W piątek premier Tusk zapowiedział, że jeśli do wtorku nie otrzyma precyzyjnych rekomendacji dotyczących ochrony zdrowia, to w środę podejmie personalne decyzje. Zaznaczył, że oczekuje od NFZ i Ministerstwa Zdrowia systemowych rozwiązań.
Zaproponowane przepisy mają rozwiązać wskazane przez Tuska problemy - chodzi o tzw. saloniki VIP w szpitalach, omijanie kolejek do świadczeń oraz bardzo wysokie zarobki niektórych medyków.
Premier w piątek przypomniał, że gdy powierzył prowadzenie resortu zdrowia Jolancie Sobierańskiej-Grendzie, były głosy, iż obsadzenie na stanowisku szefa MZ osoby bez zaplecza politycznego jest eksperymentem, bo "z tym się może wiązać słabość ministra". - Jej kompetencje są niepodważalne. Natomiast czy starczy jej siły, determinacji, takiej przebojowości, najbliższe dni pokażą - powiedział Tusk.
Co jest priorytetem resortu zdrowia?
Tylko czy rozwiązania, nad którymi w przyspieszonym tempie pracuje MZ wystarczą, by ochrona zdrowia wyszła z kryzysu, w jakim się obecnie znajduje? Dzięki nim z pewnością rząd będzie mógł pokazać społeczeństwu, że podejmuje próby działań naprawczych, ale jeszcze do niedawna resort zdrowia informował, że jego priorytetem jest zbilansowanie kasy NFZ.
Taki komunikat pojawił się między innymi w korespondencji biura komunikacji MZ z naszą redakcją. "Z uwagi na aktualną sytuację finansową Narodowego Funduszu Zdrowia, obecnie priorytetem dla Ministra Zdrowia jest wdrażanie konkretnych działań, które mają na celu jej poprawę" - pisało w czerwcu biuro komunikacji resortu w odpowiedzi na nasze pytania o plan na załatanie dziury w kasie NFZ.
Na początku lipca szacowano, że do zrównoważenia wpływów i wydatków w tym roku zabraknie co najmniej 16 mld zł. W przyszłym roku ma to być 22 mld zł. Ministerstwo Finansów zapowiedziało przesunięcie do kasy płatnika publicznego kwoty 2 mld zł, ale to wciąż za mało względem rzeczywistych potrzeb. Zwłaszcza, że wiadomo już, że przeprowadzenie corocznych podwyżek dla medyków pochłonie od lipca do grudnia kwotę 4,625 mld zł, a płatnik publiczny dodatkowych pieniędzy w takiej kwocie nie otrzymał.
Jakie cięcia wprowadził już NFZ i co planuje?
Konieczne są więc oszczędności, czyli mówiąc wprost - cięcia. Póki co, od kwietnia są one przeprowadzane w rozliczaniu nadwykonań w badaniach kosztochłonnych, takich jak kolonoskopia, gastroskopia, tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny. Planowane oszczędności były szacowane na 625 mln zł, rzeczywiste, jak czytamy w mailu z Ministerstwa Zdrowia, to 469 mln zł. Czyli wciąż kropla w morzu potrzeb.
Nie wiadomo natomiast, ile oszczędności ma w tym roku przynieść kolejna propozycja NFZ. Opublikowany niedawno projekt zarządzenia przewiduje wprowadzenie zmian w terminach rozliczania nadwykonań w operacjach zaćmy, rehabilitacji osób z niepełnosprawnością i wizytach u lekarzy specjalistów. Dotychczas rozliczenia były dokonywane po każdym kwartale, po zmianie - począwszy od lipca - po zamknięciu roku, czyli realnie po pierwszym kwartale przyszłego roku.
Stawki mają zostać utrzymane na dotychczasowym poziomie. Chodzi więc teoretycznie nie o oszczędność, a złapanie finansowego oddechu. W praktyce dyrektorzy szpitali już teraz zapowiadają, że nie stać ich na tak długie kredytowanie systemu ochrony zdrowia, więc nadwykonania będą robić niechętnie. Spodziewany efekt dla pacjenta to oczywiście dłuższe kolejki.
Kominy płacowe mają być policzone, ale czy skutecznie?
Co do kominów płacowych - najbliższą sercu resortu zdrowia wydaje się być opcja wprowadzenia górnych limitów wynagrodzeń. Nie jest to zresztą opcja nowa, bo komunikowana była już jesienią, ale wówczas rządzący zaniechali dalszych prac nad jej wprowadzeniem. - Myślimy nad CAP-em [górnym limitem płacowym - red.] indywidualnym, jak i podmiotowym. Analizujemy też możliwość przywiązania, "lojalnościówki", poprzez wynagrodzenie. Jeśli to będzie nawet B2B, to będzie to co najmniej połowa równoważnika etatu. Te rozwiązania mamy na stole, ale najpierw chcemy przeanalizować pewne zjawisko - mówiła w czerwcu w Sejmie wiceministra zdrowia Katarzyna Kęcka.
Póki co, na podpis prezydenta czeka ustawa zakładająca zbieranie danych o wynagrodzeniach medyków po numerach PESEL lub PWZ. Jej celem ma być rzetelna identyfikacja zjawiska kominów płacowych. Czy to się powiedzie? Niekoniecznie, na co zwraca uwagę we wpisie na portalu X Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. Narzędzia, jakie przyniesie ustawa zidentyfikują kontrakty z jednoosobowymi działalnościami gospodarczymi, ale już nie pozwolą sprawdzić zarobków konkretnego lekarza, jeśli kontrahentem szpitala będzie spółka lub spółdzielnia założona przez grupę medyków.
Polacy mają dość nierówności i cwaniactwa
A czego od rządzących oczekują w kwestii zdrowia sami pacjenci? Było to przedmiotem badania przeprowadzonego pod koniec czerwca przez Human Answer Institute i Centrum Adama Smitha. Okazało się, że 70 proc. badanych uważa, że lekarze pracujący w publicznej ochronie zdrowia powinni być zatrudniani na etatach, a nie na kontraktach, a 58 proc. jest zdania, że powinno się zakazać łączenia pracy w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia.
- Szybkie i dobrze wyglądające publicznie wprowadzenie tych rozwiązań bez analizy i przygotowania mogłoby mieć działanie przeciwskuteczne, ale wynik pokazuje fakt, że mamy dość nierówności i cwaniactwa - zaznacza cytowana w notatce prasowej do raportu Anna Gołębicka, ekonomistka, strateżka i współzałożycielka Human Answer Institute.
Jak dowiadujemy się z analizy, w grę wchodzi także apolityczność osób zarządzających szpitalami. Badania ukazują, że 74 proc. badanych uważa, iż osoby zarządzające szpitalami nie powinny należeć do partii politycznych, a 71 proc. jest tego samego zdania w odniesieniu do lekarzy kierujących szpitalami i oddziałami.
- To nie jest postulat ślepego karania medyków czy zarządzających, lecz uporządkowania reguł gry i oczyszczenia z uprzywilejowania. Polacy oczekują przejścia z zarządzania szpitalami do zarządzania zdrowiem, to oznacza profesjonalizację, depolityzację i odpowiedzialność za efekty leczenia, a nie za utrzymanie poszczególnych instytucji i wpływy - dodaje Gołębicka.
Wysokie wynagrodzenia lekarzy? Tak, ale w granicach rozsądku
Ciekawe są również odpowiedzi dotyczące wynagrodzeń. Polacy nie oczekują niskich pensji lekarzy - przeciwnie, znacząca część akceptuje wynagrodzenia wyraźnie przekraczające średnią krajową. Jednocześnie tylko niewielka grupa popiera najwyższe przedziały płacowe.
Blisko połowa badanych akceptuje wynagrodzenie lekarza na poziomie trzykrotności średniej krajowej. Jednocześnie 62 proc. popiera ograniczenie skrajnie wysokich zarobków.
Eksperci ochrony zdrowia często w ostatnich miesiącach podkreślają, że wina nie leczy, ale warto zauważyć, że aż 74 proc. Polaków uważa, iż za problemy ochrony zdrowia odpowiada przede wszystkim rząd, niezależnie od tego, kto sprawuje władzę, a znacznie mniej, bo 38 proc. wskazuje lekarzy.
- Politycy wmawiają obywatelom, że w Polsce może istnieć nieograniczony dostęp w służbie zdrowia przy zawsze ograniczonych pieniądzach. Nie ma na świecie nawet w najbogatszych społeczeństwach takiego modelu usług medycznych. Stąd Polacy jeszcze wierzą, że takimi zmianami jak wprowadzenie limitów zarobków dla lekarzy można poprawić jakość służby zdrowia. Zarządzający od lat zamiast dokonać fundamentalnych zmian, przekierowują emocje na zarobki lekarzy - wskazuje Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.