W PiS doszło do rozłamu. To pokłosie tego, że część polityków związanych z Mateuszem Morawieckim nie podpisała, jak to określili, "lojalek". Chodzi o oświadczenie o przynależności do PiS. Posłowie i europarlamentarzyści musieli w nim zadeklarować, że zaprzestaną działalności w stowarzyszeniach.
Politycy frakcji "maślarzy" już wcześniej krytykowali w mediach byłego premiera, w tym jego politykę wobec UE. Po rozłamie w partii do tych oskarżeń dołączają kolejni działacze PiS i pojawiają się nowe zarzuty. Wiele z nich wygłaszanych jest w prawicowych mediach, tych samych, gdzie dotychczas politycy partii Jarosława Kaczyńskiego chętnie chwalili się efektami rządów Zjednoczonej Prawicy, na których czele przez sześć lat stał Morawiecki.
Zarzut pierwszy: Morawiecki był doradcą Tuska
Morawiecki, jako prezes zarządu Banku Zachodniego WBKS S.A., w latach 2010-2012 był członkiem Rady Gospodarczej przy ówczesnym premierze Donaldzie Tusku. Jej zadaniem było udzielanie opinii na temat bieżących spraw i recenzowanie pomysłów rządu.
To jeden z tych argumentów, który po rozłamie jest wypominany Morawieckiemu przez polityków PiS.
"Byłeś doradcą Donalda Tuska w czasie, gdy wobec Prawa i Sprawiedliwości rozkręcano przemysł pogardy, a śp. Prezydent Lech Kaczyński był brutalnie atakowany" - napisał w piątek na X Jacek Sasin, zwracając się do Morawieckiego.
Jeszcze w 2023 roku Sasin zapewniał w Polsacie, że Morawiecki "jest premierem rządu sukcesu", a także zaprzeczył, że były szef rządu doradzał Tuskowi. - Pan premier nie był wtedy politykiem (…) Został poproszony o wyrażenie opinii o różnych sprawach. To nic nadzwyczajnego - przekonywał. Sasin był wicepremierem i ministrem aktywów państwowych w rządzie Morawieckiego.
W ostrych słowach o Morawieckim wypowiedział się były szef propagandowej TVP Jacek Kurski. - Prawo i Sprawiedliwość, ostoja polskiej niepodległości, ma być rozwalone w wyniku realizacji niemieckiego planu podboju Europy. Morawiecki jest tutaj żałosnym trybikiem, żeby to zrobić - powiedział Kurski w stacji zbliżonej do PiS. Jak przekonywał, Morawiecki "siedział u Tuska" w 2010 roku, kiedy doszło do katastrofy smoleńskiej i później gdy, zdaniem Kurskiego, tworzono wobec PiS "przemysł pogardy".
Jarosław Kaczyński również udzielił wywiadów w prawicowych mediach. W trakcie jednego z nich odniósł się do biografii Morawieckiego. - On miał bardziej skomplikowany życiorys i przez dłuższy czas był po tej stronie, która atakowała. To nie oznacza, że on osobiście atakował, ale w tym świecie się obracał. Był nawet doradcą Tuska - stwierdził Kaczyński.
O komentarz do rozłamu w PiS był pytany premier Donald Tusk w trakcie poniedziałkowej konferencji w Głuchołazach. - Nie będę płakał po PiS-ie, (…) z całą pewnością nie ma się z czego cieszyć, jak widzimy, co się dzieje z największą partią opozycyjną - ocenił. - W ostatnich kilkunastu godzinach dowiedziałem się od niektórych polityków PiS-u, że pan Morawiecki jest moim agentem i agentem niemieckim. Tego się naprawdę nie spodziewałem, że aż tak daleko sprawy zajdą - mówił szef rządu.
Morawiecki wszedł do rządu Zjednoczonej Prawicy w listopadzie 2015 roku jako wicepremier i minister rozwoju w Radzie Ministrów kierowanej przez Beatę Szydło. W 2017 roku po rezygnacji Szydło został zarekomendowany przez PiS na Prezesa Rady Ministrów. Od tego momentu nieprzerwanie sprawował funkcję premiera do 2023 roku.
Po przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych Morawiecki kierował jeszcze tak zwanym dwutygodniowym rządem, który nie otrzymał wotum zaufania od Sejmu.
Zarzut drugi: Morawiecki zaproponował podział PiS
W piątkowym oświadczeniu prezes PiS Jarosław Kaczyński powiedział, że "wiele tygodni temu padła propozycja, żeby podzielić naszą partię" i to "ze strony osoby wiarygodnej, bardzo istotnej w naszej partii". Później głos zabrali "maślarze" i przekazali, że tą osobą był Morawiecki.
- Sam byłem świadkiem rozmowy z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim, miało to miejsce na koniec kwietnia. Pan Mateusz Morawiecki przekonywał nas przez ponad dwie godziny z tych czterech godzin rozmów do tego, że musi stworzyć nową partię polityczną - powiedział Przemysław Czarnek w piątek.
Potwierdził to również Tobiasz Bocheński we wpisie w mediach społecznościowych. "Wiele osób może być absolutnie zszokowanych. Ja wiem o tych próbach rozłamu od dawna" - podkreślił we wpisie na X.
Morawiecki zaprzeczył tym doniesieniom.
Zarzut trzeci: Morawiecki nie chciał programu 500 plus i samolotów F-35
Były minister obrony Mariusz Błaszczak zasugerował, że Morawiecki był przeciwny zakupom myśliwców F-35 dla polskiej armii.
- Musiałem przełamać barierę również w naszym rządzie, bo Michał Dworczyk był przeciwny zamówieniu F-35, (…) premier Morawiecki też był przeciwny. Dopiero przywództwo pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego przesądziło o tym, że zamówiliśmy (w 2020 roku) F-35 - powiedział w prawicowej telewizji.
Rzecznik partii Rafał Bochenek powiedział w tej samej stacji, że były premier był przeciwny jednemu ze sztandarowych projektów Zjednoczonej Prawicy - programowi 500 plus. - Osobami, które obsztorcowywały na zamkniętych posiedzeniach rządu ten program, krytykowały, że jest to zły program, który nie powinien być realizowany, to byli pan Gowin i Morawiecki - mówił.
W tej sprawie zareagował europoseł Piotr Mueller. "Słucham niektórych moich kolegów z PiS i nie chce się wierzysz, co opowiadają. Teraz spin w sprawie 500 plus" - czytamy na X. "Zaraz się jeszcze okaże, że Morawiecki pracował dla Marsjan" - ironizował.
"Nie wiem jakim cudem mogą uważać, że kłamstwami i takimi absurdalnymi atakami przyslużają się swojej partii, prawicy i zaufaniu do całej klasy politycznej" - czytamy z kolei we wpisie Szymona Szynkowskiego vel Sęka na X.
Zarzut czwarty: ludzie Morawieckiego nie płacili składek na PiS
Osią sporu są również finanse partii. Europoseł Patryk Jaki powiedział w niedzielę w prawicowej stacji, że bliscy współpracownicy Morawieckiego "od ponad dwóch lat praktycznie w ogóle nie płacili składek" na partię. Jak dodał, w tym czasie mieli też "zbierać na konkurencyjną działalność" i "podbierali działaczy PiS" na "swój cel", czyli budowę struktur stowarzyszenia Rozwój Plus.
Przypomniał, że Morawiecki nie uczestniczył też w posiedzeniach prezydium komitetu politycznego.
Wśród polityków, którzy mieliby mieć zaległości, wymieniany jest europoseł Michał Dworczyk. Polityk oświadczył jednak w RMF FM, że płaci składkę. Jak przekonywał, w 2024 roku, kiedy uzyskał mandat do Parlamentu Europejskiego, rozmawiał w tej sprawie z Jarosławem Kaczyńskim. Były szef kancelarii premiera miał przedstawić prezesowi PiS faktury za usługi adwokackie w postępowaniach prowadzonych przeciwko niemu - Ustaliliśmy, że będę płacił tysiąc złotych miesięcznie - powiedział Dworczyk.
Po decyzji PKW w 2024 roku o obcięciu subwencji, kierownictwo PiS zobowiązało parlamentarzystów do wpłat na partię w kwocie minimum tysiąca złotych miesięcznie. Dla eurodeputowanych minimalna wpłata miała wynosić pięć tysięcy złotych miesięcznie.
Zarzut piąty: Morawiecki prowadził politykę uległości wobec UE
Wypominanie Morawieckiemu jego polityki wobec UE było przedmiotem wewnętrznych tarć w PiS na długo przed rozłamem. Zarzuty w tej kwestii kierowali wobec byłego premiera między innymi byli politycy Solidarnej Polski, która to w obozie Zjednoczonej Prawicy miała odpowiadać za reformę sądownictwa. Później to właśnie spór o praworządność był powodem konfliktu polskiego rządu z organami UE.
O tym punkcie sporu przypomniał poseł PiS Sebastian Kaleta w poniedziałkowym wpisie w mediach społecznościowych. "Toczyliśmy w latach 2020-2023 burzliwy spór wewnętrzny dotyczący kierunków prowadzenia polityki europejskiej" - czytamy. Odniósł się do negocjacji Morawieckiego z Komisją Europejską. "Ustępstwa ustrojowe miał rekompensować fakt przelania Polsce ogromnych pieniędzy z unijnego kredytu [KPO -red.], co miało uwiarygodnić rząd i kierunek proeuropejski proponowany przez Premiera Morawieckiego" - napisał.
Zarzucił też, że część ustaleń z UE nie miała poparcia całego rządu. "Problemy zaczęły się piętrzyć, a pieniądze z KPO do wyborów w 2023 roku nie trafiły do Polski. Po drodze były słynne kamienie milowe, które faktycznie w ostatecznym brzmieniu nie były zatwierdzone przez cały rząd, kluczowe kamienie zostały wpisane do KPO (ustępstwa w sprawie sądów, podatek od aut spalinowych) zostały wpisane bez zgody całego rządu" - napisał Kaleta na X.
Morawiecki: zaczyna się festiwal fake newsów
Morawiecki odniósł się do zarzutów polityków PiS w mediach społecznościowych. "Gdy kończą się argumenty, zaczyna się festiwal fake newsów, insynuacji i politycznego błota. W ostatnich dniach widać, że niektórzy kompletnie nie wytrzymują ciśnienia" - napisał na X.
"Tak nie buduje się szerokiego i zwycięskiego nurtu centroprawicowego. Kłamstwo ma krótkie nogi" - dodał były premier.