Połowa dorosłych Polaków ma ten problem. Eksperci ostrzegają przed "cichym zabójcą"

cisnienie nadcisnienie lekarz gabinet shutterstock_2693506261
W poniedziałki istnieje największe ryzyko zawału serca. Zaskakujące wyniki badań
Coraz więcej Polaków zmaga się z nadciśnieniem tętniczym - chorobą, która przez lata może nie dawać objawów, a prowadzi do wielu groźnych powikłań. Eksperci alarmują, że już teraz lub w najbliższych latach problem ten może dotyczyć nawet połowy dorosłej populacji w naszym kraju.
Kluczowe fakty:
  • W Warszawie zaprezentowano inicjatywę "Misja 50/30. Ciśnienie Pod Kontrolą" Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego. Cel programu: do 2030 r. uzyskać prawidłowe ciśnienie (<130/80 mmHg) u co najmniej 50 proc. pacjentów.
  • Obecnie tylko 23-33 proc. chorych w Polsce ma dobrze kontrolowane ciśnienie. To najczęstszy powód wizyt u kardiologa - w 2024 r. 48 proc. wizyt (ponad 2,2 mln przypadków).
  • Choroba prowadzi do powikłań: zawałów, udarów, niewydolności serca, nerek i utraty wzroku.
  • Skuteczne leczenie nadciśnienia wymaga współpracy pacjenta z lekarzem, regularnego przyjmowania leków złożonych i zmiany stylu życia.
  • Przewlekły ból i depresja podnoszą ryzyko rozwoju nadciśnienia poprzez stres i reakcje zapalne.
  • Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.

O tym, że problemu nieprawidłowego ciśnienia krwi nie można bagatelizować eksperci mówili podczas wtorkowej konferencji prasowej w Warszawie, poświęconej ogólnopolskiej inicjatywie Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (PTNT) "Misja 50/30. Ciśnienie Pod Kontrolą". Jej celem jest osiągnięcie prawidłowej wartości ciśnienia tętniczego u co najmniej 50 proc. pacjentów do 2030 r. Obecnie ocenia się, że ciśnienie jest właściwie kontrolowane jedynie u 23-33 proc. pacjentów.

Nadciśnienie staje się problemem połowy dorosłej populacji

Stale zwiększa się odsetek Polaków, u których występuje ten problem. Jak szacował prezes elekt PTNT, prof. Jacek Lewandowski, zbyt wysokie ciśnienie krwi ma albo wkrótce może mieć 50 proc. zdrowej dorosłej populacji.

- Chcemy przekonać naszych rodaków jak ważne dla zdrowia jest prawidłowe ciśnienie krwi, że nie wystarczy się martwić tylko o stan swego konta - powiedział prof. Jacek Lewandowski, koordynator programu "Misja 50/30. Ciśnienie Pod Kontrolą".

Właściwe ciśnienie tętnicze krwi ma kluczowe znaczenie dla naszego zdrowia. Wskazują na to dane przytoczone przez specjalistę. Wynika z nich, że w 2024 r. głównym powodem wizyt ambulatoryjnych w poradniach kardiologicznych było właśnie nadciśnienie. Na to schorzenie przypadało ponad 2,2 mln wizyt, co stanowi 48 proc. wszystkich.

- Pozostałe były związane z takimi schorzeniami, jak przewlekle zespoły wieńcowe i niewydolność serca, które mogą być powikłaniami nadciśnienia tętniczego - zwrócił uwagę specjalista. Nadciśnienie sprzyja rozwojowi choroby wieńcowej (która może doprowadzić do zawału serca), udarom mózgu, przewlekłej niewydolności nerek oraz uszkodzeniom siatkówki oka, co grozi utratą wzroku.

Polska w czołówce krajów z największym odsetkiem chorych

Zagrożenie powikłaniami hipertensji w naszym społeczeństwie jest ogromne. Według Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (PTNT) Polska znajduje się w czołówce krajów europejskich pod względem częstotliwości jego występowania. Tymczasem wielu Polaków wciąż nie wie, że ma ten problem, a jeśli wie, to go bagatelizuje i się nie leczy albo jest źle leczonych.

- Nadciśnienie tętnicze wciąż pozostaje jednym z największych, a jednocześnie najbardziej zaniedbanych wyzwań zdrowia publicznego w Polsce. Przegrywamy nie dlatego, że nie mamy skutecznych terapii, ale dlatego, że zbyt rzadko osiągamy realne cele leczenia - przez niską świadomość choroby, inercję terapeutyczną i brak przestrzegania zaleceń terapeutycznych - zaznaczył prezes PTNT prof. Mieczysław Litwin.

Nie wiadomo dokładnie, ilu Polaków ma obecnie nadciśnienie tętnicze. Starsze statystyki NFZ mówią o grupie co najmniej 11 mln osób. Eksperci Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego są jednak przekonani, że faktyczna liczba jest większa i sięga co najmniej 12 mln. Wykażą to badania Wieloośrodkowego Ogólnopolskiego Badania Stanu Zdrowia Ludności (WOBASZ), których wyniki będą znane najwcześniej w drugiej połowie 2026 r.

Nowe wytyczne: ciśnienie poniżej 130/80 mmHg

Według dr. hab. Jacka Wolfa z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego aż 42,7 proc. osób dorosłych w naszym kraju spełnia kryteria nadciśnienie tętniczego. Oznacza to, że przekracza ono wartość 130/80 mmHg i wymaga leczenia. Prof. Lewandowski uważa natomiast, że kryteria te spełnia lub wkrótce będzie spełniać 50 proc. zdrowej dorosłej populacji.

Wspólne wytyczne Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego wskazują na nowe, bardziej restrykcyjne cele terapeutyczne, czyli na ciśnienie tętnicze poniżej 130/80 mmHg u większości chorych (podobnie jak w innych krajach europejskich i USA).

Eksperci są zgodni, że kluczowe znacznie ma odpowiednia współpraca lekarzy i pacjentów. Lekarze już w chwili wykrycia nadciśnienia i rozpoczęcia terapii powinni zalecać stosowanie leków złożonych, co najmniej dwóch, a nie tylko pojedynczych. Tym bardziej, że są dostępne pojedyncze tabletki zawierające nawet trzy substancje czynne o różnym mechanizmie działania.

Z kolei pacjent powinien przestrzegać zaleceń lekarzy, przede wszystkim kontynuować terapię i to przez całe życie, najlepiej w połączeniu z modyfikacją stylu życia (zmianą diety i większym wysiłkiem fizycznym). - Niestety, co drugi pacjent nie przestrzega zaleceń terapeutycznych - zaznaczył prof. Litwin. Najczęściej z leczenia rezygnują ludzie młodzi. Warto zatem pamiętać - wskazali eksperci - że zbyt wysokie ciśnienie tętnicze odpowiada za co piąty zgon.

Czym grozi nieleczone nadciśnienie?

Pisaliśmy niedawno w tvn24.pl, że nieleczone nadciśnienie może prowadzić do zmian strukturalnych i funkcjonalnych kluczowych narządów, takich jak serce, mózg, nerki, oczy i naczynia krwionośne (zarówno makro i mikrokrążenie). - Jeśli subkliniczne, czyli utajone, powikłania narządowe nie są leczone, mogą przejść od postaci bezobjawowej do objawowej, prowadząc ostatecznie do nagłych zdarzeń sercowo-naczyniowych jak udar mózgu lub zawał serca. Każda zaś redukcja skurczowego ciśnienia tętniczego o 5 mmHg obniża ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych o 10 procent - tłumaczyła w rozmowie z tvn24.pl dr n. med Aneta Kosiorek, kardiolożka.

Ekspertka wskazała, że wytyczne z 2024 roku nadal, bez zmian, definiują nadciśnienie, kiedy wartość skurczowego ciśnienia wynosi co najmniej 140 mmHg lub co najmniej 90 mmHg rozkurczowego, bez rozróżniania ciśnienia według stopni. - Wprowadzono wtedy nową kategorię ciśnienia, określanego jako "podwyższone". Wtedy skurczowe ciśnienie wynosi 120-139 mmHg lub rozkurczowe wynosi 70-89 mmHg, ale zwłaszcza gdy ciśnienie wynosi 130-139/80-89 mmHg - dodała kardiolożka.

Przewlekły ból i depresja

Badanie brytyjskich naukowców z University of Glasgow wykazało, że przewlekły ból zwiększa ryzyko wystąpienia depresji, a z kolei depresja zwiększa ryzyko wystąpienia nadciśnienia tętniczego.

Jak wynika z badania brytyjskich specjalistów, o którym pisaliśmy w tvn24.pl, przewlekły ból mięśniowo-szkieletowy biodra, kolana, pleców lub szyi czy barku, trwający co najmniej trzy miesiące, jest najczęstszym rodzajem bólu w populacji ogólnej. Analiza danych zdrowotnych ponad 200 tys. dorosłych Brytyjczyków wykazała, że osoby zgłaszające taką dolegliwość były bardziej narażone na rozwój nadciśnienia tętniczego niż osoby, które nie zgłaszały bólu, bólu krótkotrwałego lub bólu ograniczonego do określonych obszarów.

- Im większy ból, tym wyższe ryzyko wystąpienia nadciśnienia tętniczego - tłumaczyła główna autorka badania, dr Jill Pell. - Częściowym wyjaśnieniem tego odkrycia było to, że przewlekły ból zwiększał ryzyko wystąpienia depresji, a następnie depresja zwiększała ryzyko wystąpienia nadciśnienia tętniczego. Sugeruje to, że wczesne wykrycie i leczenie depresji u osób z bólem może pomóc zmniejszyć ryzyko wystąpienia nadciśnienia tętniczego.

- Wiadomo, że zarówno stan zapalny, jak i depresja zwiększają ryzyko nadciśnienia tętniczego; jednak żadne wcześniejsze analizy nie badały, w jakim stopniu związek między bólem a nadciśnieniem tętniczym wynika ze stanu zapalnego i depresji - wskazała Pell.

Także polscy kardiolodzy potwierdzają to powiązanie. - Wszystko, co wywołuje w nas stres, może wpływać na wzrost ciśnienia krwi - a depresja jest jednym z takich stanów. Zaburzenia nastroju, połączone z kumulowaniem emocji, będą uwalniały negatywnie działające hormony stresowe, podnoszące ciśnienie. Depresja może też powodować miażdżycę, sprzyjać nowotworom i wielu innym chorobom. Również ból, jako nieprzyjemne doświadczenie, może prowadzić do podwyższonego ciśnienia - mówił w rozmowie z tvn24.pl prof. Łukasz Małek, kardiolog sportowy.

Kardiolodzy wskazują, że w przypadku osoby z rozpoznanym nadciśnieniem trzeba wziąć pod uwagę wiele możliwych przyczyn. - Ocena zaczyna się od wywiadu rodzinnego i analizy okoliczności - czy problem pojawił się po infekcji, jako następstwo chorób hormonalnych, bezdechu sennego, chorób nerek czy pogorszenia samopoczucia. Trzeba porozmawiać z pacjentem i spróbować ustalić, dlaczego pojawiło się nadciśnienie, a wcześniej go nie było lub nasiliło się, na przykład leki przestały działać. Na nadciśnienie wpływają też stres, zaburzenia nastroju i ból, który sam w sobie jest czynnikiem stresującym. Ważne jest więc, by szukać źródła nadciśnienia, a nie ograniczać się do przepisania tabletki, która służy leczeniu objawów - podkreślał prof. Małek.

Rewolucyjna diagnostyka nadciśnienia o podłożu hormonalnym

Według szacunków specjalistów, około jednej czwartej osób z nadciśnieniem ma problem z nadnerczami. Wytwarzają one zbyt dużo aldosteronu, hormonu regulującego poziom soli w organizmie. Nadprodukcja aldosteronu, która podnosi ciśnienie krwi poprzez zatrzymywanie zbyt dużej ilości soli w organizmie, może prowadzić do stanu zwanego pierwotnym aldosteronizmem, który zwiększa ryzyko chorób serca, udaru mózgu i chorób nerek. Niestety, takie zaburzenia trudno rozpoznać - konieczne jest wykonanie wielu badań, w tym uciążliwej procedury pomiaru poziomu aldosteronu we krwi.

Nowe, dziesięciominutowe badanie, o którym pisaliśmy w tvn24.pl, opracowane przez naukowców z University College London, może zrewolucjonizować diagnostykę nadciśnienia o podłożu hormonalnym. Dzięki tomografii PET‑CT lekarze są w stanie precyzyjnie wskazać, które nadnercze produkuje zbyt dużo aldosteronu.

Czytaj także: