"Zamiast ciągle na coś czekać, zacznij żyć". 10 lat temu zmarł ksiądz Jan Kaczkowski

Jan Kaczkowski
Ksiądz Jan Kaczkowski zmarł 28.03. 2016 roku (materiał Marii Mikołajewskiej "Polska i Świat" TVN24 z dn. 29.03.2016 r.)
Źródło: TVN24
Mija 10 lat od śmierci księdza Jana Kaczkowskiego, jednego z założycieli Puckiego Hospicjum Domowego. Duchowny, który zmagał się z chorobą nowotworową, zmarł w wieku 38 lat. "Zamiast ciągle na coś czekać, zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później, niż ci się wydaje" - powtarzał ksiądz Kaczkowski.

- Jan był intelektualistą, doktorem bioetyki, ale potrafił znajdować mosty - powiedział podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (2022) Maciej Kraszewski, scenarzysta filmu "Johnny" i autor książki "Johnny. Powieść o księdzu Janie Kaczkowskim". - To film o zwycięstwie życia - nawet limitowanego tak zwanym "wyrokiem", czyli badaniem rezonansu. Jan w ciągu tych kilku lat - nie wiedząc, jak będzie funkcjonował - zrobił więcej dobrego niż większość ludzi przez całe życie" - ocenił Kraszewski.

"Naszym braciom, którzy nie są jeszcze gotowi, by żyć w pełni życiem chrześcijańskim, nie stawiajmy poprzeczki za wysoko, bo przecież dobrze wiemy, że do wielu rzeczy sami dorastamy" - mówi ksiądz Kaczkowski cytowany w książce pod tytułem "Nadzieja. Słowa na pożegnanie" opracowanej przez Elżbietę Wiater (Wydawnictwo WAM, 2026). "O ile dorastamy. Być może są całe dziedziny naszego życia, w których w ogóle nad sobą nie pracujemy… Dlaczego? Bo się tak przyzwyczailiśmy do jakiejś słabości, że nie wyobrażamy sobie codzienności bez niej, niepostrzeżenie wrosła w nas. Nie rozliczajmy innych. Rozliczajmy siebie" - dodaje.

Jan Kaczkowski
Jan Kaczkowski
Źródło: Marcin Obara/PAP

Jan Kaczkowski urodził się 19 lipca 1977 roku w Gdyni. Już na samym początku nie miał łatwo. "Minimalna waga urodzeniowa, w czasie kiedy przyszedłem na świat, wynosiła tysiąc gramów. Urodziłem się, ważąc dziewięćset osiemdziesiąt gramów, a więc jako żywe poronienie" - opowiadał Piotrowi Żyłce w książce pod tytułem "Życie na pełnej petardzie" (2015).

Wedle innej wersji urodzony przedwcześnie - w siódmym miesiącu ciąży - Jan Kaczkowski ważył 1020 gramów, ale pielęgniarki wpisały 980, by szpital w razie ewentualnej, bardzo wówczas prawdopodobnej śmierci dziecka, nie ponosił odpowiedzialności.

Lekarze nie dawali chłopcu większych szans, a jednak przeżył. Rodzice - Józef i Helena - nie byli w stanie powiedzieć, kiedy minął strach o życie Janka. Dzieciństwo upłynęło mu pod znakiem szpitali, w których operowano jego wrodzone wady wzroku.

"Nie chcieli mnie święcić"

Po maturze w 1996 roku postanowił wstąpić do zakonu jezuitów - nie przyjęto go jednak ze względu na zły stan zdrowia i problemy ze wzrokiem. Zdeterminowany, złożył papiery do seminarium duchownego w Gdańsku - usłyszał, że będzie karykaturą kapłaństwa. Dostał się jednak dzięki pomocy ojca - agnostyka - który poprosił swojego znajomego Macieja Płażyńskiego, ówczesnego wojewodę gdańskiego, by ten wstawił się za nim u biskupa Tadeusza Gocłowskiego.

Decyzja o zostaniu księdzem nie spowodowała w jego rodzinie, która - jak opowiadał - "nie narzucała się Panu Bogu", większego dramatu. Więcej kłopotów miał w seminarium. - Nie chcieli mnie święcić. Cały czas był problem z tym moim wzrokiem - wspominał. - Tak więc dyskutują, święcić czy nie święcić. W pewnym momencie ksiądz Kownacki mówi (a mówił bardzo brzydko): "Kurrrrde, święcić kaczkę, święcić, kaczka w porządku, święcić". Na co arcybiskup Gocłowski pyta drugiego profesora, księdza Jana: "A ksiądz profesor jakie ma zdanie na ten temat?". A ten, stary kpiarz, mówi: "A pieniądze widzi?". Wszyscy: "Hehehe, widzi". "To święcić". No i tym sposobem mnie wyświęcili - opowiadał ksiądz Kaczkowski, kwitując tym żartem poważne negatywne opinie, wedle których jego wyświęcenie miałoby ośmieszać stan kapłański.

Założyciel Puckiego Hospicjum Domowego

W 2002 roku uzyskał w Gdańskim Seminarium Duchownym magisterium z teologii. W 2007 roku obronił na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie pracę doktorską "Godność człowieka umierającego a pomoc osobom w stanie terminalnym - studium teologiczno-moralne". W 2008 roku ukończył studia podyplomowe z bioetyki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie.

W 2004 roku był jednym z założycieli Puckiego Hospicjum Domowego. W latach 2007-09 koordynował budowę Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio, po czym został jego dyrektorem i prezesem zarządu. Był też twórcą programu szkoleniowego w zakresie bioetyki chrześcijańskiej i organizatorem warsztatów pod nazwą Areopag Etyczny z komunikacji i etyki w medycynie dla studentów medycyny i prawa.

2404www_ksiadz
Rozmowa Marii Mikołajewskiej z ks. Janem Kaczkowskim z 24.04.2015 r.
Źródło: "Fakty Online"/TVN24

"Gdyby nie ksiądz Kaczkowski, pewnie nigdy nie wyszedłbym na prostą"

W puckim hospicjum doszło do spotkania księdza Kaczkowskiego z Patrykiem Galewskim, który pod wpływem duchownego zmienił się z młodocianego bandyty recydywisty w cenionego szefa kuchni wytwornych restauracji i szczęśliwego ojca rodziny.

"Poznałem Johnny'ego - tak na niego mówiliśmy - w pewnym sensie za karę" - wspominał Galewski w książce pod tytułem "Kuchnia na pełnej petardzie" (2022). "Trafiłem do hospicjum wyrokiem sądu, który zdecydował, że muszę popracować przez jakiś czas na cele społeczne. Powiem szczerze: gdyby nie ksiądz Kaczkowski, pewnie nigdy nie wyszedłbym na prostą" - ocenił.

Było to w 2011 roku. Galewski miał 23 lata i z kolegami siedział na ławce przed kościołem. Wszyscy mieli kaca, palili. Nagle ksiądz Jan zawołał go po imieniu. Znał go, bo Patryk handlował narkotykami w szkole, w której ksiądz uczył religii. Kiedy chłopak po raz pierwszy pojawił się w hospicjum, nie miał pojęcia, co miałby tam robić, nie miał też ochoty być trzeźwym i obowiązkowym.

Ksiądz Kaczkowski swym wyjątkowym podejściem do ludzi z problemami sprawił, że Patryk zaczął uczyć się odpowiedzialności, empatii i nawiązywania prawdziwych relacji z ludźmi.

To spotkanie zaowocowało nie tylko docenionym przez publiczność filmem, ale także zdecydowaną odmianą życiowych losów Galewskiego. - Można? Można. W Patryka nikt nie wierzył. Łącznie z instytucjami, z najbliższymi. Dał radę? Dał radę - ocenił Maciej Kraszewski, scenarzysta filmu "Johnny".

"Zamiast ciągle na coś czekać, zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później, niż ci się wydaje" - powtarzał "Johnny".

Ksiądz Kaczkowski o chorobie: byłem wściekły

Mniej więcej w tym samym czasie u księdza Kaczkowskiego zdiagnozowano glejaka mózgu - co zapowiadało jeszcze tylko kilka miesięcy życia. - Dano mi najpierw sześć miesięcy życia, potem czternaście. Nie chcę być jak brazylijski wyciskacz łez… Może powiem tylko, że gdy się o tym dowiedziałem, byłem wściekły - mówił o swojej chorobie. Ostatecznie od chwili diagnozy przeżył 45 miesięcy i 26 dni. A hospicjum pw. św. Ojca Pio w Pucku nadal funkcjonuje.

- Muszę przyznać, że tam życie odczuwa się w pełni. Jest mnóstwo radości, mnóstwo miłości - mówił w Gdyni Dawid Ogrodnik, odtwórca roli księdza Kaczkowskiego, który przygotowując się do filmu, spędził sporo czasu w puckim hospicjum.

- Nie klasyfikowałbym tego typu miejsc, używając starej nomenklatury: że do domu spokojnej starości idziesz tylko po to, żeby umierać. Tam jest piękne, wartościowe życie. Takie samo, jak w wielu domach, instytucjach, kościołach. (...) Śmierć jest wokół nas. Pytanie, jak na nią reagujemy, jak na nią patrzymy i jak umiemy w trudnych momentach zaświadczać o swoim człowieczeństwie - podsumował aktor.

"Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś się skarżył, że był biedny, całe życie musiał tyrać albo nie pojechał na Seszele" - mówi ksiądz Kaczkowski w książce "Nadzieja. Słowa na pożegnanie".

"Ale wielokrotnie widziałem żal z powodu głupio zerwanych relacji. Tego, że się nie zdążyło przytulić syna czy córki. Że się nie zawalczyło o małżeństwo, gdy się zaczęło walić, i że się rozsypała rodzina. Relacje rodzinne, przyjacielskie są życiodajne. Wysiłek, który włożymy w budowanie dojrzałych związków międzyludzkich, ochroni nas przed grubszymi moralnymi wpadkami" - podkreśla.

"Często jako pokutę polecam ludziom, żeby wyobrazili sobie twarz bliskiej im osoby i pomodlili się za nią tak bardzo, jakby chcieli ją przytulić" - dodaje.

OGLĄDAJ: TVN24 HD
pc

TVN24 HD

pc
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Czytaj także: