W nocy, około godziny 3-4 polskiego czasu, cena za baryłkę ropy wynosiła prawie 120 dolarów.
- Mówiąc wprost, rynek wariował. (…) Teraz te ceny stabilizują się w okolicach 100 dolarów - zwrócił uwagę w poniedziałek po południu na antenie TVN24 reporter Sebastian Napieraj.
Spotkanie G7 w celu "uwolnienia rezerw"
Jak przypomniał, przez Cieśninę Ormuz przepływa jedna piąta ropy naftowej wydobywanej globalnie, a dziennie przekraczało ją dotąd od 15 do 20 tankowców.
- Czyli kurek, przez który ta ropa płynie prosto do światowej gospodarki, został zakręcony. Można zatem powiedzieć, że to pętla założona na szyję gospodarki, która się zacieśnia. Ten nasz pacjent, ta nasza gospodarka jeszcze oddycha, ale coraz trudniej – wyjaśnił.
Napieraj zwrócił uwagę, że spadek cen ropy w ciągu dnia w poniedziałek może być związany z faktem, że grupa G7 będzie prowadziła rozmowy o uwolnieniu rezerw, co może "spowodować ustabilizowanie cen".
- Wszystko jest czasowe, bo przecież nawet rezerwy mają jakieś dno - zaznaczył.
- Ważne jest, żeby doszło do odblokowania, bo perturbacje na światowych rynkach mogą przyczynić się do tego, czego bardzo byśmy nie chcieli obserwować, czyli do wzrostu inflacji - zwrócił uwagę.
W poniedziałek około godziny 17 czasu polskiego ropa Brent kosztowała 99 dolarów za baryłkę, a amerykańska WTI - 97 dolarów.
Opracowała Alicja Skiba /akw
Źródło: TVN24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24