Prokuratura zarzuca Zbigniewowi Ziobrze między innymi, że jako szef Ministerstwa Sprawiedliwości kierował zorganizowaną grupą przestępczą oraz wykorzystywał swoje stanowisko do działań o charakterze przestępczym. Śledczy zarzucają mu łącznie popełnienie 26 przestępstw i grozi mu kara nawet 25 lat więzienia.
Poszukiwany listem gończym wiceprezes partii o nazwie Prawo i Sprawiedliwość ucieka teraz przed sprawiedliwością i próbował to uzasadnić w trakcie konferencji wideo, wyemitowanej w siedzibie PiS w grudniu ubiegłego roku, już jako uciekinier.
Ziobro powiedział, że "mamy stan bezprawia w obszarze działania organów ścigania", a przecież był on najdłużej urzędującym ministrem sprawiedliwości, który był nazywany "szeryfem" z Prawa i Sprawiedliwości i który twierdził, że prawo jest równe dla wszystkich.
Ziobro dawniej: wszyscy wobec prawa są równi
Był czas, kiedy dyscyplinował nawet byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który nigdy nie uciekł przed wymiarem sprawiedliwości, tak jak teraz ucieka Zbigniew Ziobro. Wówczas wyrażał nadzieję, że prezydent Kwaśniewski "wykaże wielką determinację w tym, aby pomóc wyjaśnić w pełni sprawę i jeśli nawet mało czasu spędza w ojczyźnie to tym bardziej będzie chciał do Polski wrócić i złożyć obszerne zeznania".
Teraz Ziobro deklaruje, że natychmiast wróci do Polski, "jeśli będzie miał podstawy sądzić, że w Polsce sądy działają niezależnie i niezawiśle".
Wcześniej natomiast przekonywał, że prokuratura pod jego kierownictwem "nie zna zasady równych i równiejszych".
Wszyscy wobec prawa są równi
- zapewniał Ziobro. Wskazywał wtedy, że politycy "nawzajem gwarantowali sobie poczucie bezkarności nie wszczynając postępowań, (..) licząc na wzajemność w przyszłości". - To doprowadziło do gigantycznego wybuchu afer - przekonywał.
Ziobro "stawia czoła" i "opiera bezprawiu" zostając za granicą
W momencie gdy stawiane są mu poważne zarzuty w związku z nieprawidłowościami w Funduszu Sprawiedliwości, twierdzi, że obecna władza ma "motywy, aby mścić się" na nim i mieć go za swój cel.
Sprawcy wielkich afer czują się zupełnie bezkarni, bo mają wpływy i są ważnymi postaciami
- przekonywał dawniej Ziobro.
Nie ma ważnych i ważniejszych. Wobec prawa wszyscy są równi i tarczą dla tych działań prokuratury jest obowiązujący Kodeks postępowania karnego
- zapewniał.
Podczas wypowiedzi wyemitowanej w siedzibie PiS zapewnia teraz, że "jest człowiekiem niewinnym". - Jest wielka hucpa polityczna organizowana przeciwko mnie. Kiedyś będą się wstydzić ci wszyscy, którzy w tym uczestniczą - zapowiedział.
Lata temu Ziobro uważał, że "żaden przestępca, który jest lub był politykiem, jeśli jest podejrzenie, że prowadził nielegalną działalność, którą trzeba oceniać przez pryzmat prawa karnego, nie może liczyć na czas sielanki w okresie kampanii". - Nie może liczyć na czas bezkarności z tego powodu, że bierze udział lub brał udział w życiu publicznym i politycznym - dodał.
W przypadku, gdy sprawa dotyczy byłego ministra sprawiedliwości, uważa on, że jedynie "chodzi o politykę, o zemstę i niszczenie opozycji". - Mógłbym powiedzieć, cytując pana (Rafała) Trzaskowskiego, że to się w pale nie mieści, aby takie zarzuty stawiać - argumentował.
Kiedy Zbigniew Ziobro sprawował urząd szefa resortu sprawiedliwości twierdził, że w Polsce "nie ma świętych krów, nie ma tych ze świecznika". Teraz, chociaż uciekając do kolejnego kraju unika polskiego wymiaru sprawiedliwości, twierdzi, że zdecydował się "stawić czoła i oprzeć bezprawiu". - Dlatego zostałem za granicą - dodał wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości.