- Kiedy zaczęliśmy interesować się koreańską pielęgnacją?
- Czym się różni pierwsza od drugiej fali popularności K-beauty?
- Jak bardzo wzrósł import K-beauty do Polski w ostatnich latach?
- Jak wysoko plasuje się polski rynek kosmetyczny w Unii Europejskiej?
- Czemu koreańskie kosmetyki nie są odpowiedzią na wszystko?
"W Europie o skórze mówi się głównie w kontekście problemów: zmarszczek i niedoskonałości cery, które trzeba tuszować grubymi warstwami makijażu. Koreanki od dawna wiedzą, że takie podejście prowadzi donikąd. Ich niezwykła metoda kompleksowej pielęgnacji gwarantuje rewelacyjne efekty" - czytamy na okładce poradnika "Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji" autorstwa Charlotte Cho.
Książka ukazała się w Polsce w 2016 roku i, podobnie jak w wielu innych krajach świata, stała się bestsellerem - według wydawnictwa Znak rozeszła się w ponad 100 tysiącach egzemplarzy.
Jej popularność była preludium do fenomenu, który rozwijał się przez kilka kolejnych lat. Kosmetyki i zwyczaje pielęgnacyjne Korei Południowej cieszyły się uwagą zaledwie garstki pasjonatów. Nic zaskakującego, kraj zbyt odległy - zarówno na mapie, jak i kulturowo.
Zainteresowanie udało się zaszczepić poprzez "soft power" - w tym wypadku dzięki popularności koreańskich seriali (K-Drama) i muzyki popularnej (K-Pop). Artyści wyróżniali się perfekcyjnym wyglądem, w szczególności idealną cerą.