- Organizacje pacjenckie, w tym Fundacja Onkologiczna Alivia i Fundacja My Pacjenci, apelują do minister zdrowia o zmianę planów NFZ dotyczących cięć płatności za nadwykonania.
- Dyrektorzy szpitali ostrzegają, że obniżenie płatności za badania sprawi, iż ich wykonywanie stanie się nierentowne.
- Eksperci wskazują, że przyczyną obecnych problemów finansowych NFZ są m.in. ustawy wprowadzone przez poprzedni rząd.
- Ograniczenie dostępności do badań może prowadzić do przeciążenia szpitali pacjentami, którzy nie mogą wykonać diagnostyki w poradniach.
Narodowy Fundusz zdrowia planuje cięcia w rozliczaniu płatności za nadwykonania, między innymi w tomografii komputerowej, rezonansie magnetycznym, kolonoskopii i gastroskopii. W ubiegłym tygodniu do konsultacji trafił projekt zarządzenia, z którego dowiadujemy się, że za świadczenia wykonane po zrealizowaniu kontraktu chce płacić 40 procent stawki.
W dalszej kolejności oszczędności mogą objąć również wizyty u lekarzy specjalistów czy rehabilitację - zarządzenie w tej sprawie prawdopodobnie ukaże się jeszcze dziś. Oszczędności są konieczne, bo spodziewany deficyt w kasie NFZ w tym roku wynosi 23 miliardy złotych.
Fundacja Onkologiczna Alivia, wraz z 20 organizacjami, zaapelowała do ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy o podjęcie działań zapobiegających ograniczeniu dostępu do diagnostyki medycznej w Polsce.
"Decyzje bardzo mocno uderzą w pacjentów "
"Doświadczenia z poprzednich lat pokazują, że podobne rozwiązania prowadziły do dramatycznego wydłużenia kolejek. Jeszcze kilka lat temu średni czas oczekiwania na rezonans magnetyczny sięgał około 200 dni, a na tomografię komputerową ponad 70 dni. Dopiero odejście od sztywnych limitów pozwoliło stopniowo poprawić dostępność diagnostyki. Obawiamy się, że obecne propozycje mogą doprowadzić do powrotu do sytuacji sprzed ponad dekady " - czytamy w stanowisku.
Wśród sygnatariuszy apelu jest między innymi Fundacja My Pacjenci. Jej prezes, Magdalena Kołodziej, była dziś gościem we "Wstajesz i Wiesz" na antenie TVN24.
- Te decyzje bardzo mocno uderzą w pacjentów. Mieliśmy trudną sytuację pod koniec zeszłego roku. Duża grupa pacjentów już wtedy była przesuwana na kolejny rok i terminy wizyt były bardzo mocno odwlekane. W tej chwili obawiamy się, że wprowadzenie swoistych limitów jeszcze bardziej te kolejki wydłuży i utrudni postęp do potrzebnej diagnostyki - podkreślała Magdalena Kołodziej.
"Kolejki były gigantyczne "
Podczas ubiegłotygodniowego Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach propozycji bronił prezes NFZ Filip Nowak i podkreślał, że nie ma mowy o limitowaniu. - Cięciem byłoby wprowadzenie limitów na te świadczenia. Dziś, obserwując strukturę kosztową i strukturę zatrudnienia w tych świadczeniach, wiemy, że to powinno wpłynąć przede wszystkim na negocjacje kontraktów z realizatorami - argumentował prezes NFZ.
Dyrektorzy szpitali ripostowali, że ścięcie płatności za badania aż o 60 procent sprawi, że ich wykonywanie po zrealizowaniu kontraktu będzie nierentowne, więc prawdopodobnie nie będą tego robić.
- Nie musimy sobie zbytnio nawet wyobrażać, co się może stać. Wystarczy cofnąć się o kilka lat, kiedy limity były. Kolejki były gigantyczne. Na rezonans magnetyczny czekało się niejednokrotnie rok. Obawiamy się, że te zmiany dotkną, jeśli nie bezpośrednio, to pośrednio również pacjentów onkologicznych - przewidywała Magdalena Kołodziej.
"Potrzebujemy konkretnej strategii"
Co zatem zrobić, by uzdrowić sytuację? - Tu nie ma prostych rozwiązań i nie możemy tak po prostu wprowadzić jednego, które tę sytuację rozwiąże. Na pewno potrzebujemy dodatkowych środków w ochronie zdrowia, bo zmiany, które były wprowadzone w ostatnich latach znacząco obciążyły budżet NFZ i konsekwencje tego dziś ponosimy. Bardzo dużo świadczeń NFZ musi dziś pokrywać ze swojej kasy, a jeśli nie ma dotacji z budżetu, to tych pieniędzy po prostu brakuje - oceniała Kołodziej.
Dwie ustawy, które zdaniem ekspertów najbardziej pogorszyły sytuację finansową w kasie NFZ, zostały wprowadzone przez rząd Mateusza Morawieckiego. Chodzi o tzw. skok na kasę NFZ i tzw. ustawę podwyżkową.
Pierwsza sprawiła, że finansowanie części procedur, które dotychczas znajdowało się w gestii resortu zdrowia, zostało przesunięte do NFZ. To m.in. świadczenia wysokospecjalistyczne, bezpłatne leki dla seniorów i kobiet w ciąży, a także leki i wyroby medyczne dla programów polityki zdrowotnej.
Druga reguluje minimalne płace dla pracowników ochrony zdrowia i zakłada coroczne podwyżki wynagrodzeń w oparciu o wzrost średnich płac w gospodarce narodowej. NFZ, wbrew zapowiedziom autorów, nie dostał na jej realizację odrębnego finansowania, więc pieniądze na nią idą z ogólnej puli - tej samej, która przeznaczona jest też na leczenie. W ubiegłym roku skumulowany koszt realizacji tej ustawy wyniósł 58 miliardów złotych, podczas gdy cały plan finansowy funduszu opiewał na ponad 220 miliardów złotych.
- Potrzebujemy konkretnej strategii wyjścia z tego problemu, który mamy w ochronie zdrowia i mocnych decyzji, jak to zmienić - powiedziała Magdalena Kołodziej. - Trzeba spojrzeć, gdzie mamy największe koszty. One są w szpitalach. Od lat mówimy o tym, że musimy odwracać piramidę świadczeń. To był nasz priorytet w prezydencji. Żeby to zrobić, trzeba wzmocnić podstawową opiekę zdrowotną, ambulatoryjną opiekę specjalistyczną i przekazać tam większe możliwości diagnostyczne. Położenie pacjenta do szpitala tylko na diagnostykę jest totalnym nieporozumieniem i generowaniem niepotrzebnych kosztów - powiedziała.
Właśnie przed takim scenariuszem w rozmowach z tvn24.pl ostrzegali zarówno lekarze, jak i dyrektorzy szpitali. - Wcześniej wykonywanie badań w poradniach było niekorzystne. Pacjenta kładło się na oddział na kilka dni, bo tam wyceny były lepsze. Teraz, tym pomysłem, NFZ wraca do tego, co było wtedy, kiedy były limity - komentował Bartosz Fiałek, specjalista reumatolog.
- Ograniczenie dostępności do wysokokosztowych badań i ambulatoryjnej opieki specjalistycznej spowoduje, że szpitale zostaną zasypane pacjentami, którzy mają podejrzenie jakiejś choroby, ale niemogącymi wykonać diagnostyki. Takie osoby trafią na SOR albo na szpitalny oddział - mówił Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Autorka/Autor: Piotr Wójcik/ap
Źródło: TVN24, tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Wojciech Pacewicz/PAP