Jedna osoba nie żyje, 1700 jest w izolacji. Wirus zakłócił kolejny rejs

Statek wycieczkowy "Ambition" zacumowany w Bordeaux
Grzesiowski o hantawirusie. "Niestety muszę powiedzieć, że to jest poważna choroba"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Guillaume Pinon/EPA/PAP
We wtorek wieczorem do Bordeaux przybył wycieczkowiec Ambition, który 6 maja wyruszył z Szetlandów. Miał dalej płynąć do Hiszpanii, ale rejs zakłóciła ostra infekcja układu pokarmowego pasażerów. U 80 z nich wystąpiły objawy, a jedna osoba zmarła. Władze sanitarne zdecydowały o izolacji około 1700 osób na pokładzie. Informują, że ta sytuacja nie ma związku z ogniskiem hantawirusa na innym statku.

W środę władze sanitarne we Francji poinformowały o tym, że w Bordeaux z powodu śmierci jednej osoby i podejrzenia szerzenia się ostrej infekcji przewodu pokarmowego na pokładzie wycieczkowca odizolowano 1700 osób. Chodzi o jednostkę linii Ambassador Cruise Line o nazwie Ambition.

Statek ten 6 maja wypłynął z Szetlandów, czyli archipelagu na Oceanie Atlantyckim położonego około 200 km na północ od wybrzeża Szkocji. Zawinął kolejno do Belfastu, Liverpoolu i Francji. Do Bordeaux przybył we wtorek wieczorem. Stamtąd miał wyruszyć do Hiszpanii.

1700 osób w izolacji

Na pokładzie jednostki zacumowanej w Bordeaux przebywa około 1200 pasażerów i 514 członków załogi. To głównie Brytyjczycy i Irlandczycy. U około 80 osób wystąpiły już objawy choroby, a 92-letni pasażer zmarł. Pierwsze badania wykluczyły obecność norowirusa, czyli często spotykanego patogenu wywołującego wymioty i silną biegunkę. Trwają dalsze analizy. Władze sanitarne nie wykluczają, że powodem dolegliwości żołądkowo-jelitowych u pasażerów statku jest zatrucie pokarmowe. Największe nasilenie objawów odnotowano 11 maja, gdy statek był w Breście. 92-latek zmarł zanim wycieczkowiec dopłynął do portu. Ze względu na wysoką zakaźność jelitówki, pasażerowie nie mogą obecnie opuścić pokładu i zejść na ląd.

Tym razem to nie hantawirus

Regionalna agencja zdrowia w Nowej Akwitanii - gdzie leży Bordeaux - wydała komunikat, w którym podkreśliła, że "nie ma żadnego powodu, który pozwalałby na wiązanie epidemii na pokładzie wycieczkowca płynącego z Belfastu i Liverpoolu i przypadkami hantawirusa wykrytymi na statku MV Hondius".

Na początku maja u pasażerów wycieczkowca MV Hondius płynącego z Argentyny na Wyspy Kanaryjskie wykryto zakażenie hantawirusem, przenoszonym głównie przez gryzonie. Dochodzenie epidemiologiczne wykazało, że turyści zawlekli na pokład rzadki gatunek tego wirusa - Andes, występujący w Ameryce Południowej.

Andes jako jedyny z rodziny hantawirusów przenosi się z człowieka na człowieka. Powoduje hantawirusowy zespół płucny, czyli poważną chorobę z wysoką śmiertelnością. W związku z tym rozprzestrzenił się na pokładzie wycieczkowca, doprowadzając do śmierci kilku pasażerów. Na pokładzie MV Hondius włącznie z załogą podróżowało około 150 osób. W poniedziałek po południu ostatni podróżujący zostali ewakuowani ze statku.

Jelitówka na wycieczkowcu zacumowanym w Bordeaux to już trzecie ognisko choroby zakaźnej na pokładzie statku, o jakim media donoszą w ostatnim czasie. Kilka dni temu pojawiła się też informacja o epidemii norowirusa podczas rejsu na Karaibach. Zakażenie potwierdzono u ponad 100 osób.

Jak wyjaśniała w rozmowie z tvn24.pl Agnieszka Dziewięcka, specjalistka medycyny rodzinnej i certyfikowana lekarka medycyny podróży, na statkach wirusy łatwo się rozprzestrzeniają. - To wynika między innymi z tego, że jest tam ograniczone wietrzenie. Ktoś kaszle, jest chory i nie ma możliwości, by być z dala od tych wirusów i bakterii. To wszystko związane jest ze skupiskiem ludzi na jednym terenie przez długi czas - tłumaczyła lekarka.

Źródło: PAP, tvn24.pl
Czytaj także: