"Jeszcze wczoraj rano pod naszą opieką było 39 kotów. Dziś jest ich 67" - poinformowało na Facebooku schronisko PsiKot z Chorzowa.
28 kotów przywieziono do schroniska z interwencji w poniedziałek około godziny 22. Zabrano je z posesji w Piekarach Śląskich, gdzie przebywały w fatalnych warunkach.
Jak przekazała Martyna Renka z Biura Ochrony Zwierząt, interwencja trwała kilka godzin. Na miejscu zostało jeszcze kilka zwierząt, których nie udało się wyłapać. Zostaną zabrane w najbliższym czasie. Oznacza to, że w sumie na posesji przebywało ich ponad 30.
- Po pierwszych pięciu pierwszych sekundach wejścia do jednego z pomieszczeń miałam odruch wymiotny, a jestem osobą wytrzymałą na smród. Koty niemal biegały po ścianach. Odchody były wszędzie - powiedziała Martyna Renka.
Pomagali nawet strażacy
Były tam m.in. małe koty z zaropiałymi oczami, a także zwierzęta z powydrapywanymi uszami. Właściciel powiedział inspektorce, że sam podawał im krople bez konsultacji z weterynarzem. W domu mieszkają trzy osoby: kobieta oraz dwóch mężczyzn.
- Policjanci byli na interwencji w formie asysty dla inspektora Biura Ochrony Zwierząt. Wezwano także technika kryminalistyki na oględziny i by wykonał dokumentację fotograficzną. Prowadzimy czynności w tej sprawie - poinformował tvn24.pl aspirant Łukasz Czepkowski, oficer prasowy policji w Piekarach Śląskich.
Na miejscu działali także strażacy. Oficer prasowy miejscowej jednostki przekazał, że wezwano ich, aby w razie potrzeby podnosili ciężkie elementy w mieszkaniu, za którymi (lub pod którymi) mogły przebywać zwierzęta.
- Złożyłam zawiadomienie o znęcaniu się nad zwierzętami, bo to było ewidentne znęcanie się. Będę pisała także pismo do prezydenta Piekar Śląskich o wydanie decyzji administracyjnej o zabezpieczenie zwierząt do czasu zakończenia postępowania - zapewniła nas Martyna Renka.
"Część kotów jest chora"
Kierowniczka schroniska PsiKot w Chorzowie, gdzie obecnie przebywają koty, powiedziała, że wszystkie zwierzęta z Piekar Śląskich są bardzo wystraszone i płochliwe, jednak na ten moment trudno ocenić, czy nie są oswojone, czy są po prostu pod wpływem dużego stresu.
- Część kotów jest widocznie chora. Na pewno są dwa kocięta z kocim katarem. W przypadku jednego kota otrzymaliśmy informację, że ma usunięta cewkę moczową. Inny trafił do nas w kołnierzu zabezpieczającym, bo podobno drapał się po uszach – przekazała tvn24.pl Kamila Maciejczyk, kierowniczka schroniska PsiKot w Chorzowie.
Wdrożono już odpowiednie leczenie. W kolejnych dniach zostaną zbadane pozostałe zwierzęta.