W opinii Klubu Jagiellońskiego - opublikowanej w ramach serii "Prorodzinne prowokacje" - rozwiązania takie, jak wydłużone urlopy macierzyńskie, 500 plus, potem 800 plus, wzrost liczby miejsc w żłobkach czy "babciowe" nie przyniosły skutku w ciągu ostatnich 12 lat. Zamiast tego państwo miałoby oferować kapitał w wysokości 208 800 złotych na rzecz rodziców w ciągu miesiąca od urodzenia dziecka.
Skąd taka suma? Jak policzyli eksperci, to dokładna równowartość kwoty, na jaką rodzice mogą liczyć w ciągu 18 lat od urodzenia dziecka z tytułu 800 plus (172 800 zł) i "Aktywnego Rodzica" (36 000 zł).
"200 000 Plus" - cele i finansowanie
Według pomysłu, środki byłyby gromadzone na indywidualnych kontach i inwestowane, co miałoby je chronić przed inflacją. Rodzice mogliby korzystać z pieniędzy na rzecz takich celów, jak edukacja, ochrona zdrowia, wkład własny na pierwsze mieszkanie dla dziecka.
"W 2025 roku na Program 800 Plus wydaliśmy 62,8 miliarda złotych, zaś na 'Aktywnego Rodzica' - 6,2 miliarda. Jednorazowa wypłata świadczenia 200 000 Plus dla wszystkich urodzonych w minionym roku dzieci obciążyłaby budżet kwotą 49,5 miliarda, które państwo musiało wypłacić 'z góry' w miejsce rozłożonych na 18 lat zobowiązań" - wyliczyli eksperci Klubu Jagiellońskiego.
Ich zdaniem "naturalnym źródłem finansowania tej rewolucji" miałaby być 13. i 14. emerytura, na które zaplanowano w tym roku 33 mld zł.
Możliwy wybór świadczenia
Jednocześnie Klub Jagielloński uściślił, że "Program 200 000 Plus" miałby być programem bazowym, ale jednocześnie rodzice mogliby korzystać ze świadczeń prorodzinnych na dotychczasowych zasadach.
"Będzie możliwa rezygnacja z jednorazowej wypłaty lub jej części na rzecz świadczeń wypłacanych co miesiąc, w kwocie 800 złotych lub świadczenia 'Aktywny Rodzic' (w podstawowym modelu: 1500 zł miesięcznie od 12. do 35. miesiąca życia dziecka)" - wyjaśniono.
"Teoretyczna oszczędność" wobec rzeczywistych liczb
Anna Gołębicka, ekonomistka w Centrum im. Adama Smitha oceniła, że propozycja ma "duży efekt PR-owy dla Klubu Jagiellońskiego".
- W kontekście gospodarki oznacza to około 20 proc. mniejsze obciążenie dla budżetu państwa, ale z drugiej strony pojawia się pytanie co z najuboższymi rodzinami, dla których program był znaczącym wsparciem i tak na poziomie obciążenia budżetu może się okazać, że w sumie nowy program i neutralizacja negatywnych skutków likwidacji 800 plus będą nas kosztować więcej – dodała.
Ekspertka wskazała, że środki z nowego programu będą bez wątpienia inaczej alokowane przez beneficjentów.
- Zwykły mechanizm jest taki, że duży napływ gotówki przekłada się bezpośrednio na duże wydatki realizowane w krótkim czasie. Mogą być to remonty, zakupy samochodu albo spłata kredytu. Na pewno znacznie mniejszą grupę będą stanowili rodzice, którzy postanowią odłożyć lub rozłożyć na dłuższy czas. W przestrzeniach, gdzie pojawi się nowy silny impuls konsumpcyjny, przy wzmożonym popycie i nienadążającej podaży, mogą wzrosnąć ceny - powiedziała.
Jak zwróciła uwagę ekspertka Towarzystwa Ekonomistów Polskich dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, propozycja Klubu Jagiellońskiego ma "dwa główne wymiary, czyli dzietność i finansowanie".
- Dzisiaj 800 plus to wydatek z budżetu państwa ponad 60 mld zł rocznie. Proponowane przez Klub Jagielloński rozwiązanie – wypłata jednorazowa w wysokości 200 tys. zł dla rodzin, w których w danym roku przyszły na świat dzieci, to biorąc jako punkt wyjścia dane z 2025 r. (prawie 240 tys. urodzeń) kosztowałoby budżet państwa blisko 50 mld zł - wyliczyła ekonomistka.
Jak przyznała, jest to "teoretycznie oszczędność w stosunku do dzisiejszych wydatków z budżetu państwa".
- Pytanie jednak, czy Klub Jagielloński uwzględnił w swoich analizach rodziny już posiadające dzieci do lat 18, które otrzymują 800 plus. Czy dalej miałoby być im wypłacane to świadczenie? - zastanawia się Starczewska-Krzysztoszek.
Oceniła, że jeśli tak, oznacza to, że przez 18 lat od uruchomienia projektu "200 000 Plus", byłyby "i wydatki na poziomie 50 mld zł (jeśli kwota 200 tys. zł na każde nowo narodzone dziecko nie byłaby waloryzowana i przy poziomie urodzeń z 2025 r.), i wydatki na 800 plus". Te ostatnie jednak by malały każdego roku o liczbę osób kończących 18 lat, jak zaznaczyła.
- Czyli w pierwszym roku obowiązywania tego jak na razie hipotetycznego rozwiązania budżet musiałby pokryć wydatki w wysokości ok. 110 mld zł. W kolejnych latach średnio o 3,5-4 zł mld mniej każdego roku. Pytanie także, czy autorzy zakładają, że 200 tysięcy złotych będzie wypłacane każdej rodzinie, niezależnie od jej statusu dochodowego, czy też zakładają jakieś ograniczenia - dodała.
Wzrost "co najmniej o 15 mld zł"
Analityczka stwierdziła, że "nie odnosząc się do politycznych aspektów takich źródeł finansowania tego rozwiązania, nawet przy likwidacji 13., 14. i 'babciowego', obciążenie budżetu wzrosłoby w wyniku wprowadzenia programu 200 000 Plus na początku jego obowiązywania o co najmniej 15 mld zł".
- W kontekście rosnących wydatków na zbrojenia, które przy dzisiejszych ryzykach geopolitycznych będą miały priorytet, i przy dzisiejszej sytuacji finansów publicznych wyasygnowanie dodatkowych miliardów złotych byłoby trudne - zaznaczyła dr Starczewska-Krzysztoszek.
Jak zaznaczyła Anna Gołębicka, "nie ma wątpliwości, że program 800 plus od lat nie spełnia on zakładanych przy jego powstaniu celów, a jest jednym z największych tego typu obciążeń dla budżetu państwa, bo kosztuje nas 60 mld rocznie".
- Czyli niska efektywność demograficzna przy bardzo wysokim koszcie fiskalnym – zauważyła.
Według ekspertki, "program na pewno jak każde środki publiczne, aktywizuje nieco gospodarkę, ale jego znaczącą wadą jest to, że w sumie nie wiadomo jakie konkretnie problemy rozwiązuje i cele realizuje".
- Wspiera on dziś wszystkich i tych potrzebujących i nie, a w tym momencie nie stać naszego państwa na wydatki bez liczenia i rozumienia. Wydatki publiczne mają albo wspierać najuboższych, którzy bez nich nie dadzą rady lub być kołem zamachowym do zmiany – oceniła.
"Jedynie przyspieszenie decyzji o dzieciach"
- Ale załóżmy, że takie rozwiązanie połączone z likwidacjami wskazanych wydatków wchodzi w życie. Czy cel, który mu przyświeca, czyli wzrost dzietności, uda się zrealizować? Doświadczenie z programem 500 plus, a dzisiaj już 800 plus wyraźnie i jednoznacznie wskazuje, że nie - zwróciła uwagę dr Starczewska-Krzysztoszek.
Jak podkreśliła, w pierwszym okresie, gdy świadczenie 500 plus weszło w życie - w kwietniu 2016 r. - "przyspieszyło ono decyzje osób, które i tak chciały posiadać dzieci".
- Rzeczywiście, początkowo wskaźnik urodzeń wzrósł nieco ponad obserwowany wcześniej trend, ale później spadł. Przyczyna to brak zaufania do tego, czy wsparcie finansowe pozostanie, czy np. za rok może się okazać, że nie będzie na to pieniędzy. I analogiczne ryzyko jest w tym przypadku. 200 tysięcy złotych może przyspieszyć decyzje rodzin, które i tak planują powiększenie rodziny, ale ten efekt wygaśnie, jak wygasł w przypadku 500 plus. Pieniądze nie są bowiem jedyną i nie są główną przyczyną spadku dzietności w Polsce - przypomniała.
- Jeśli chcemy i możemy wydawać więcej publicznych pieniędzy, w tym jako "zachęty" dla wzrostu dzietności, to pomyślmy o tym, żeby te środki poszły na ochronę zdrowia. To jeden z elementów wielce istotnych przy podejmowaniu decyzji o posiadaniu potomstwa. Nie jest jedyny, ale z całą pewnością o dużej wadze, zwłaszcza dla kobiet podejmujących decyzję o zostaniu matkami, które chciałyby mieć zapewnioną dobrą, profesjonalną opiekę dla siebie i swoich dzieci. Przeznaczmy te pieniądze także na zwiększenie zakresu programu in vitro! - apelowała ekspertka Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Anna Gołębiska stwierdziła, że "należy budować model, gdzie dzieci będą czymś naturalnym i oczekiwanym, czyli radością i relacją a rodzice nie wypadną z tego powodu z rynku pracy i życia".
- Zamiana jeden do jednego programów oznaczałaby, że część uboższych rodzin może znaleźć się w trudnej sytuacji. Część z nich będzie musiało robić cięcia w domowych budżetach i oby nie były to w pierwszej kolejności wydatki związanymi z rozwojem dzieci. 200 tys. za dziecko brzmi jak kupowanie dzieci za pieniądze i nawet jeśli zadziała to na dzietność lepiej niż 800 plus, to nie pieniądze powinny być impulsem do ich posiadania – podkreśliła.
Jej zdaniem alternatywami, które pomogłaby rodzinom, powinny być: "bon na usługi związane z rozwojem dziecka, realne wsparcie mieszkaniowe, gwarantowane żłobki".
- Trzeba tu tez pomyśleć o rodzicach, czyli elastyczne formy pracy i możliwość pracy na niepełny etat, ulgi podatkowe, większe wsparcie dla rodziców aktywnych zawodowo. Generalnie ułatwianie powrotu do pracy i wsparcie w rozwoju dziecka – zauważyła analityczka.
Redagowała Aleksandra Szlasa
Autorka/Autor: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock