Nie możesz pokazać - jak mówią Niemcy - że jesteś nadziewany ptyś.
Autor: ab//kdj / Źródło: "Polska The Times"