W środę władze sanitarne we Francji poinformowały o tym, że w Bordeaux z powodu śmierci jednej osoby i podejrzenia szerzenia się ostrej infekcji przewodu pokarmowego na pokładzie wycieczkowca odizolowano 1700 osób. Chodzi o jednostkę linii Ambassador Cruise Line o nazwie Ambition.
Statek ten 6 maja wypłynął z Szetlandów, czyli archipelagu na Oceanie Atlantyckim położonego około 200 km na północ od wybrzeża Szkocji. Zawinął kolejno do Belfastu, Liverpoolu i Francji. Do Bordeaux przybył we wtorek wieczorem. Stamtąd miał wyruszyć do Hiszpanii.
1700 osób w izolacji
Na pokładzie jednostki zacumowanej w Bordeaux przebywa około 1200 pasażerów i 514 członków załogi. To głównie Brytyjczycy i Irlandczycy. U około 80 osób wystąpiły już objawy choroby, a 92-letni pasażer zmarł. Pierwsze badania wykluczyły obecność norowirusa, czyli często spotykanego patogenu wywołującego wymioty i silną biegunkę. Trwają dalsze analizy. Władze sanitarne nie wykluczają, że powodem dolegliwości żołądkowo-jelitowych u pasażerów statku jest zatrucie pokarmowe. Największe nasilenie objawów odnotowano 11 maja, gdy statek był w Breście. 92-latek zmarł zanim wycieczkowiec dopłynął do portu. Ze względu na wysoką zakaźność jelitówki, pasażerowie nie mogą obecnie opuścić pokładu i zejść na ląd.
Tym razem to nie hantawirus
Regionalna agencja zdrowia w Nowej Akwitanii - gdzie leży Bordeaux - wydała komunikat, w którym podkreśliła, że "nie ma żadnego powodu, który pozwalałby na wiązanie epidemii na pokładzie wycieczkowca płynącego z Belfastu i Liverpoolu i przypadkami hantawirusa wykrytymi na statku MV Hondius".
Na początku maja u pasażerów wycieczkowca MV Hondius płynącego z Argentyny na Wyspy Kanaryjskie wykryto zakażenie hantawirusem, przenoszonym głównie przez gryzonie. Dochodzenie epidemiologiczne wykazało, że turyści zawlekli na pokład rzadki gatunek tego wirusa - Andes, występujący w Ameryce Południowej.
Andes jako jedyny z rodziny hantawirusów przenosi się z człowieka na człowieka. Powoduje hantawirusowy zespół płucny, czyli poważną chorobę z wysoką śmiertelnością. W związku z tym rozprzestrzenił się na pokładzie wycieczkowca, doprowadzając do śmierci kilku pasażerów. Na pokładzie MV Hondius włącznie z załogą podróżowało około 150 osób. W poniedziałek po południu ostatni podróżujący zostali ewakuowani ze statku.
Jelitówka na wycieczkowcu zacumowanym w Bordeaux to już trzecie ognisko choroby zakaźnej na pokładzie statku, o jakim media donoszą w ostatnim czasie. Kilka dni temu pojawiła się też informacja o epidemii norowirusa podczas rejsu na Karaibach. Zakażenie potwierdzono u ponad 100 osób.
Jak wyjaśniała w rozmowie z tvn24.pl Agnieszka Dziewięcka, specjalistka medycyny rodzinnej i certyfikowana lekarka medycyny podróży, na statkach wirusy łatwo się rozprzestrzeniają. - To wynika między innymi z tego, że jest tam ograniczone wietrzenie. Ktoś kaszle, jest chory i nie ma możliwości, by być z dala od tych wirusów i bakterii. To wszystko związane jest ze skupiskiem ludzi na jednym terenie przez długi czas - tłumaczyła lekarka.