Masz subskrypcję?
W ostatnich tygodniach przez czołówki portali informacyjnych przetacza się fala wiadomości o zarobkach lekarzy. Zaczęło się od historii z Warszawskiego Szpitala Południowego i "lekarza milionera" Dawida Kacprzyka. Chociaż 29-latek nie ma specjalizacji, w ciągu roku w szpitalu zarobił aż 1,6 miliona złotych. Afera mocno obciążyła Koalicję Obywatelską. Nic dziwnego, "lekarz milioner" był radnym dzielnicowym z KO. Na domiar złego pojawiły się doniesienia o "saloniku VIP", dzięki któremu politycy partii rządzącej mieli być przyjmowani w szpitalu poza kolejnością.
W ubiegłym tygodniu Mateusz Kudła w artykule na TVN24+ sprawdził, że zarobki przewyższające 100 tys. zł miesięcznie brutto nie są w kraju niczym rzadkim. Dzięki danym pozyskanym w ramach dostępu do informacji publicznej ustalił, że przynajmniej w 70 publicznych placówkach jest chociaż jeden lekarz, który tyle zarobił w maju 2026 roku, jeszcze przed wybuchem afery w Warszawskim Szpitalu Południowym.
Na to wszystko nakłada się afera w szpitalu w Mogilnie, gdzie spółka lekarzy realizowała dziennie po kilkadziesiąt zabiegów. Każdy trwał kilka minut. Dokumentacja medyczna - zdaniem NFZ - była jednak przygotowywana tak, żeby z Funduszu wyciągnąć większą refundację, która przysługuje za nieco inne, bardziej skomplikowane działanie. Finalnie NFZ wypłacał z kieszeni podatnika szpitalowi i prywatnej spółce 300 tysięcy złotych dziennie.