Władze chcą zmian w systemie ochrony zdrowia. Ustawa czeka na podpis prezydenta

lekarz pacjent gabinet shutterstock_2759823821
Jaka recepta na poprawę w ochronie zdrowia? Premier stawia ultimatum
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Afera w Szpitalu Południowym wymusiła konieczność zmian. Premier Donald Tusk postawił ultimatum, a we wtorek ma otrzymać konkretne propozycje w tej sprawie. Najważniejsze jej punkty to e-rejestracja, kominy płacowe i czas pracy lekarzy. Na podpis prezydenta Karola Nawrockiego czeka projekt, który ma powiązać wynagrodzenia lekarzy z konkretnym peselem lub prawem wykonywania zawodu. Materiał magazynu "Polska i Świat".

- To zjawisko musi zniknąć - oświadczył Donald Tusk o nagłośnionych przy okazji sprawy Szpitala Południowego w Warszawie wysokich zarobkach niektórych lekarzy. Premier postawił ultimatum szefowi NFZ i ministrze zdrowia. - Jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonującej rekomendacji, to w środę podejmę odpowiednie decyzje także personalne - zapowiedział.

- Obecność ochrony zdrowia na pierwszych stronach gazet to jest dobry moment, żeby rzeczywiście postawić twardo kropkę i faktycznie dociągnąć reformę, o której się mówi, że trzeba ją zrobić od lat, a ciągle brakowało społecznej akceptacji - skomentowała kierowniczka Katedry Rachunkowości Menedżerskiej SGH dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek.

Rosnące wydatki na ochronę zdrowia

Wciąż słyszymy, że wydatki na ochronę zdrowia rosną, a kolejki jak były, tak są. Prezeska Fundacji WHC Milena Kruszewska od lat zbiera dane na temat kolejek w publicznym systemie ochrony zdrowia. - Zaczęliśmy zbierać dane w 2012 roku. Wtedy wydawaliśmy na ochronę zdrowia około 100 miliardów złotych i czekaliśmy w kolejce do lekarza ponad dwa miesiące. Teraz wydajemy ponad 200 miliardów złotych i czekamy w kolejce ponad cztery miesiące - zauważyła.

Ze sprawozdania Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że wydatki NFZ na zdrowie w 2025 roku wzrosły względem 2024 roku o niemal 14 procent i były wyższe od przychodów o 3,5 miliarda złotych.

- Politycy lubią mówić, że wydajemy coraz więcej na system ochrony zdrowia i częściowo jest to prawda. Natomiast miliard złotych w 2019 roku, w którym kupowaliśmy świadczenia, to nie jest ten sam miliard w 2026 roku. Czyli za tę samą kwotę jesteśmy w stanie kupić mniej - wyjaśniła Katarzyna Nocuń z Rynku Zdrowia.

Na te koszty składa się wiele czynników - poza standardowym leczeniem pacjentów, te wydatki to też na przykład darmowe leki dla dzieci i seniorów. Poza tym kosztują nowe terapie i wymagające bardziej skomplikowanych sprzętów operacje.

- Żyjemy w realiach, które już nie są dostosowane do tego, co ustaliliśmy sobie ponad 25 lat temu. Mam tu na myśli finansowanie systemu ochrony zdrowia. Wpływy ze składki zdrowotnej w coraz mniejszym stopniu odpowiadają na to zapotrzebowanie. Wynika to też z tego, że w tym czasie medycyna bardzo się rozwinęła - podkreśliła Nocuń.

Zmiany w prawie czekają na podpis prezydenta

Więcej kosztują też wynagrodzenia personelu medycznego. Zarówno te medialne - milionowe, ale też wynagrodzenia minimalne, które kolejny raz zostały od lipca podniesione. Waloryzację pokryją ogłoszone cztery dni temu podwyżki wyceny świadczeń.

- Ona jest szacowana na kwotę 10 miliardów złotych. Były pomysły, żeby przesunąć te wyceny świadczeń o sześć miesięcy i w tej sytuacji mielibyśmy oszczędności w systemie Narodowego Funduszu Zdrowia - powiedział dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zarobki radnego lekarza, to "anomalia". Ile zarabiają rezydenci?

Do przesunięcia nie doszło, choć rozmowy minister zdrowia z pielęgniarkami i lekarzami się toczyły. Teraz etap prac parlamentarnych przeszedł projekt, który ma powiązać wynagrodzenia lekarzy z konkretnym peselem lub prawem wykonywania zawodu. Ustawa czeka na podpis prezydenta. Gdyby nowe prawo zaczęło obowiązywać, w końcu udałoby się dokładnie zbadać, ilu jest lekarzy-milionerów i czy rzeczywiście są w pracy w godzinach, które deklarują.

- To, co powinniśmy robić, to regulować, czyli pewne przekroczenie określonej liczby pracy powinno być już w pewnych warunkach zakazane, bo jest niebezpieczne - powiedziała dr hab. Raulinajtys-Grzybek.

Po wprowadzeniu takich ograniczeń może się okazać, że lekarzy w systemie wciąż brakuje i prawie na pewno okaże się, że system potrzebuje dalszych reform.

Źródło: TVN24
Czytaj także: