Polityka

Polityka

17 osób z tak zwanej listy Morawieckiego wpłaciło na fundusz wyborczy PiS niemal ćwierć miliona złotych, zaznaczając, że to pieniądze na kampanię premiera. Reporterzy tvn24.pl i magazynu "Czarno na białym" dotarli do przelewów, które to potwierdzają. Żaden z 17 darczyńców nie zgodził się na rozmowę na ten temat przed kamerą. - To nie jest zgodne z duchem prawa, odrzuciłbym takie przelewy - komentuje Stanisław Kostrzewski, były skarbnik PiS.

W wąskim, trzykilometrowym pasie wzdłuż polsko-białoruskiej granicy władza po raz pierwszy w historii III RP wprowadziła stan wyjątkowy. Tym samym zakazała tam wstępu mediom. Ale do ograniczania dziennikarzom wolności słowa, a obywatelom dostępu do informacji, wcale nie potrzeba ustawodawstwa stanu wyjątkowego.

Ktoś nazwie to metodą salami. Ktoś powie, że to odkrawanie kawałków tortu w taki sposób, żeby mało kto się zorientował, że z tortu prawie nic już nie zostało. Na szali jest transparentność, dostęp do polityków i możliwość zadawania pytań najważniejszym osobom w państwie. Przestrzeni, by to robić, z roku na rok systematycznie w Sejmie ubywa.

Przez te dziewięć miesięcy spałem po trzy godziny dziennie. Ilość spraw, które trzeba załatwić, podpisać, popchnąć do przodu, rozstrzygnąć - jest tak ogromna, że człowiek nie ma czasu na sen. Potem byłem jeszcze komisarzem Warszawy cztery miesiące, a potem był grudzień i… nie byłem już nikim. I to był dramat - wspomina były premier Kazimierz Marcinkiewicz w rozmowie z Arletą Zalewską i Krzysztofem Skórzyńskim.