W Polsce gwałtownie ubywa izb wytrzeźwień - instytucji, które przez lata odciążały policję i szpitale. Teraz, gdy wiele z nich zostało zamkniętych, funkcjonariusze i medycy mają coraz więcej pracy z nietrzeźwymi osobami, często agresywnymi i wymagającymi opieki. Rząd zapowiada analizę sytuacji, ale samorządy alarmują: system jest na granicy wydolności.
Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Czesław Mroczek powiedział w środę podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia, że obecny system się rozpada, a konsekwencją jest agresja w placówkach ochrony zdrowia i dłuższy czas reakcji policji. Zauważył, że kolejne izby wytrzeźwień są likwidowane i działa ich obecnie 27.
O tym, że osoby trafiające na szpitalne oddziały ratunkowe w stanie upojenia alkoholowego paraliżują pracę medyków mówiliśmy m.in. w debacie "Jak piją Polacy?" w TVN24+. - Ilość potrzeb przerosła możliwości i muszę odmawiać, bo nie mam miejsc, a na przykład w sobotę leży mi na oddziale pięciu trzeźwiejących - powiedział Bogdan Stelmach, kierownik SOR w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Policja i SOR-y przejmują obowiązki izb wytrzeźwień
Likwidacja kolejnych izb wytrzeźwień powoduje, że opieka nad pijanymi osobami, w tym agresywnymi, coraz częściej obciąża policję i szpitalne oddziały ratunkowe (SOR) - podkreślali uczestnicy posiedzenia.
Wiceminister powiedział, że w 2024 r. do izb wytrzeźwień trafiło blisko 119 tys. osób, a do 295 policyjnych pomieszczeń dla osadzonych - 58 tys. osób nietrzeźwych.
Policja: system jest dziurawy, a koszty rosną
Według Romana Kustera, zastępcy komendanta głównego policji, problemem jest "wytrych" w przepisach, który umożliwia doprowadzenie osoby nietrzeźwej do jednostki policji, jeśli nie ma izby wytrzeźwień. Poinformował, że w ubiegłym roku policja poniosła wydatek 12,5 mln zł za badania lekarskie osób zatrutych alkoholem, które trafiły do pomieszczeń dla osadzonych.
Podkreślił, że badanie lekarskie jest wymogiem, ale nie daje gwarancji bezpieczeństwa osoby nietrzeźwej, bo w pomieszczeniach dla osadzonych nie ma możliwości stałego monitorowania stanu zdrowia. Zaznaczył, że w jednostkach policji w ubiegłym roku zmarło siedem osób, z czego sześcioro osadzonych było pod wpływem alkoholu i dostało zgodę lekarza na przebywanie w pomieszczeniu dla osadzonych.
Funkcjonariusze spędzają godziny na przewożeniu pijanych
Kuster poinformował, że w ubiegłym roku policja przewiozła 16,5 tys. osób nietrzeźwych do miejsca zamieszkania. Zaznaczył, że jeśli domownicy nie zgadzają się przyjąć takiej osoby, policja musi te osoby znów przewieźć. - Patrol traci niekiedy sześć czy osiem godzin na przewożenie osób zatrutych alkoholem - powiedział. Kuster zaznaczył, że w 2023 r. policji udało się odzyskać zaledwie od 15 do 50 proc. kosztów pobytów osób nietrzeźwych w jednostkach policji. Podkreślił, że po trzech latach postępowania w sprawie opłat są one umarzane, a jeśli uda się uzyskać, to trafiają one do Skarbu Państwa.
Im więcej izb wytrzeźwień, tym rzadziej będziemy się pojawiać na SOR-ach i izbach przyjęć (...) - podsumował Kuster.
Ministerstwo Zdrowia: izby wytrzeźwień są potrzebne
Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka podkreśliła, że izby wytrzeźwień są pożądanym elementem systemu. - Nie zawsze w izbach przyjęć spotykamy się z osobami zatrutymi, wymagającymi pomocy ze względu na pogorszenie stanu zdrowia. (...) Mieliśmy pacjenta, który codziennie przychodził wytrzeźwieć. Wychodząc mówił: "do zobaczenia jutro" - powiedziała (Katarzyna Kęcka przed objęciem stanowiska w resorcie zdrowia kierowała Szpitalnym Centrum Medycznym w Goleniowie, jest z zawodu pielęgniarką - red.). Kęcka zaznaczyła, że społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy z tego jak duże w skali kraju jest zaangażowanie personelu, który zajmuje się osobami w stanie upojenia alkoholowego. - Nie zawsze są to osoby potrzebujące interwencji medycznej - powiedziała. Kęcka podkreśliła, że opieka w systemie ochrony zdrowia nad osobą nietrzeźwą jest najdroższa, a najtańsza - w izbach wytrzeźwień.
Samorządy: wysokie koszty powodują likwidacje
Poseł Patryk Wicher (PiS) powiedział, że izba wytrzeźwień w Nowym Sączu została zlikwidowana ze względu na wysokie koszty funkcjonowania. Powiedział, że od 45 do 50 proc. kosztów było związane z konicznością obecności na izbie wytrzeźwień lekarza. - To był jedyny powód likwidacji izby wytrzeźwień w Nowym Sączu i czterech innych izb w ciągu trzech lat - dodał.
Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich poinformował, że zatrudnienie jednego lekarza w izbie wytrzeźwień to rocznie koszt ok. 1,4 mln zł z uwzględnieniem pracy w soboty i niedziele. Zaznaczył, że miasta wydają od 2,6 mln zł do 4,6 mln zł rocznie na prowadzenie izb wytrzeźwień. - Dlatego w przyszłości nie będziemy prowadzić izb wytrzeźwień - dodał.
Skuteczność ściągania opłat jest niska
Ekspert powiedział, że ściągalność opłat za pobyt w izbie wytrzeźwień jest na poziomie 19 proc. Zaznaczył, że osoby nadużywające alkoholu, jeśli zarabiają wynagrodzenie minimalne lub nie pracują, są wyłączone z procesu egzekucyjnego.- Nie możemy do takich osób wyegzekwować nic - zaznaczył.
Według Wójcika problemem oprócz kosztów jest brak rozstrzygnięcia, jakiego rodzaju podmiotem jest izba wytrzeźwień, która są wyłączona z szeregu ustaw, a jednocześnie podaje się w niej leki, musi mieć gabinet diagnostyczny i sprawować 24-godzinną opiekę. - To nieprawdopodobny poziom ryzyka w prowadzeniu izb wytrzeźwień - zaznaczył.
Opracowała Anna Bielecka/pwojc
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: TVN24