Więcej pacjentów na SOR-ach i interwencji ratowników. Nowe dane GUS

Mężczyzna trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy
SOR, jak izba wytrzeźwień
Źródło: TVN24
6,6 miliona osób skorzystało w ubiegłym roku z pomocy medycznej w szpitalnych oddziałach ratunkowych i izbach przyjęć - poinformował Główny Urząd Statystyczny. Ponad 18 procent pacjentów stanowiły dzieci, a niecałe 30 procent - osoby powyżej 65. roku życia. Z danych wynika też, że zwiększyła się liczba podstawowych zespołów ratownictwa medycznego, a zmniejszyła - specjalistycznych.
Kluczowe fakty:
  • Większość pacjentów po udzieleniu świadczenia została wypisana do domu, natomiast 1,7 miliona osób objęto leczeniem szpitalnym.
  • Znaczna część pacjentów zgłaszała się na SOR z problemami, które nie stanowiły nagłego zagrożenia zdrowotnego. Co utrudnia pracę personelu medycznego?
  • Zespoły ratownictwa medycznego przeprowadziły 3,2 miliona interwencji, z czego większość stanowiły wyjazdy do domów pacjentów.
  • Liczba ratowników medycznych wzrosła do 11,8 tysiąca.

W szpitalnych oddziałach ratunkowych i izbach przyjęć udziela się świadczeń opieki zdrowotnej osobom w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego. Jak wynika z najnowszej publikacji GUS "Pomoc doraźna i ratownictwo medyczne w 2025 r." w ubiegłym roku skorzystało z nich 6,6 mln osób, o 2,9 proc. więcej niż w roku poprzednim

"SOR służy ratowaniu życia". Ale nie wszyscy tak go traktują

W 2025 roku takiej opieki potrzebowało więcej osób starszych (w wieku 65 lat i powyżej). W minionym roku stanowiły one 29 proc. pacjentów placówek ratownictwa medycznego, a rok wcześniej - 27,6 proc. Z kolei liczba dzieci w stanie nagłego zagrożenia zdrowia była nieco mniejsza niż w 2024 roku. Dane wskazują na 18,3 proc. wobec 19,1 proc. rok wcześniej.

Według podanych w opracowaniu informacji większość pacjentów - 4,9 mln - po udzieleniu świadczenia zdrowotnego wypisano do domu, a 1,7 mln objęto leczeniem szpitalnym.

Problemy, z którymi zgłaszają się pacjenci na SOR nie zawsze są tymi, które stanowią "nagłe zagrożenie zdrowotne". Ten temat często podejmowali w zeszłym roku pracownicy placówek oraz eksperci.

- SOR służy ratowaniu życia. To miejsce, w którym często toczy się walka na granicy życia i śmierci, by pomóc pacjentowi. Powinny tam trafiać tylko te osoby, których stan zdrowia jest bardzo poważnie zagrożony, których życie jest zagrożone, między innymi osoby po wypadkach, z wielonarządowymi urazami, osoby z niewydolnością krążeniową albo oddechową, osoby z udarami i zawałami. One zawsze będą traktowane priorytetowo - tłumaczyła w sierpniu Aleksandra Kwiecień z Małopolskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

Lekarze wskazywali, że zdarzają się osoby, które na SOR zgłaszają się po receptę, czasem po medyczną marihuanę, z objawami grypy, przeziębienia czy z kleszczem. Pisaliśmy o tym w tvn24.pl. - Było takich przypadków stosunkowo dużo, trudno je zliczyć. (...) Nawet do 70-80 procent pacjentów, których tu przyjmujemy, w ogóle nie powinno się tu znaleźć. Są to pacjenci, którzy już wcześniej powinni zostać zaopiekowani, na przykład u lekarza pierwszego kontaktu, ambulatoryjnie - mówiła też Katarzyna Opioła, lekarka w 5. Wojskowym Szpitalu Klinicznym z Polikliniką w Krakowie.

Z kolei doktor nauk medycznych Bogusława Bukowska, dyrektor Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, wskazywała, że 30 procent pacjentów na SOR-ach stanowią osoby, które znalazły się tam w wyniku urazów związanych z alkoholem. Jak tłumaczyła, utrudnia to sprawne udzielenie pomocy tym, którzy znaleźli się na szpitalnym oddziale ratunkowym w wyniku poważnych problemów zdrowotnych.

Więcej zespołów, choć mniej specjalistycznych

Udzielaniem pomocy potrzebującym w ramach Systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego (PRM) w 2025 r. zajmowało się 1699 zespołów ratownictwa medycznego (o 35 więcej niż w 2024 r.), w tym 1479 podstawowych i 220 specjalistycznych (odpowiednio 87,1 proc. i 12,9 proc. zespołów) - podał GUS.

"W porównaniu z 2024 r. zwiększyła się liczba zespołów podstawowych o 63 (4,4 proc.), a liczba zespołów specjalistycznych zmniejszyła się o 28 (11,3 proc.)" - czytamy w publikacji.

Doraźnej pomocy medycznej udzielały też Lotnicze Zespoły Ratownictwa Medycznego z 21 baz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (podobnie jak w 2024 r.), a także 251 szpitalnych oddziałów ratunkowych - o jeden więcej niż rok wcześniej. Z systemem Państwowego Ratownictwa Medycznego (PRM) współpracowało 150 izb przyjęć, 17 centrów urazowych i 11 centrów urazowych dla dzieci.

Ponad trzy miliony wyjazdów

W ramach medycznych czynności ratunkowych w 2025 r. zespoły ratownictwa medycznego wykonały 3,2 mln wyjazdów albo wylotów.

Liczba interwencji zespołów ratownictwa medycznego zwiększyła się o 3,5 proc. (109,0 tys.) w porównaniu z poprzednim rokiem. Najwięcej akcji stanowiły wyjazdy albo wyloty do domu pacjenta - 77,1 proc. (wobec 76,7 proc. w 2024 r.).

Wzrosła też liczba osób, którym zespoły ratownictwa medycznego udzieliły świadczeń zdrowotnych w miejscu zdarzenia - do 3,3 mln (o 3,6 proc. więcej niż w 2024 r.). 5,8 proc. tej liczby stanowiły osoby poniżej 18 lat, a ponad połowę - 51,5 proc. - pacjenci w wieku 65 lat i więcej (w 2024 r. odpowiednio 5,9 proc. i 50,5 proc.).

Przybywa ratowników medycznych. Będą też położne?

W skład zespołów ratownictwa medycznego i lotniczych zespołów ratownictwa medycznego wchodziło 13,2 tys. pracowników (według stanu z 31 grudnia 2025 r.). W porównaniu z 2024 r. liczba personelu medycznego wzrosła o 2,0 proc.

Najliczniejszą grupę stanowili ratownicy medyczni, których liczba wyniosła 11,8 tys., o 0,4 tys. więcej niż w poprzednim roku. W zespołach pracowało niespełna tysiąc pielęgniarek systemu, prawie 0,2 tys. lekarzy systemu i ponad 0,2 tys. innych osób.

Czy grupę pracowników SOR-ów zasilą w tym roku także położne? Ostatnio głośno było o nowym rozwiązaniu Ministerstwa Zdrowia, które zaproponowało tworzenie izb porodowych przy takich oddziałach. Chodziło o to, by odpowiedzieć na potrzeby kobiet w związku z likwidacją wielu oddziałów położniczych. Trzeciego marca ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda informowała, że jeden szpital "sygnalizował" możliwość złożenia wniosku o taki kontrakt z NFZ. Marek Nowicki z "Faktów" ustalił wtedy, że żaden szpital nie zdecydował się jeszcze na taki krok.

- Po prostu z naszych rozmów wynika, że dyrektorzy na dzień dzisiejszy nie są totalnie zainteresowani tworzeniem izb porodowych. Po pierwsze kobiety się tego obawiają, a po drugie dyrektorzy nie wezmą za to odpowiedzialności, bo pierwsze zdarzenie medyczne będzie obciążało dyrektora jednostki, że nie zabezpieczył w razie wypadku czy jakichś powikłań całego procesu - mówił w "Faktach" Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

- Przede wszystkim nie jesteśmy w stanie dostarczać kobietom informacji. Dużo się mówi o porodach na SOR-ach, ale my nie wiemy, gdzie one mają rodzić. Co więcej, chcemy je ostrzec, by na tych SOR-ach nie rodziły, bo to nie jest tak, że teraz na każdym SOR-ze kobieta może urodzić, bo tak nie jest - komentowała prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku Joanna Pietrusiewicz.

Czytaj także: