Niebezpieczna sytuacja w Tychach w województwie śląśkim. Na dwupasmowej drodze jeden z kierowców przez niemal kilometr poruszał się pod prąd. Dzięki reakcji innego kierowcy nie doszło do wypadku.
Nagranie niebezpiecznej sytuacji otrzymaliśmy na Kontakt24. Autor filmiku, pan Andrzej, który z rodziną jechał drogą krajową nr 44 w Tychach pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia zauważył auto wyjeżdżające pod prąd ze zjazdu.
Do zdarzenia doszło w okolicy węzła Bieruń. Na nagraniu widać niebieski samochód jadący w złym kierunku lewym pasem ruchu.
"Przejechał pod prąd niecały kilometr"
- Zacząłem trąbić, zjechałem na prawy pas i zatrzymałem swój samochód, na szczęście ten kierowca również wtedy zjechał na pas zieleni i się zatrzymał - zrelacjonował pan Andrzej w rozmowie z dziennikarką Kontaktu24.
- To był starszy człowiek. Przejechał pod prąd niecały kilometr i na szczęście trasa była wtedy pusta. Dopiero kiedy się zatrzymaliśmy, pojawiło się inne auto, ale już byliśmy bezpieczni. Nie wiem, jak to się stało, że wjechał na jezdnię pod prąd. Ten pan nawet nie otworzył okna, ale zacząłem do niego machać i krzyknąłem, że jedzie pod prąd, więc tylko zawrócił i pojechał już prawidłowo, także na szczęście tym razem nic się nie stało - podkreślił pan Andrzej.
Gdyby nie reakcja autora nagrania, mogłoby dojść do tragedii - tak jak w pobliżu miejscowości Guty (woj. podlaskie), gdzie pod koniec października 77-letni kierowca zginął po zderzeniu z dwoma samochodami osobowymi. Mężczyzna jechał pod prąd po tym, jak pomylił zjazdy.
Autorka/Autor: bp, est /jas
Źródło: Kontakt24, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Kontakt24 / Andrzej