Cios w finansowy raj. "Wszystko może być celem"

Budynek Burdż al-Arab, zwany "żaglem Dubaju"
Budynek Burdż al-Arab, zwany "żaglem Dubaju"
Źródło: Shutterstock
Wcześniej bezpieczna przystań przyciągająca rzesze zagranicznych firm i inwestorów, obecnie cel irańskich ataków. Ich skala nie jest duża, ale to cios w wizerunek zaboli Dubaj najbardziej.
Artykuł dostępny w subskrypcji

Obecnie trudno w to uwierzyć, ale w latach 70. za finansowe serce Bliskiego Wschodu uchodziła stolica Libanu, Bejrut. Ten wizerunek nieodwracalnie zachwiała wojna domowa, która wybuchła w 1975 roku. Następnie kapitał przeniósł się do mikroskopijnego Bahrajnu – wyspiarskiego państwa powierzchnią dorównującego Warszawie. Tymczasem od lat 80. Dubaj, wchodzący w skład Zjednoczonych Emiratów Arabskich, systematycznie się rozrastał. W 1985 roku ruszyły linie lotnicze Emirates, w 1999 - otwarto ikoniczny luksusowy hotel Burdż al-Arab, a od 2000 roku pozwolono cudzoziemcom nabywać nieruchomości.

Fundamentem potęgi okazało się otwarcie w 2004 roku międzynarodowego centrum finansowego (DIFC) – do końca ubiegłego roku, jak wynika z danych Reutersa, przyciągnęło ponad 290 banków, 102 fundusze inwestycyjne, 500 firm zarządzających majątkami.

Niestabilność w regionie częściowo sprzyjała Dubajowi - emirat zasiliły bogate rodziny z państw, które objęła Arabska Wiosna Ludów (zwłaszcza z Syrii i Libii), a w ostatnich latach majętni Rosjanie chcący chronić aktywa przed skutkami wojny na Ukrainie. Według raportu firmy Henley & Partners terytorium przyciągnęło w 2025 r. rekordową liczbę 9,8 tys. milionerów, czyli najwięcej w skali całego świata.

W przeciwieństwie do emiratu Abu Zabi Dubaj nie opiera swojej gospodarki na ropie naftowej. Sektor naftowy odpowiada tam za zaledwie 2 proc. PKB. Kluczowe z kolei są handel, usługi finansowe, turystyka i nieruchomości. To z kolei są sektory, które napędza obecność obcokrajowców. Dane za 2024 rok pokazują, że w emiracie wydano około 158 tysięcy tzw. złotych wiz, na bazie których możliwe jest m.in. mieszkanie i prowadzenie firmy. Przybyszy z zagranicy zachęca fakt, że podatki w Zjednoczonych Emiratach Arabskich są praktycznie znikome - w przypadku VAT na poziomie 5 proc., a dotyczące posiadania i wynajmu nieruchomości - zerowe.

- Rynek nieruchomości w Dubaju jest rynkiem mocno przeinwestowanym i opartym w znacznym stopniu na inwestorach zewnętrznych. Władze stworzyły furtkę do pozyskiwania statusu rezydenta przez osoby z zewnątrz, które kupowały drogie apartamenty czy rezydencje. To stało się jednym ze znaków rozpoznawczych gospodarki tego emiratu - skomentowała w rozmowie z redakcją TVN24+ dr hab. Adriana Łukaszewicz z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

- Do tego dochodziła świetna infrastruktura lotnicza, centralne położenie na mapie świata, powodujące łatwy dostęp do nich ze wszystkich kierunków. To państwa, które szczyciły się tolerancją, przyjaznym środowiskiem dla odwiedzających turystów czy też inwestorów - wyjaśniła.

"Wszystko może być celem"

Wszystko zmieniło się po tym, jak w sobotę siły USA (kryptonim "Epicka Furia") i Izraela ( "Ryczący Lew") uderzyły w Iran, w wyniku czego m.in. zginął najwyższy przywódca duchowy ajatollah Ali Chamenei. Teheran zareagował agresywnymi ostrzałami wobec niemal wszystkich państw w regionie Zatoki Perskiej: Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Izraela, Kuwejtu, Kataru, Omanu, Jordanii i Arabii Saudyjskiej.

Emirackim systemom obronnym udało się przechwycić większość rakiet, jednak w przypadku Dubaju ucierpiały luksusowy hotel Fairmont the Palm w dzielnicy Palm Jumeirah, słynny wieżowiec Burdż al-Arab i w niewielkim stopniu port lotniczy. Nie odnotowano ofiar śmiertelnych, ale byli ranni.

We wtorek w wyniku uderzenia irańskiego drona doszło do pożaru w pobliżu amerykańskiego konsulatu w Dubaju.

Pożar w pobliżu konsulatu USA w Dubaju
Źródło: TVN24

- Teheran jednoznacznie stwierdził, że nie będzie się powstrzymywał przed jakimikolwiek ograniczeniami i w zasadzie wszystko może być celem. Pytanie, jak wpłynie to na międzynarodową reputację Dubaju - stwierdził dr Adam Rogoda ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Jak zauważył, "jeśli konflikt będzie krótki, na podobieństwo zeszłorocznej wojny czerwcowej, pewnie nie będzie długoterminowych konsekwencji, ale scenariusze są otwarte".

- Warto dodać, że przez jego terytorium [Dubaju - red.] Iran prowadzi dużą część handlu zagranicznego, za pośrednictwem różnych firm słupów, omijając tym samym amerykańskie i europejskie sankcje ekonomiczne - zauważył. Chodzi o elektronikę, żywność czy farmaceutyki.

Zdaniem Rogody to nie będzie jednak wystarczający powód, żeby Dubaj oszczędzić w tej wojnie. - Obecnie głównym celem Iranu jest uczynienie konfliktu jak najkosztowniejszym dla agresora, więc chaos w krajach będących sojusznikami USA jest mu na rękę - stwierdził ekspert.

Z tego artykułu dowiesz się:
  • Jak ataki irańskie wpłynęły na wizerunek Dubaju jako finansowego raju?
  • Czy Dubaj utrzyma pozycję lidera w regionie mimo rosnącego zagrożenia?
  • Jakie konsekwencje dla inwestorów i turystów niesie obecna niestabilność?
  • Co eksperci przewidują dla przyszłości gospodarczej Zatoki Perskiej?
  • Które rynki mogą skorzystać na problemach Dubaju?

"Ludzie wolą uciekać, niż przyjeżdżać"

Dr Adriana Łukaszewicz podkreśliła, że "to, czy Dubaj - i cała Zatoka - będzie dalej postrzegany jako atrakcyjne miejsce do lokowania kapitału, będzie zależało od długości trwania konfliktu, a w szczególności ataków irańskich na te państwa".

- Obecnie wydarzenia na Bliskim Wschodzie są o charakterze czarnego łabędzia. I o ile sam wybuch konfliktu wisiał w powietrzu, był zatem przewidywalny, o tyle mało kto, o ile nikt, nie spodziewał się ataku na niemal wszystkie kraje Półwyspu Arabskiego – zaznaczyła.

- W każdym z zaatakowanych państw są amerykańskie bazy wojskowe. Każde z państw także w ostatnich dekadach dokonywało pokaźnych zakupów uzbrojenia w USA, inwestowało w specjalne prezenty dla prezydenta USA Donalda Trumpa. Wydatki te miały gwarantować monarchiom obronę granic przed atakami z zewnątrz, bezpieczeństwo. Tymczasem jesteśmy świadkami niewywiązywania się USA ze zobowiązań sojuszniczych. Państwa te muszą chronić swoje granice samodzielnie - stwierdziła.

- Jeśli ataki rakietowe będą kontynuowane, podważać to będzie sensowność modelu inwestycyjnego na rynku nieruchomości i skutkować spadkiem popytu na apartamenty czy wille lub ich cen. Jaki jest bowiem sens lokowania kapitału w regionie zagrożonym wojną, a nawet przebywania w nim? Obecnie widzimy raczej exodus osób. Ludzie wolą uciekać, niż przyjeżdżać - dodała.

Według ekspertki "Irańczycy wyrządzili ogromną szkodę wizerunkową Bliskiemu Wschodowi".

Zobacz także: