Zginął, gdy zdobywał harcerską sprawność. Oskarżeni chcieli się poddać karze, jest decyzja sądu
W czwartek w Sądzie Rejonowym w Wolsztynie odbyło się posiedzenie dotyczące procesu w sprawie śmierci harcerza podczas obozu nad jeziorem Ośno.
Sąd rozpatrywał wnioski o dobrowolne poddanie się karze przez 21-letniego drużynowego Marka G. oraz 19-letniego Igora K. - ratownika WOPR. Są oni oskarżeni o nieumyślne spowodowanie śmierci i narażenie na bezpośrednie bezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu albo śmierci. Grozi im od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Sąd odrzucił ich wnioski i zdecydował, że sprawa będzie się toczyła w zwykłym trybie. Pierwsze posiedzenie wyznaczono na wrzesień.
"Sąd powinien ocenić wszystkie dowody"
- Jeden z oskarżonych, mimo wniosku o dobrowolne poddanie się karze, kwestionował kwestie przyczynienia się do śmierci tego młodego harcerza, który utonął w jeziorze - wyjaśnia prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. - W tej sytuacji sprawa powinna być procedowana normalnym trybem i sąd powinien ocenić wszystkie dowody - dodaje.
Dwaj oskarżeni w sprawie śmierci harcerza
Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Wolsztynie. Akt oskarżenia trafił do sądu 30 marca. Wtedy prokurator Magdalena Kasprzak informowała, że mężczyźni nie kwestionują swojego udziału w zdarzeniu, wyrazili skruchę i pojednali się z rodziną zmarłego 15-latka.
Popłynął bez zabezpieczenia
Do tragedii doszło w nocy z 23 na 24 lipca 2025 roku w miejscowości Wilcze w gminie Wolsztyn nad jeziorem Ośno, gdzie odbywał się obóz Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej okręgu dolnośląskiego.
Około godziny 1, podczas zdawania kolejnej próby harcerskiej na wyższy stopień, 15-latek zniknął pod wodą. Próba polegała na przepłynięciu jeziora wpław (500 metrów) i rozpaleniu ogniska na drugim brzegu. Chłopak płynął w pełnym ubraniu, w bluzie, w spodniach, w butach. Na głowie miał latarkę - czołówkę, dzięki której z pomostu obserwowali go drużynowy i ratownik. Ale jak zwraca uwagę prokurator, latarka nie spełniła właściwie swojej funkcji, bo nad jeziorem była wtedy mgła.
Już na początkowym etapie śledztwa policja wskazywała, że nie zachowano podstawowych zasad bezpieczeństwa.
- Oskarżeni nie zapewnili prawidłowej asekuracji 15-latkowi. Pewne kroki z ich strony zostały podjęte, ale były one w sposób oczywisty niewystarczające i niezaplanowane - mówiła prokurator Kasprzak i wyliczała: - Chłopak nie miał bojki ani żadnej liny, która by go łączyła z osobami, które miały ewentualnie mu udzielić pomocy. A łódka, z której mieli skorzystać, nawet nie miała wioseł.
Śledczy ustalili też, że w momencie, gdy harcerz wszedł do wody i rozpoczął próbę, dowódca i ratownik nie ruszyli bezpośrednio za nim i nie zabezpieczali go. Obaj początkowo byli na pomoście. - Dopiero po pewnym czasie, gdy usłyszeli niepokojące odgłosy ze strony pokrzywdzonego, zaczęli płynąć w jego kierunku. Już wtedy mieli problemy, żeby w sposób sprawny do niego dotrzeć. Mieli też problemy ze zlokalizowaniem miejsca, w którym 15-latek znalazł się pod wodą. Ratownik wyskoczył z łódki i podjął próbę znalezienia chłopaka - przekazała szefowa wolsztyńskiej prokuratury.
Kiedy nie udało się odnaleźć nastolatka, oskarżeni poinformowali kadrę obozu i służby. Nurkowie wyciągnęli ciało chłopca na brzeg o 5.30. Znajdowało się około 20-30 metrów od brzegu, na głębokości około dwóch metrów.