Ceny ropy poszybowały. Eksperci wskazują przyczyny

cena ropy
Dawid Czopek o głównej przyczynie gwałtownego wzrostu cen ropy
Źródło: TVN24
Przy cenie ropy na poziomie 150 dolarów za baryłkę rynek może się ustabilizować, co ograniczyłoby popyt na surowiec o około 15-20 procent - ocenił na antenie TVN24 ekspert rynku paliw Dawid Czopek. Jego zdaniem poniedziałkowy skok cen był reakcją na raport jednej z największych instytucji finansowych, według którego blokada cieśniny Ormuz spowodowała większe braki ropy niż zakładano. Z kolei Jakub Wiech z portalu Energetyka24.com podkreślił, że to niepewność pozostaje dziś głównym czynnikiem napędzającym wahania na rynku.

Ceny ropy naftowej w poniedziałkowy poranek wzbiły się do poziomów niewidzianych od lipca 2022 roku – amerykańska WTI przekroczyła 118 dolarów za baryłkę, a Brent osiągnęła podobny pułap. Gwałtowny wzrost notowań to w dużej mierze konsekwencja eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie: ataków na infrastrukturę energetyczną oraz objęcia władzy w Iranie przez Modżtabę Chameneiego, co rynek odebrał jako zapowiedź kontynuacji twardego kursu Teheranu.

Dodatkowo sytuację na rynku zaostrza blokada cieśniny Ormuz, która utrudnia transport surowca i zmusza niektóre państwa regionu do ograniczania wydobycia. Jednak, jak zwrócił uwagę w rozmowie z TVN24 ekspert rynku paliw Dawid Czopek, nie są to jedyne czynniki stojące za skokiem cen.

- Oczywiście agencje mówią o tym, że zostały zbombardowane instalacje i tak dalej, ale z tym mieliśmy już do czynienia wcześniej. Myślę, że bezpośrednią przyczyną był raport jednej z największych instytucji finansowych na świecie, który mówi o tym, że przez cieśninę, przez to, co dzieje się w zatoce, świat utracił nawet 17 milionów baryłek ropy dziennie. Do tej pory sądziliśmy, że to jest wartość około 10 - powiedział Czopek.

Ekspert porównał tę sytuację do okresu pandemii, gdy podobną skalę spadku zanotowano po stronie popytu, co pokazuje, jak silny szok podażowy dotknął obecnie rynek.

- W czasie najgorszego okresu covidowego szacuje się, że na świecie zapotrzebowanie na ropę spadło o około 20–25 milionów baryłek, czyli mamy w tym momencie do czynienia z ubytkiem podaży na poziomie takim, jaki mieliśmy w kwietniu 2020 roku. Wtedy ludzie nie kupowali ropy, pamiętamy, że mieliśmy puste ulice, ciężarówki nie jeździły, świat właściwie stanął - zaznaczył.

Czytaj też: Gwałtowny skok ropy. Trump: to niska cena za bezpieczeństwo i pokój

Nawet 150 dolarów za baryłkę

Czopek wskazał również, że przy tak dużym niedoborze surowca ceny muszą wzrosnąć do poziomu, który ograniczy konsumpcję - być może nawet w okolice 150 dolarów za baryłkę.

- Ekonomia ma to do siebie, że wzrost ceny powoduje spadek konsumpcji i ta nowa cena próbuje znaleźć taki moment, w którym ludzie przestaną kupować ropę. Jeżeli rzeczywiście na świecie ma zabraknąć 10–15 procent ropy naftowej, to trzeba zmusić konsumentów, żeby tej ropy nie zużyli. Przy 150 dolarach prawdopodobnie rynek może się ustabilizować na poziomie, gdzie 15–20 procent klientów zrezygnuje z zakupów ropy naftowej – stwierdził Czopek.

Jednocześnie zaznaczył, że popyt na ropę jest bardzo nieelastyczny, a ograniczenie jej zużycia będzie trudne i bolesne dla gospodarki. Jak dodał, gwałtowne skoki cen mogą zmusić polityków do działania i w dłużej perspektywie przynieść pozytywne skutki.

- Nie wierzę, że to się utrzyma w dłuższej perspektywie. Paradoksalnie uważam, że te gwałtowne skoki zmuszą polityków do działania szybciej. Próbuję znaleźć, zwykle mówi się o dziegciu w beczce miodu, ja próbuję znaleźć łyżkę miodu w beczce dziegciu tym razem. Ale tak to często w ekonomii bywa - wyjaśnił Czopek.

"Niewiele przez te rurociągi przepływa"

Czopek zwrócił uwagę, że obecnie przez cieśninę Ormuz przepływa jedynie około 10 proc. tego, co normalnie nią transportowano. - Są to głównie statki chińskie - zaznaczył. Dodał, że rynek rozczarowała sytuacja dotycząca alternatywnych szlaków transportu ropy.

- Jest rurociąg z Arabii Saudyjskiej na Morze Czerwone i jest też rurociąg z Arabii Saudyjskiej w okolice Omanu, czyli takie dwa rurociągi, które omijają cieślinę Ormus. Wydaje się, że niewiele przez te rurociągi przepływa - mówił.

- One mają zdolności w sumie myślę około 7–8 milionów baryłek, czyli połowę tego, co przepływało przez cieślinę Ormus może płynąć tymi rurociągami. Wydaje się, że one nie są wykorzystywane i nie do końca wiemy dlaczego. Być może także są atakowane przez Iranczyków - dodał.

Odniósł się również do różnic w notowaniach ropy Brent i Texas. Zauważył, że są one zbliżone, jednak pewne gatunki surowca, jak ropa arabska, notowane są z premią, czyli są droższe od rynkowych wzorców.

Konflikt potrwa co najmniej kilka tygodni

Zdaniem Dawida Czopka rynek wycenia, że konflikt na Bliskim Wschodzie potrwa jeszcze co najmniej kilka tygodni.

- Moim zdaniem rynek wycenia w tym momencie już dłuższy konflikt niż do końca marca - powiedział ekspert.

Analityk ocenił, że Stany Zjednoczone są dobrze przygotowane na ewentualny kryzys energetyczny, ponieważ są "zbilansowane pod względem produkcji i zużycia ropy".

- Dużo gorzej radzi sobie Europa. Przede wszystkim Azja ma problem w tym momencie. Ale już w okresie tak zwanego "driving season", czyli momentu, kiedy rozpoczynają się wyjazdy wakacyjne Amerykanów, zwykle w maju, także Stany Zjednoczone będą musiały importować przede wszystkim benzynę. Myślę, że jeżeli prezydent Trump nie chce bardzo zdenerwować swoich wyborców, to ma nie więcej niż miesiąc - zaznaczył.

Czopek podkreślił, że USA mają zgromadzone zapasy ropy, a tamtejsi producenci korzystają na wzroście cen surowca.

- Stany Zjednoczone, także pewnie producenci amerykańscy zarabiają na ropie naftowej, bo Stany są wielkim eksporterem, a cena poszła do góry. To są pieniądze, które też popłyną do tych, którzy produkują, ale przede wszystkim chodzi o to, że Stany są największym producentem ropy na świecie i właściwie poza jakimiś tam delikatnymi sytuacjami nie muszą jej importować - podsumował ekspert.

Wiech: to nie jest kwestia wydarzeń ostatniej nocy

Zdaniem Jakuba Wiecha z portalu Energetyka24.com, poniedziałkowy skok cen ropy nie jest reakcją na wydarzenia z ostatnich godzin, tylko powtórką mechanizmu z zeszłego tygodnia.

- To nie jest kwestia wydarzeń ostatniej nocy. To jest powtórka mechanizmu z zeszłego tygodnia, czyli z czasu, kiedy rozpoczęła się ta amerykańsko‑izraelska operacja w Iranie. Bowiem wtedy czekaliśmy na to, aż otworzą się rynki, aż otworzą się giełdy i zobaczymy, jak zareagują poszczególne nośniki energii na tę sytuację - powiedział Wiech. Dodał, że obecne wzrosty to efekt "zgrupowania emocji oraz wydarzeń z całego weekendu w formie otwarcia rynków w poniedziałek".

Zdaniem eksperta, gwałtowny skok cen ropy jest przede wszystkim konsekwencją rozlania się konfliktu na infrastrukturę związaną z produkcją i przerobem surowca. - To ma oczywiście związek także z wciąż nieżeglowną cieśniną Ormuz, z brakiem politycznej perspektywy rozwiązania sytuacji wokół Iranu, a w ogóle już całej Zatoki Perskiej - stwierdził.

Wiech zaznaczył, że dodatkowym problemem jest brak jasnej strategii politycznej Stanów Zjednoczonych. - Czytamy komunikaty płynące z Białego Domu, czytamy to, co pisze pan prezydent Donald Trump, i z tego nie da się wywnioskować jasno, jakie są cele operacji w Iranie - stwierdził.

Trump: Droższa ropa naftowa to bardzo niska cena za bezpieczeństwo i pokój
Źródło: TVN24

"Kluczowa jest tu niepewność"

Wiech ocenił, że kluczowym czynnikiem wpływającym na rynek jest niepewność. - Kolejne państwa zatoki zgłaszają klauzule siły wyższej, informują, że nie są w stanie eksportować poszczególnych surowców w terminach wcześniej dyktowanych umowami, albo że muszą wygaszać swoje instalacje do produkcji nośników energii czy nawet ciąć wydobycie - mówił.

- To wszystko obserwowaliśmy przez ostatni weekend i, moim zdaniem, kluczowa jest tu niepewność. Niepewność, która gromadzi na rynku emocje, sprawia, że handlujący surowcami chcą się zabezpieczać, podnoszą ceny - stwierdził - dodał.

Ekspert przypomniał, że po początkowym wzroście ceny zaczęły spadać po informacji o możliwym uwolnieniu strategicznych rezerw ropy przez kraje G7. - Chodzi o około 400 milionów baryłek, które mogą zostać rzucone na rynek przez największe siedem gospodarek świata - wyjaśnił. Jak dodał, to spowodowało odwrót od trendu zwyżkowego, który chwilowo kierował ceny w stronę 120 dolarów za baryłkę.

Odnosząc się do zapowiedzi prezydenta USA, że ceny ropy wkrótce spadną, zauważył, że rynek nie ma możliwości zweryfikowania, kiedy i czy w ogóle to nastąpi. - Rynki chcą wiedzieć, na co mogą się szykować, lubią przewidywalność, działanie według planu - mówił.

Pytany o możliwy czas trwania konfliktu, Wiech podkreślił, że nie sposób tego przewidzieć. Zwrócił natomiast uwagę na znaczenie rosnących cen paliw w kontekście polityki wewnętrznej USA. - Nigdy Amerykanie nie płacili więcej za benzynę, kiedy rządził prezydent Trump i jego administracja. To może mieć kolosalne znaczenie w obliczu zbliżających się wyborów połówkowych - zauważył.

OGLĄDAJ: "Wstyd i hańba, że prezydent nie podpisuje ustawy". Konferencja ministrów
Domański

"Wstyd i hańba, że prezydent nie podpisuje ustawy". Konferencja ministrów

Domański
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Zobacz także: