Od rozpoczęcia ataków Izraela i Stanów Zjednoczonych na Iran cena ropy na świecie stale rośnie, co zaczęło być mocno odczuwalne na rynku paliw, również w Polsce. W poniedziałek minister energii Miłosz Motyka przekazał, że wraz z ministrem finansów i gospodarki Andrzejem Domańskim analizują sytuację i jeśli ceny paliw nadal będą rosły "rząd będzie podejmował w tej sprawie działania".
Zapytany w "Faktach po Faktach" w TVN24 Ignacy Morawski, ekonomista z "Pulsu Biznesu", o ewentualną interwencję rządu, stwierdził, że "na razie jesteśmy na początku kryzysu". - Dzisiaj wykorzystywanie pełnej palety instrumentów, które mogą zatrzymać wzrosty cen paliw byłoby, używając trochę porównania do sytuacji wojennej, jak strzelanie drogimi rakietami Patriot do tanich dronów - powiedział.
- Tak naprawdę na razie jesteśmy dopiero na samym początku całego łańcucha konsekwencji. Widzimy paliwa droższe o 1 złoty, 2 złote, ale jeżeli kryzys będzie się przedłużał, to będzie szereg innych problemów: wyższe ceny ogrzewania, droższa energia dla spółek przemysłowych, ewentualne spowolnienie gospodarcze, więc na razie z natury rzeczy rząd jest wstrzemięźliwy - przewidywał.
Trzy możliwości rządu
Ekonomista mówił dalej, że rząd ma obecnie trzy możliwości. - Opcja numer jeden: może naciskać na Orlen, żeby nie podnosił marż - podał, zaznaczając, że rząd może to zrobić nieformalnie, gdyż jest to Spółka Skarbu Państwa. Zaznaczył jednak, że kosztem tego może być spadek zaufania do spółki. - A Orlen to nie jest tylko firma, która sprzedaje paliwa, ale to jest też firma, w której polscy emeryci mają ulokowane swoje oszczędności - podkreślił.
- Druga opcja: obniżyć podatki, VAT i akcyzę. Tylko że to powoduje kilka miliardów ubytku dochodów budżetowych - tłumaczył Morawski.
Jak wyjaśnił dalej, "opcja trzecia, to byłoby ustawowe zamrożenie cen" - Ale z doświadczenia innych krajów, na przykład z doświadczenia Węgier sprzed paru lat, wiemy, że takie rozwiązanie, może być bardzo kosztowne politycznie - przyznał.
- Bo, gdy nie da się później tych cen utrzymać, bo kryzys trwa za długo, bo są wysokie koszty, nagle zaczyna brakować paliwa na stacjach, ustawiają się kolejki, następuje odmrożenie cen i wystrzał cen do góry - stwierdził Morawski. Zaznaczył jednak, że jeżeli kryzys będzie utrzymywał się długo, to "na pewno rząd zrobi coś, żeby zatrzymać wzrost cen paliw".
Jakub Wiech, redaktor naczelny Energetyka24.com, dodał, że "wprowadzanie takich regulacji, oczywiście korzystając z procesu legislacyjnego, ma swoją dynamikę, jest rozciągnięte w czasie i może się okazać, że w momencie, kiedy one będą gotowe, to kryzys się rozwiąże".
"Panika sama w sobie może podnieść ceny"
Eksperci zostali zapytani, czy dzisiejsza odpowiedź rządu nie była spóźniona. - Reakcja jest wstrzemięźliwa - stwierdził Ignacy Morawski, jednak zaznaczył, że w jego ocenie "w takiej sytuacji też istotne jest, żeby nie wzbudzać paniki". - Bo panika sama w sobie może podnieść ceny. Jeżeli ludzie zaczną akumulować zapasy, wówczas ceny na stacjach wzrosną jeszcze bardziej - stwierdził. Dodał, że rząd na pewno obecnie próbuje znaleźć równowagę między pokazaniem, że zaczyna działać, ale bez wzbudzania paniki. - Gdzie jest ta równowaga, to jest odpowiedź polityczna, a nie ekonomiczna - stwierdził.
Jednak zdaniem Wiecha "rząd nie przygotował się komunikacyjnie". - Kiedy doszło do otwarcia giełd i widzieliśmy - można było zakładać, że cena ropy pójdzie w górę - to rankiem namaszczony na kandydata na premiera pan minister Czarnek zaczął swoje wystąpienia od zaprezentowania projektu ustawy w sprawie obniżenia VAT-u i akcyzy. Natomiast rząd zupełnie nie był przygotowany na taką okoliczność - ocenił Wiech, dodając, że "rząd dał się zaskoczyć". Zapytany o to, co można było zrobić, odpowiedział, że "można było zadbać, żeby nie było paniki". - Bo przez ten pierwszy tydzień konfliktu w Zatoce Perskiej obserwowaliśmy niestety szturm na stacje, podsycany przez różne komunikaty polityczne - stwierdził.
Morawski mówił, że jednym ze skutków wprowadzenia takiego rozwiązania, jak proponował Czarnek, mogłaby być tak zwana turystyka paliwowa, czyli sytuacja, w której obywatele sąsiednich krajów, w których paliwo jest droższe, przyjeżdżają do Polski i wykupują paliwo. - Druga możliwość jest taka, że po kilku dniach kryzysu, rząd wykorzysta instrumenty warte kilka miliardów złotych. Pytanie, co zrobimy po 30 dniach, po 60 dniach, po 180 dniach - analizował. - Uważam, że dziś wystrzeliwanie się z tak kosztownych instrumentów byłoby pewnie rozwiązaniem przedwczesnym - dodał.
"Na rynkach jest bardzo dużo emocji"
Eksperci zostali także zapytani, co może dziać się dalej na rynku ropy i paliw. - Trudno wskazać w tym momencie taki scenariusz, którego można byłoby się trzymać i to jest też powód, dla którego rynki zachowują się tak, jak się zachowują. Bo bez przewidywalności, bez pewnych wytycznych politycznych, bez scenariuszy, według których ma przebiegać ten konflikt, na rynkach jest bardzo dużo emocji. I te emocje znalazły upływ dzisiaj po otwarciu giełd, gdzie ropa wystrzeliła w kierunku 120 dolarów za baryłkę - stwierdził Wiech.
Zdaniem Morawskiego Amerykanie są przygotowani na kilka tygodni konfliktu. - Na rynku dzisiaj główne pytanie jest takie: ile tygodni". Jak zauważył "dotychczas powszechny scenariusz był taki, że to będzie parę tygodni. Blokada Cieśniny Ormuz - może dwa, może trzy tygodnie. Później jej całkowite udrożnienie". - I dlatego pierwsza reakcja cen ropy w zeszłym tygodniu była dość ostrożna. A teraz wygląda na to, że może ten konflikt się przedłużyć i trwać nie cztery, ale może więcej tygodni. Że Iran utrzyma swoje zdolności rażenia statków w Cieśnienie (Ormuz), którą przepływają tankowce, i dlatego dziś ropa kosztuje 100 dolarów (za baryłkę - red.) - stwierdził.
Dodał, że co do przyszłości konfliktu "dziś taki bazowy scenariusz, jest zwykle kreślony w taki sposób, że cena ropy utrzyma się w okolicach 100 dolarów za baryłkę przez kilka tygodni i później zacznie się obniżać w kierunku 90, może 80 dolarów". - Natomiast czarny scenariusz jest taki, że ta cena wzrośnie do 120-130, a może nawet do 150 dolarów za baryłkę - zaznaczył.
Morawki zauważył także, że "ceny ropy dzisiaj wieczorem są niższe, niż były na wyjściu dzisiaj rano. Więc dynamika cen jest naprawdę ogromna".
Po południu wzrosty na rynku ropy wyhamowały - około godz. 18.00 cena ropy WTI zyskiwała ponad 2,8 proc. do 93,4 USD za baryłkę. Ropa Brent była notowana na poziomie 98,6 dolarów za baryłkę, po zwyżce o 6,4 proc.
Opracowała Paulina Karpińska /akw, lulu
Źródło: TVN24, PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24