Libia

Libia

20 października 10 lat temu libijscy rebelianci zamordowali rządzącego tym krajem od 1969 roku Muammara Kaddafiego. Śmierć rządzącego przez ponad 40 lat dyktatora zwieńczyła ośmiomiesięczne walki, w których siły antyreżimowe były wspierane przez interwencję NATO. Obalenie dyktatury, zamiast pozytywnych zmian, przyniosło jednak wieloletnią wojnę domową, w której wyniku Libia - z najprężniejszej gospodarki Afryki Północnej i naftowego potentata - przekształciła się w państwo upadłe, w którym najbardziej dochodowym zajęciem jest przemyt migrantów.

Kiedy 10 lat temu Libijczycy obalali swojego dyktatora, nastał festiwal wolności. Euforia nie trwała jednak długo. Kraj wkrótce ogarnęła wojna domowa, która z różnym natężeniem toczy się do dziś. Na tej pustynnej szachownicy rozgrywane są interesy wielu zewnętrznych graczy, dla których chaos w Libii jest bardzo na rękę. - To jest niezwykła gra interesów, z jednej strony fascynująca, a z drugiej strony bardzo negatywnie pokazująca, że w tym wszystkim w ogóle nie liczy się człowiek – opowiada w rozmowie z portalem tvn24.pl dr Magdalena El Ghamari, arabistka i specjalistka ds. terroryzmu z Collegium Civitas. W ostatnim czasie w długim libijskim tunelu pojawił się jednak promień nadziei.

W niedzielę marynarze niemieckiej fregaty rakietowej Hamburg w ramach misji kontroli przestrzegania embarga ONZ na dostawy broni do pogrążonej wojną domową Libii, podjęli próbę zrewidowania tureckiego statku handlowego, płynącego po wodach Morza Śródziemnego. Turecka dyplomacja skrytykowała Niemcy za to zdarzenie.