Potencjalnie otwiera to Le Pen drogę do udziału w wyborach prezydenckich w 2027 roku. Jednak kara trzech lat więzienia, w tym dwóch w zawieszeniu, oznacza noszenie przez rok bransoletki elektronicznej, co utrudnia prowadzenie kampanii prezydenckiej. Le Pen oceniała wcześniej, że prowadzenie kampanii wymaga od kandydata swobody przemieszczania się.
Okres zakazu ubiegania się o funkcje publiczne liczy się od wyroku pierwszej instancji, czyli od marca 2025 roku.
Le Pen musi też zapłacić 100 tysięcy euro. Jej partia otrzymała natomiast karę dwóch milionów euro, z czego jeden milion został zawieszony.
Marine Le Pen ma wystąpić w telewizji o godzinie 20 i przedstawić swoją polityczną przyszłość.
Relacja z Paryża. "To prawdziwa sensacja"
Piotr Czarzasty, dziennikarz mieszkający w Paryżu, ocenił, że decyzja w sprawie Le Pen to "prawdziwa sensacja". - Mało osób spodziewało się, że Marine będzie mogła, teoretycznie, ubiegać się o tę najwyższą funkcję - ocenił. Dodał, że sąd apelacyjny "okazał się bardzo pobłażliwy".
Dziennikarz zwrócił też uwagę na ograniczenia spowodowane odbywaniem kary przez dozór elektroniczny. - Jeśli Marine Le Pen chciałaby wystartować w kampanii prezydenckiej, musiałaby prosić za każdym razem o pozwolenie sędziego, aby opuścić dom - wyjaśnił.
Wyrok pierwszej instancji
31 marca 2025 roku Le Pen została skazana przez sąd pierwszej instancji na cztery lata pozbawienia wolności, z czego dwa w zawieszeniu. Ponadto była liderka partii otrzymała pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Polityczka skrajnej prawicy miała być centralną postacią oszustwa. Jej partia miała pobrać z Parlamentu Europejskiego prawie trzy miliony euro i przeznaczyć je na własne cele.
Le Pen była liderką skrajnie prawicowej partii Zgromadzenie Narodowe. W 2022 roku przekazała przywództwo Jordanowi Bardelli.