Od 1 listopada ub.r. w Polsce z powodu wychłodzenia zmarło 40 osób - wynika z danych udostępnionych przez policję. "Coraz więcej osób w ciężkiej hipotermii trafia na SOR-y i intensywną terapię" - zaalarmował pod koniec stycznia na platformie X prof. Wojciech Szczeklik, kierownik Ośrodka Intensywnej Terapii Medycyny Okołozabiegowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
"Zaczynają zawodzić mechanizmy regulacyjne"
O hipotermii pisaliśmy niedawno w TVN24+. Przemysław Rupart, anestezjolog i specjalista intensywnej terapii w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach, wyjaśniał, że to stan, w którym temperatura centralna ciała spada poniżej 35 stopni Celsjusza. Dla człowieka - istoty stałocieplnej - jest to punkt krytyczny, bo prawidłowe funkcjonowanie organizmu wymaga utrzymywania temperatury wewnętrznej w wąskim zakresie, w okolicach 37 stopni.
Jak podkreśla anestezjolog, "tu odnosimy się do temperatury głębokiej, a nie do tej mierzonej na skórze, ponieważ tylko ona odzwierciedla rzeczywisty stan narządów wewnętrznych". - To właśnie spadek temperatury głębokiej sprawia, że zaczynają zawodzić mechanizmy regulacyjne i dochodzi do zaburzeń podstawowych funkcji życiowych - wyjaśniał lekarz.
Choć do tego, by wpaść w stan hipotermii nie są konieczne arktyczne mrozy, to jednak gwałtowne ochłodzenie, z jakim mamy do czynienia w ostatnich dniach sprawia, że ryzyko drastycznie wzrasta.
- Do minimum powinniśmy ograniczyć naszą aktywność na powietrzu, raczej nie wychodzić z domu. Jeśli już musimy wyjść, to na maksymalnie 10-15 minut. Tak silny mróz, jak ten prognozowany, stanowi realne zagrożenie dla życia i zdrowia. Poprzez działanie tak niskich temperatur nasze komórki się kurczą, a wydolność układu krążenia jest narażona na duże ryzyko. Dotyczy to również osób, które chorują na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc czy pacjentów zmagających się z astmą - mówił w niedzielnych "Faktach po Faktach" prof. Robert Gałązkowski, kierownik Zakładu Ratownictwa Medycznego Wydziału Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Odmrożenia już po 20 minutach
Ekspert podkreślał, że przed wyjściem na zewnątrz powinno się zadbać o odpowiednie ubranie, najlepiej "na cebulkę", czyli wielowarstwowo. Nie można też zapominać o zabezpieczeniu głowy, rąk czy stóp (poprzez buty z dobrą, szczelną podeszwą).
O tym, jak ważne jest właściwe ubranie, mówił w ubiegłym tygodniu w rozmowie z tvn24.pl również dr Michał Sutkowski z Uczelni Łazarskiego, prezes elekt Kolegium Lekarzy Rodzinnych. - Kilka warstw odzieży da nam więcej ciepła. Obowiązkowo zakładamy czapkę, szalik i rękawice. Pamiętajmy, że skarpetki muszą być suche, a buty - najlepiej ocieplone lub o rozmiar większe niż takie, jakie nosimy latem, aby zapewnić sobie izolację termiczną - wymienia lekarz.
Należy też pamiętać o ochronie skóry, szczególnie w miejscach, które pozostaną odsłonięte. - Natłuszczamy twarz i ręce. No i bądźmy na dworze najkrócej, jak to tylko możliwe - radził.
Mimo że lekarze stanowczo odradzają zbędne wyjścia na dwór przy mocno ujemnych temperaturach, to nie brakuje amatorów aktywności fizycznej, uprawiających w takich warunkach na przykład jogging. Eksperci mówią wprost: to bardzo niebezpieczne.
- Nie zachęcałbym do takiej formy sportu, szczególnie jeśli takie osoby są lekko ubrane, nawet jeśli to odzież termiczna. Doświadczenie medyczne pokazuje, że po 20 minutach przebywania na mrozie w granicach -20 stopni mogą już się pojawić odmrożenia palców, uszu, nosa, stóp. Wszędzie musi być rozsądek. Przy tak niskich temperaturach możemy mieć też problem z oddychaniem. Dochodzi do kurczenia tkanek, a praktyka kliniczna pokazuje, że nierzadko potem też do zawału serca czy udaru mózgu - mówił w "Faktach po Faktach" prof. Gałązkowski.
Najgorsza jest obojętność
Lekarze i przedstawiciele służb porządkowych zawsze przy okazji dużych ochłodzeń apelują o to, by zwracać uwagę na innych. "Nie bądźmy obojętni - przeżywają ci, którzy otrzymali pomoc" - apelował w mediach społecznościowych prof. Wojciech Szczeklik. "Niedawno nasz pacjent po ponad 1,5 godzinie zatrzymania krążenia w hipotermii wyszedł ze szpitala o własnych siłach". Szczeklik podkreślił przy tym, że jeżeli widoczne są oznaki życia, podstawą jest zapobieganie dalszemu wychłodzeniu oraz stopniowe ogrzewanie ciała.
- Kiedy pojawia się drętwienie czy dreszcze, to to już jest ten moment, kiedy taką osobę powinniśmy przenieść do pomieszczenia, w którym jest cieplej, i nie rozgrzewać jej intensywnie, tylko stopniowo - mówił natomiast prof. Robert Gałązkowski. - Można taką osobę okryć jakimś kocem, zabezpieczyć jej głowę czy palce. Nie powinniśmy natomiast podejmować działań gwałtownych. Jeśli ktoś ma odmrożone palce i położymy je na gorącym grzejniku, to może nawet dojść do martwicy. Wychodzenie z niskich temperatur musi być rozłożone w czasie - dodawał.
Drugi gość "Faktów po Faktach", rzecznik prasowy Straży Miejskiej m.st. Warszawy Sławomir Smyk podkreślał z kolei, że jeśli widzimy osobę, która się nie rusza, siedzi na ławce lub na przystanku, a zwłaszcza leży - należy zadzwonić na numer alarmowy. - Jeśli nie czujemy się na siłach, żeby podejść, bo się boimy lub nie wiemy, jak zareagować, to wystarczy zadzwonić pod jakikolwiek numer alarmowy, aby służby podjęły właściwe działania - podkreślał.
Autorka/Autor: Piotr Wójcik/adan
Źródło: tvn24, TVN24+, Fakty po Faktach, PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock