W kuluarach

Politycy KO "przerażeni" aferą w Szpitalu Południowym

Dawid Kacprzyk
Maciej Warsiński: Dawid Kacprzyk nie budził sympatii w KO
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Były radny KO w dzielnicy Ursus Dawid Kacprzyk nie budził zaufania oraz sympatii w partii, ale jednak trzymano go w strukturach - mówił w programie "W kuluarach" TVN24 nasz dziennikarz Maciej Warsiński. Z informacji dziennikarzy wynika, że afera w Szpitalu Południowym ma budzić wręcz przerażenie w KO. - Jeden z polityków Koalicji powiedział mi, że ośmiorniczki przy tym to był zaledwie deser - wspomniał Sebastian Napieraj.

Według doniesień mediów w Szpitalu Południowym w Warszawie istniała ścieżka przyjęć na Specjalny Oddział Ratunkowy dla członków Koalicji Obywatelskiej. W centrum tej sprawy znajduje się Dawid Kacprzyk - były już radny dzielnicy Ursus i były członek KO, który jako koordynator SOR we wspomnianym szpitalu zarobił w 2025 roku ponad półtora miliona złotych.

W programie "W kuluarach" dziennikarz TVN24 Jan Piotrowski opisał, że "jeszcze w środę, kiedy ten temat się rozlewał", politycy KO być może czuli już wagę problemu, ale "zupełnie nie wiedzieli, jak w to wejść". - Co ciekawe, Prawo i Sprawiedliwość też na początku niezupełnie sobie dobrze dawało radę, jeżeli chodzi o zawładnięcie tym tematem i skierowanie uwagi elektoratu na to - analizował.

- Bo to śliski grunt jest i tutaj każda strona polityczna ma swoje za uszami - zwrócił uwagę Maciej Warsiński.

Dziennikarze czekali na Trzaskowskiego

Prowadzący wydanie Sebastian Napieraj wskazał, że Rafał Trzaskowski zapowiedział odpolitycznienie rad nadzorczych warszawskich spółek medycznych. - Wcześniej oczywiście było upolitycznienie, teraz będzie odpolitycznienie - skwitował.

- Pamiętam, że czekaliśmy w środku tygodnia na to, kiedy wreszcie wyjdzie Rafał Trzaskowski i wytłumaczy. Niech on pierwszy pójdzie, niech ktoś wreszcie zabierze głos - wspominał Piotrowski.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odwołał radę nadzorczą i zarząd Szpitala Południowego. Sam Dawid Kacprzyk skorygował 33 faktury i zwrócił pół miliona złotych. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła z urzędu czynności sprawdzające w tej sprawie. Trzaskowski mówił też, że nie miał wcześniej sygnałów o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym, chociaż - jak z kolei informował portal Zero - zgłaszał to w zeszłym roku jeden z ordynatorów.

Dawid Kacprzyk "nie budził zaufania" w KO. Działacze "przerażeni"

Maciej Warsiński powiedział "W kuluarach", że słyszał od polityków KO, iż Dawid Kacprzyk był problematyczny. Między innymi jeździł luksusowym samochodem i powoływał się na rzekome wpływy.

- Więc to był człowiek, który nie budził zaufania, nie budził sympatii, ale jednak go trzymano w tych strukturach. Teraz, jak ta bomba wybuchła, to słyszę w kręgach rządowych, że jest mnóstwo ludzi, którzy są przerażeni. To nie dlatego, że oni korzystali z tej prywatnej usługi medycznej, tego fast-tracku w publicznej placówce, tylko dlatego, że gdzieś im umknęło coś, co umknąć nie powinno - opisywał dziennikarz.

Sebastian Napieraj potwierdził, że politycy KO są "przerażeni". - Jeden z polityków Koalicji powiedział mi, że ośmiorniczki przy tym to był zaledwie deser - napomknął. - To są nowe ośmiorniczki Koalicji, to [sformułowanie - red.] się pojawia faktycznie bardzo często - zgodził się Jan Piotrowski.

- Tylko jeżeli oni mieli już podejrzenia co do tego, że pan Kacprzyk nie jest wiarygodny, że swoją politykę prowadzi w sposób, ja użyję tego słowa, mitomański, no to dlaczego trzymano go cały czas w strukturach i dlaczego pozwolono mu na bycie radnym dzielnicy Ursus? - pytał retorycznie Maciej Warsiński.

"Premier dowiedział się jako jeden z ostatnich"

Według informacji Jana Piotrowskiego ordynator, który zgłaszał nieprawidłowości, miał też wysłać wiadomości do Marcina Kierwińskiego, szefa warszawskich struktur KO. - Superważny polityk, do którego premier Tusk ma chyba prawie że bezgraniczne zaufanie, a na pewno może liczyć na jego poparcie - mówił.

- Ale przede wszystkim premier był, jak wynika z tych rozmów, które odbyłem, i z samego KPRM-u, i z rządu... że premier dowiedział się jako jeden z ostatnich - wyjawił Piotrowski.

- Czy mamy znowu historię pod nazwą dobry car karze złych bojarów? - zapytał Napieraj.

- Wydaje mi się, że to jest historia, która powtarza się w przypadku każdego kryzysu, ale to był kryzys, który można było ugasić wcześniej. Można było naprawdę zareagować wcześniej. Tak słyszę też od polityków z partii koalicyjnych - odpowiedział Piotrowski. Podkreślił też, że Marcin Kierwiński jest zbyt ważny, żeby ponieść w tej sprawie konsekwencje.

OGLĄDAJ: "Nawrocki dobrze wie, że w PiS ta formuła ustępuje". Co wpłynęło na jego decyzję?
pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: TVN24
Czytaj także: