Rower górski w sklepie oferującym zarówno sprzedaż w placówkach stacjonarnych, jak i przez internet. Cena to 4500 złotych, obok przekreślone 6500 złotych. Przecena jest więc spora, ponad 30 procent. To starszy model, te na sezon 2026 będą miały takie zniżki najwcześniej późną jesienią.
Coś tańszego? Rower miejski znanego producenta w sklepie internetowym przeceniony z 2000 do 1200 złotych. 40 proc. mniej.
Wyprzedaż towaru to normalna rzecz, ale problem w branży jest głębszy. Trzeba szukać klienta, który w ostatnim czasie omijał sklepy rowerowe z daleka.
- W Polsce od kilku lat sprzedawało się rocznie nieco ponad milion rowerów. W 2025 roku jednak wyraźnie mniej, poniżej 900 tysięcy. Był dla branży bardzo słaby - mówi prezes Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego (PSR) Mateusz Pytko. Organizacja zrzesza producentów, dystrybutorów sprzętu i sklepy.
- Z powodu kiepskiej sprzedaży sklepy są teraz zatowarowane "po uszy", a nawet "ponad uszy" - dodaje szef PSR. Przewiduje, że taka sytuacja utrzyma się w tym roku.
Zadyszka na podjeździe, ale "rynek wciąż nienasycony"
Pytko mówi, że "asortyment rowerówki" oferują coraz częściej firmy zupełnie niezwiązane z branżą, "handlujące na co dzień doniczkami czy akcesoriami do telefonów". Na dodatek duża część Polaków szuka przede wszystkim najniższej ceny, nie zważając na to, skąd i jak dany produkt zostanie dostarczony. - Niestety bezpieczeństwo produktu odchodzi na drugi plan - zaznacza.
- Ceny rowerów wróciły do poziomu sprzed dekady, a w niektórych przypadkach są nawet niższe mimo inflacji. W stosunku do okresu pandemicznego spadły o 30 procent - informuje Wojciech Kluk, szef i założyciel częstochowskiego sklepu Fabryka Rowerów, dystrybutor marki Trek. Kondycja jego firmy jest jednak dobra, w 2025 roku osiągnęła niemal 17-procentowy wzrost sprzedaży. - Realne plany na ten rok to plus 10 procent - zdradza Kluk.
Fabryka Rowerów istnieje od 2014 roku, przed trzema laty przeniosła się do lokalu o powierzchni 1200 metrów kwadratowych. To jeden z największych sklepów w Europie. Problemy mają jednak mniejsi przedsiębiorcy.
Jak informuje Mateusz Pytko, główną przyczyną kłopotów jest duża liczba wyprzedaży oraz ogromna konkurencja ze strony platform sprzedażowych online typu marketplace, krajowych i chińskich.
Pytko określa poziom sprzedaży jako niższy niż w szczytowym okresie pandemicznym, ale jednocześnie zbliżony obecnie "do realnego, stabilnego popytu". W tym sensie branża przechodzi proces normalizacji.
Jednocześnie jego zdaniem dla branży jest nadzieja na wzrosty. - Rynek wciąż nie jest nasycony, a potencjał wzrostu pozostaje znaczący, zarówno pod względem liczby użytkowników, jak i częstotliwości zakupów - przekonuje.