Reporter Musab Rasulizad - relacjonując wydarzenia obchody 47. rocznicy rewolucji islamskiej w miejscowości Zahedan w prowincji Sistan i Beludżystan - wymieniał hasła wznoszone przez tłum. Po przytoczeniu okrzyku "Bóg jest wielki" (Allahu akbar - tłum.), zamiast zwyczajowych w Iranie haseł takich jak "śmierć Ameryce" czy "śmierć Izraelowi", powiedział "śmierć Chamenei". Transmisja została wtedy nagle przerwana.
Ajatollah Ali Chamenei od 35 lat jest najwyższym przywódcą duchowo-politycznym Iranu. Zastąpił na tym stanowisku zmarłego w 1989 roku przywódcę rewolucji islamskiej Ruhollaha Chomeiniego.
Szereg konsekwencji
W reakcji na to zdarzenie irański nadawca państwowy odwołał dyrektora lokalnego kanału. Ponadto zawieszono operatora transmisji oraz nadzorcę emisji, a inni pracownicy uznani za winnych w tym zdarzeniu zostali skierowani do komisji dyscyplinarnej. Oficjalnym powodem tych decyzji była chęć "utrzymania dyscypliny zawodowej i ochrony reputacji mediów".
Rasulizad opublikował później nagranie z przeprosinami, w którym nazwał swoje słowa "przejęzyczeniem" oraz "błędem", oraz potępił to, że jego słowa stały się pretekstem dla działań antyrewolucjonistów.
Do pomyłki doszło miesiąc po brutalnym stłumieniu największych od lat protestów, w czasie których hasło "śmierć Chamenei" było skandowane regularnie.
Opracowała Kamila Grenczyn/akr
Źródło: PAP, Radio France Internationale
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/ABEDIN TAHERKENAREH