Cztery ciała w jednym domu. Wyrok w sprawie makabrycznej zbrodni

Wyrok za potrójne zabójstwo w Wielkanoc w domu w Ursusie
Jest wyrok za potrójne zabójstwo w Wielkanoc w domu w Ursusie
Źródło: tvnwarszawa.pl
Na 25 lat więzienia skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Warszawie Ihora L., oskarżonego o dokonanie trzech zabójstw w marcu 2024 roku. Cztery ciała znaleziono w domu w warszawskim Ursusie w Wielkanoc.

Sędzia Izabela Ledzion nie miała wątpliwości, że Ihor L. 30 marca 2024 roku dopuścił się potrójnej zbrodni w Ursusie. Motywem oskarżonego miały być względy ekonomiczne. Jak wskazała sędzia, oskarżony pracował na budowie, gdzie często przychodził pijany, za co był wyrzucany z pracy. - Potrzebował pieniędzy na życie - wskazała.

Wyrok za potrójne zabójstwo w Wielkanoc w domu w Ursusie
Wyrok za potrójne zabójstwo w Wielkanoc w domu w Ursusie
Źródło: tvnwarszawa.pl

Makabryczna zbrodnia w Wielkanoc

Ulica Koronacyjna w Ursusie w Warszawie. Okolica spokojna – domy jednorodzinne, ogrodzone podwórka, sporo zieleni. Do ścisłego centrum 11 kilometrów. Na co dzień – cisza i spokój, które zostały przerwane nagle dwa lata temu przez sygnały policyjnych radiowozów.

Był 31 marca 2024 roku, Wielkanoc. Wiele osób tego dnia udawało się na spotkanie z rodziną, na świąteczne śniadanie. Swoich rodziców i dziadków, którzy mieszkają razem w Ursusie jadą odwiedzić także dorosłe dzieci ze swoimi rodzinami.

W domu przy Koronacyjnej mieszkają Anna i Zygmunt M., mają odpowiednio 56 i 63 lata. Małżeństwo zamieszkuje piętro budynku. Ona pracuje w domu opieki społecznej, on przed przejściem na emeryturę był kierowcą autobusu. Parter budynku to natomiast przestrzeń rodziców kobiety - Eliasza i Jadwigi - mają około 80 lat. Dwa małżeństwa mieszkają w jednym budynku, choć mają osobne wejścia.

Jak będą wspominać sąsiedzi - rodzina uchodziła za spokojną, kochającą się. Nigdy się nie skarżyli. - Porządni ludzie, zawsze się kłaniali, uśmiechali - będą komentować okoliczni mieszkańcy. Kilka dni przed Wielkanocą pani Anna świętowała swoje urodziny. Z tej okazji zamieściła w mediach społecznościowych wpis, w którym podziękowała bliskim za otrzymane życzenia. "Przybył mi kolejny rok, a w nowy wchodzę z nadzieją, że będzie jeszcze lepszy" - napisała na Facebooku.

W Wielką Sobotę sąsiedzi widzieli Jadwigę i Eliasza na mszy w kościele o godziny 20. Anna z mężem w tym czasie zostali w domu. Nic nie zwiastowało, że za chwilę rozegra się tam wielka tragedia.

Następnego dnia około godziny 11 najbliższa rodzina, która przybyła do domu przy Koronacyjnej odkryła w budynku cztery ciała. Zwłoki starszego małżeństwa znajdowały się na parterze, tuż przy drzwiach. Jadwiga i Eliasz wyglądali, jakby dopiero co wrócili do mieszkania, nie zdążyli nawet zdjąć kurtek. W toku śledztwa wyjdzie na jaw, że małżeństwo zostało zaatakowane tuż po powrocie z wieczornej mszy. Ciała Anny i Zygmunta znajdowały się na piętrze.

Prokurator wskaże później, że trzy osoby (pani Anna i jej rodzice) odniosły liczne obrażenia - rany kłute i tłuczone, zadane trzema różnymi narzędziami. Zaś Zygmunt M. śmierć poniósł na skutek powieszenia. W kuchni znajdował się list pożegnalny napisany przez niego. Prokuratura nie ujawniła jego treści. Jednak zeznający w tej sprawie policjant powie na jednej z rozpraw, że list, który znalazł, miał być chaotyczny i dotyczyć domniemanej zdrady Anny.

Do tej kwestii w zeznaniach nawiąże także jeden z synów Zdzisława i Anny, który wskaże, że ojciec miał mówić, że jeśli "matka będzie go zdradzała, to dojdzie do tragedii".

Zwrot akcji. Usłyszał zarzut potrójnego zabójstwa

Początkowo wszystko wskazywało, że to Zygmunt M. zabił żonę i teściów, a następnie targnął się na swoje życie. O hipotezie, dotyczącej tzw. rozszerzonego samobójstwa informowała nas wówczas prokuratura. Jednak z czasem śledczy przedstawili inną wersję zdarzeń. Ustalono, że Zygmuntowi w zbrodni musiał ktoś pomóc.

Zatrzymany został wówczas 52-letni obywatel Ukrainy - Ihor L. Jak śledczy powiązali go ze zbrodnią w Ursusie? Mężczyznę zdradziła historia połączeń telefonicznych. Zygmunt wielokrotnie dzwonił do Ihora.

Wyrok za potrójne zabójstwo w Wielkanoc w domu w Ursusie
Wyrok za potrójne zabójstwo w Wielkanoc w domu w Ursusie
Źródło: tvnwarszawa.pl

"Rozluźnienie hamulców moralnych zasługujące na potępienie"

W czwartek podczas ogłoszenia wyroku sędzia podkreśliła, że Zygmunt M. do Ihora w dzień, w którym doszło do zbrodni, dzwonił trzykrotnie o 18.50, 19.12 oraz 19.21, rozmawiali po kilkadziesiąt sekund.

Jednym z kluczowych dowodów w sprawie okazały się ślady mające związek z miejscem zbrodni. Chodzi o krew starszej z kobiet na ubraniu Ihora L. - Badania biologiczne wykazały krew Jadwigi na swetrze Ihora L. Gdyby oskarżony nie uczestniczył w zdarzeniu, w jaki sposób ta krew by się tam znalazła? Niewątpliwie współudział to także obecność na miejscu zdarzenia - mówiła sędzia Ledzion.

Sędzia zauważyła, że z materiału dowodowego wynikało, że Zygmunt M. miał konflikt z żoną i czuł się niedowartościowany w rodzinie. - Czuł się osobą pokrzywdzoną i chciał odpłacić rodzinie - mówiła w uzasadnieniu, zwracając uwagę, że biegli psychiatrzy orzekli, że był on skłonny popełnić samobójstwo.

Zdaniem sądu na współudział Ihora L. w zbrodni świadczy także monitoring oraz ślad buta znaleziony w ogrodzie domu przy Koronacyjnej. - Takie działanie w stanie pełnej poczytalności wskazuje na rozluźnienie hamulców moralnych u oskarżonego. To zasługuje na potępienie, na karę - mówiła Izabela Ledzion.

- Na miejscu zdarzenia był Ihor L., nikt nam nie powie natomiast, jaka była jego rola w tym zdarzeniu. Ale wiemy, że tam był. Mamy logowania, mamy 68 połączeń telefonicznych wykonanych w okresie od 21 marca do 31 marca, z czego trzy połączenia z dnia zdarzenia 30 marca z późnowieczornych godzin - mówiła w uzasadnieniu wyroku.

Prokuratura chciała dożywocia

Wcześniej w czwartek w Sądzie Okręgowym w Warszawie strony wygłosiły mowy końcowe. Pierwsza głos zabrała prokurator Ewelina Ostrowska, która wniosła o uznanie Igora L. za winnego i wymierzenie mu kary dożywotniego pozbawienia wolności za każdy z czynów, których dokonał, łącznie na karę dożywotniego więzienia.

Prokurator przypomniała, że oskarżony zaprzeczał swojej winie i znajomości z Zygmuntem M. - O tym, że Ihor L. znał Zygmunta M. świadczy 68 połączeń wykonanych w krótkim czasie - mówiła.

- To jest niemożliwe, aby Zygmunt M. mordował sam. Nie jest możliwe, żeby w momencie mordowania swojej żony Anny zmieniał narzędzie zbrodni. Przebieg zdarzenia był gwałtowny, szybki. Nie jest możliwe, żeby oskarżony użył trzech narzędzi jednocześnie, musiał mieć wspólnika - tłumaczyła Ewelina Ostrowska.

Nie ustalono jednoznacznie, jak Zygmunt poznał Ihora. Spotkanie najprawdopodobniej było przypadkowe, bo mężczyźni - jak padło przed sądem - mieli mieć "lekkość w nawiązywaniu nowych znajomości, byli kontaktowi". Prokuratura uważa, że Zygmunt miał zwierzyć się nowopoznanemu Ihorowi z problemów z żoną, mówił mu, że czuje się przez nią zdradzany. Zdaniem śledczych, właśnie to doświadczenie miało ich połączyć.

"Nie nadawałem życia człowiekowi, żeby to życie zabrać"

Następnie mowy końcowe wygłosił obrońca Ihora L. adwokat Piotr Mrowiński, który wniósł o jego uniewinnienie. - Wśród dowodów materialnych nie ma żadnych, które można byłoby przypisać Ihorowi L. - mówił obrońca. - Jego w tym domu nie było – zapewniał.

Na koniec głos zabrał sam oskarżony, który utrzymywał, że jest niewinny. - Ja nie nadawałem życia człowiekowi, żeby to życie zabrać - zaczął Ihor L. - Ja bym nigdy nie zabrał komuś życia. Nie zabiłem nikogo, nie byłem żadnym wspólnikiem - przekonywał.

Następnie sędzia Izabela Ledzion zarządziła przerwę, po której zapadł wyrok. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Ihora L. za winnego, wymierzając mu karę 25 lat więzienia. Ponadto sąd nakazał L. zapłatę zadośćuczynienia w kwocie po 50 tysięcy złotych dla pokrzywdzonych członków rodziny.

Proces w tej sprawie rozpoczął się we wrześniu 2025 roku. Wyrok, który zapadł w czwartek, jest nieprawomocny.

Czytaj także: