- Do wychłodzenia organizmu może dojść także przy dodatnich temperaturach i w pomieszczeniach zamkniętych - mówi w rozmowie z tvn24.pl lek. Przemysław Rupart, anestezjolog i specjalista intensywnej terapii w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach. Jak rozpoznać pierwsze objawy hipotermii?
- W ciężkiej hipotermii funkcje życiowe mogą być skrajnie spowolnione i trudne do oceny. Dlatego w medycynie obowiązuje zasada: "nie jest martwy, dopóki nie jest ogrzany". Co to oznacza w praktyce i jak się zachować, gdy widzimy taką "martwą" osobę?
- Stopniowe wyziębianie może działać ochronnie na mózg, co pokazują skrajne przypadki przeżycia przy bardzo niskiej temperaturze ciała. Nagłe zanurzenie w lodowatej wodzie i gwałtowne zdarzenia prowadzą natomiast do znacznie gorszego rokowania - mówi anestezjolog i podaje przykłady.
- Pierwsza pomoc w hipotermii zależy od stanu chorego. Co robić, by nie pogorszyć sytuacji?
- Więcej artykułów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w serwisie tvn24.pl.
Mróz jest jednym z najtrudniejszych testów dla ludzkiej fizjologii. Organizm nieustannie walczy o utrzymanie stałej temperatury wewnętrznej, ale gdy traci ciepło szybciej, niż potrafi je wytwarzać, ten mechanizm zaczyna zawodzić. Stawką nie jest wtedy "uczucie zimna", lecz zaburzenie podstawowych funkcji życiowych - pracy serca, mózgu i układu oddechowego.
Dlatego hipotermia nabiera szczególnego znaczenia, gdy prognozy zapowiadają silne ochłodzenie. Od listopada ubiegłego roku do 3 stycznia 2026 r. z powodu wychłodzenia zmarło w Polsce 10 osób - wynika z danych przekazanych PAP przez policję. W najbliższych dniach temperatura w centrum kraju i w rejonach podgórskich może spaść nawet do -16 stopni Celsjusza. To już zauważalne zimno, choć wciąż nieekstremalne. O hipotermii nie powinno się jednak mówić tylko w kontekście ekstremalnych mrozów, bo - jak podkreśla lek. Przemysław Rupart, anestezjolog i specjalista intensywnej terapii w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach - do wychłodzenia organizmu nie są potrzebne "syberyjskie" warunki, a skala problemu jest większa, niż sugerują pojedyncze zimowe komunikaty.
Według oficjalnych danych GUS śmiertelność z powodu wyziębienia wynosi w Polsce nawet ponad 600 osób rocznie. W tym kontekście hipotermia przestaje być zjawiskiem odległym, a zaczyna dotyczyć także osób, które nie postrzegają siebie jako szczególnie narażonych i nie zakładają, że mogą znaleźć się w sytuacji realnego zagrożenia.
Hipotermia to nie "uczucie zimna"
Hipotermia to stan, w którym temperatura centralna ciała spada poniżej 35 stopni Celsjusza. Dla człowieka - istoty stałocieplnej - jest to punkt krytyczny, bo prawidłowe funkcjonowanie organizmu wymaga utrzymywania temperatury wewnętrznej w wąskim zakresie, w okolicach 37 stopni. Jak podkreśla anestezjolog, "tu odnosimy się do temperatury głębokiej, a nie do tej mierzonej na skórze", ponieważ tylko ona odzwierciedla rzeczywisty stan narządów wewnętrznych. - To właśnie spadek temperatury głębokiej sprawia, że zaczynają zawodzić mechanizmy regulacyjne i dochodzi do zaburzeń podstawowych funkcji życiowych - wyjaśnia lekarz.
W pierwszej fazie organizm próbuje się bronić. Pojawia się drżenie mięśniowe, czyli dreszcze, oraz obkurczenie naczyń krwionośnych w skórze, co ma ograniczyć utratę ciepła. Są to jednak mechanizmy o ograniczonej skuteczności i czasie działania. Gdy ekspozycja na zimno się przedłuża albo warunki zewnętrzne są szczególnie niesprzyjające, rezerwy organizmu szybko się wyczerpują.
- Hipotermia może rozwinąć się u każdego z nas - podkreśla Przemysław Rupart. - Dotyczy tak samo osób bezdomnych przebywających na otwartym powietrzu, jak i ludzi w pomieszczeniach zamkniętych, na przykład w pustostanach czy domach nieogrzewanych. I nie ma tu kluczowego znaczenia, czy na zewnątrz panuje silny mróz. Nawet przy temperaturach dodatnich taka hipotermia może się u człowieka rozwinąć.
Tempo wychładzania organizmu nie jest stałe i zależy od wielu elementów jednocześnie. Lekarz zwraca uwagę na rolę wiatru, wilgotności powietrza, sposobu ubrania i aktywności fizycznej. Istotna jest także budowa ciała - osoby szczupłe, z mniejszą ilością tkanki tłuszczowej, tracą ciepło szybciej. - To wszystko sprawia, że nie da się wskazać jednego momentu, w którym "zaczyna się" hipotermia - mówi lekarz. - W skrajnych warunkach, przy silnym mrozie i wietrze, kilkanaście minut bez odpowiedniej ochrony może wystarczyć, by temperatura centralna zaczęła niebezpiecznie spadać.
Moment, w którym organizm przestaje się bronić
W medycynie hipotermia nie jest jednorodnym stanem. Dzieli się ją na stopnie, które odpowiadają konkretnym zmianom zachodzącym w organizmie i mają bezpośrednie przełożenie na rokowanie oraz sposób postępowania. Jak podkreśla Przemysław Rupart, ten podział "nie jest umowny ani teoretyczny - on wynika z fizjologii i z tego, co w danym momencie dzieje się z chorym".
Pierwszy stopień hipotermii rozpoznaje się wtedy, gdy temperatura głęboka mieści się w przedziale od 35 do 32 stopni Celsjusza. - To etap, w którym pacjent jest jeszcze przytomny, logiczny i zazwyczaj zdolny do samodzielnej reakcji - tłumaczy lekarz. - Występują dreszcze, czyli podstawowy mechanizm obronny organizmu. Chory ma świadomość, że coś jest nie tak, odczuwa dyskomfort, próbuje się ogrzać. O ile nie znajduje się pod wpływem alkoholu lub innych substancji, myślenie pozostaje racjonalne i taka osoba często jest w stanie sobie pomóc.
Drugi stopień hipotermii zaczyna się w momencie, gdy temperatura głęboka spada do zakresu 32-28 stopni Celsjusza. To granica, przy której mechanizmy obronne przestają być skuteczne. - W tym momencie dreszcze zaczynają zanikać, co samo w sobie jest bardzo niepokojącym objawem - podkreśla specjalista. - Dochodzi do wyraźnego spowolnienia myślenia, pogorszenia koordynacji ruchowej, chory ma trudności z mówieniem, jego wypowiedzi stają się nieskładne. Bardzo często obserwujemy apatię i brak adekwatnej reakcji na sytuację.
Na tym etapie - jak zaznacza lekarz - samopomoc zwykle nie wystarcza. - To jest ten moment, kiedy pomoc z zewnątrz staje się konieczna, bo chory nie jest już w stanie podejmować właściwych decyzji ani skutecznie się chronić - mówi.
Najcięższy jest trzeci stopień hipotermii, gdy temperatura centralna spada poniżej 28 stopni Celsjusza. - Wtedy pacjent zazwyczaj jest nieprzytomny - wyjaśnia Przemysław Rupart. - Oddycha bardzo płytko, często dochodzi do poważnych zaburzeń rytmu serca, które mogą bezpośrednio zagrażać życiu. To już stan bezpośredniego zagrożenia, wymagający natychmiastowej, specjalistycznej pomocy medycznej.
Czasami wyróżnia się także czwarty stopień hipotermii, czyli sytuację, w której temperatura głęboka spada poniżej 28 stopni i jednocześnie dochodzi do zatrzymania krążenia. - To są przypadki skrajne - zaznacza anestezjolog. - Ale nawet wtedy nie można z góry zakładać, że sytuacja jest beznadziejna.
Dlaczego w hipotermii łatwo o tragiczny błąd
Hipotermia może prowadzić do śmierci - co potwierdzają statystyki dotyczące zgonów z powodu wychłodzenia - ale jednocześnie jest stanem, w którym pozory bardzo często mylą. Właśnie dlatego w medycynie ratunkowej obowiązuje zasada, która bywa sprzeczna z intuicją osób postronnych: człowieka w ciężkiej hipotermii nie uznaje się za zmarłego, dopóki nie zostanie ogrzany. Jak podkreśla Przemysław Rupart, granica między życiem a śmiercią w takich sytuacjach bywa wyjątkowo trudna do uchwycenia - i to nie tylko dla świadków zdarzenia, ale również dla doświadczonych zespołów medycznych.
- U chorego z hipotermią puls może być niewyczuwalny nie dlatego, że serce przestało pracować, ale dlatego, że krążenie jest ekstremalnie wolne i bardzo słabe - wyjaśnia lekarz. - Dlatego osoba bez wykształcenia medycznego w ogóle nie powinna próbować oceniać życia lub śmierci na podstawie badania tętna na tętnicach szyjnych czy udowych. To jedna z najczęstszych pułapek w takich sytuacjach - mówi.
Jak zaznacza, także zespoły ratownictwa medycznego kierują się w hipotermii jasno określonymi zasadami. - Jeżeli nie ma pewnych, jednoznacznych oznak śmierci, takich jak rozległe, nieodwracalne urazy czy wyraźne plamy opadowe, świadczące o tym, że proces trwał wiele godzin, u takiego chorego rozpoczyna się czynności resuscytacyjne - mówi lekarz. - Taka osoba jest transportowana do szpitala i ogrzewana różnymi metodami, mniej lub bardziej inwazyjnymi. Dopiero wtedy, gdy temperatura głęboka wróci do normy i mimo tego nie udaje się przywrócić krążenia, można stwierdzić zgon.
Skrajne temperatury to nie wyrok, ale trzeba działać
Znaczenie tej zasady najlepiej widać w konkretnych przypadkach klinicznych. Przemysław Rupart przywołuje historię pacjenta, u którego temperatura głęboka wynosiła około 22 stopni Celsjusza. - To już skrajna hipotermia - mówi - ale mimo to krążenie było zachowane. Przy prawidłowym postępowaniu udało się go wyprowadzić z tego stanu bez konieczności stosowania ECMO.
Takie przypadki nie zdarzają się często, ale - jak podkreśla lekarz - nie są też medyczną egzotyką. - Być może nie są to sytuacje codzienne, natomiast one się zdarzają - zaznacza. - I trzeba wyraźnie powiedzieć: nawet chorzy z ciężką hipotermią, także wtedy, gdy temperatura głęboka spada poniżej 28 stopni Celsjusza, zazwyczaj mają zachowane krążenie.
To właśnie ten fakt sprawia, że przy właściwym postępowaniu wielu pacjentów udaje się uratować bez sięgania po najbardziej zaawansowane technologie. - W większości przypadków nie ma potrzeby wdrażania ECMO, czyli pozaustrojowego wspomagania krążenia i oddychania - wyjaśnia Przemysław Rupart. - Oczywiście zdarzają się sytuacje skrajne, ale trzeba podkreślić, że temperatura rzędu 22 stopni to już naprawdę ekstremum.
Kluczowe znaczenie ma jednak nie sama wartość temperatury, lecz czas i mechanizm wychładzania. - To, jakie mamy szanse na przeżycie i jakie będzie rokowanie neurologiczne, w ogromnym stopniu zależy od tego, jak długo to wychłodzenie następowało - podkreśla lekarz. - Zdecydowanie gorsze są sytuacje nagłe.
Jako przykład podaje śmiertelny wypadek matki z dzieckiem, którzy wpadli do zamarzniętego stawu w Radzewie koło Poznania. - W takich zdarzeniach dochodzi bardzo szybko do zatrzymania krążenia, zanim organizm zdąży się stopniowo wychłodzić - tłumaczy. - W efekcie hipotermia nie działa ochronnie na mózg i układ nerwowy w takim stopniu, jak ma to miejsce przy powolnym spadku temperatury - mówi anestezjolog.
Przy powolnej ekspozycji na chłód sytuacja wygląda inaczej. - Jeżeli wychłodzenie narasta stopniowo, organizm ma czas na adaptację - wyjaśnia anestezjolog. - W takich warunkach jesteśmy w stanie przetrwać znacznie więcej, a nawet uzyskać dobre rezultaty neurologiczne, mimo że zatrzymanie krążenia trwa dłuższy czas.
To właśnie ten mechanizm tłumaczy przypadki, które z pozoru wydają się niewytłumaczalne - jak historia szwedzkiej radiolożki Anny Baagenholm, która przeżyła mimo spadku temperatury ciała do około 13,7 stopnia Celsjusza. Jej organizm wychładzał się stopniowo, zanim doszło do zatrzymania krążenia, co zadziałało ochronnie na mózg. – Natomiast w sytuacjach bardzo niebezpiecznych, kiedy ludzie wchodzą na zamarznięte zbiorniki wodne i dochodzi do nagłego zanurzenia, mechanizm jest zupełnie inny - zaznacza lekarz. - Nawet jeśli akcja ratunkowa trwa kilkanaście minut i takiego chorego uda się wyciągnąć, rokowanie bywa znacznie gorsze niż u osób znalezionych wyziębionych, ale bez utonięcia.
Jak dodaje Przemysław Rupart, skutków neurologicznych nie da się ocenić od razu. - Dopóki chory przebywa na oddziale intensywnej terapii, jest w sedacji i prowadzimy leczenie, nie jesteśmy w stanie przewidzieć następstw - mówi. - Dopiero po odstawieniu leków i wybudzeniu pacjenta można to ocenić. I bardzo często te rezultaty są zaskakująco dobre.
To właśnie dlatego w hipotermii granica między życiem a śmiercią bywa tak trudna do jednoznacznego wyznaczenia - i dlatego jeden pochopny błąd w ocenie sytuacji może mieć nieodwracalne konsekwencje.
Jak pomóc i jak nie zaszkodzić osobie z hipotermią
W hipotermii nie istnieje jeden uniwersalny schemat pomocy. Wszystko zależy od stanu chorego i od momentu, w którym podejmujemy działanie. Jak podkreśla Przemysław Rupart, kluczowe są uważna obserwacja i spokojne decyzje - to, co w jednym stadium hipotermii jest właściwe, w innym może realnie pogorszyć sytuację.
Największe możliwości skutecznej pomocy pojawiają się w pierwszym stadium hipotermii, czyli wtedy, gdy temperatura głęboka organizmu nie spadła jeszcze poniżej 32 stopni Celsjusza. – Oczywiście my tej temperatury głębokiej nie mierzymy - zaznacza lekarz. - Ale widzimy, że dana osoba jest przytomna, logicznie z nami rozmawia, porusza się, ma dreszcze. To są sygnały, że nadal jesteśmy w tym etapie, w którym możemy zrobić bardzo dużo.
W takiej sytuacji podstawą jest przerwanie dalszego wychładzania. Osobę należy przeprowadzić w możliwie ciepłe, osłonięte miejsce, pamiętając, że ogrzewanie musi odbywać się stopniowo. - Nie sadzamy jej od razu przy rozgrzanym kominku, grzejniku czy innym źródle intensywnego ciepła - podkreśla Rupart. - Chodzi o to, by nie wywołać gwałtownych reakcji organizmu.
Jeżeli chory jest przytomny, nie ma zaburzeń połykania i nie krztusi się, można podać ciepłe płyny do picia. Lekarz jednoznacznie zaznacza, że alkoholu w takiej sytuacji podawać nie wolno. - Alkohol rozszerza naczynia krwionośne, zwiększa utratę ciepła i dodatkowo zaburza ocenę sytuacji - mówi. - To jeden z najczęstszych i najbardziej niebezpiecznych błędów.
Kolejnym krokiem jest zdjęcie przemarzniętych ubrań, zwłaszcza jeśli są mokre, oraz okrycie chorego ciepłym kocem. Można stosować termofory lub ogrzewacze chemiczne, ale wyłącznie z zachowaniem ostrożności. - Nigdy nie przykładamy ich bezpośrednio do gołej skóry - przypomina specjalista. - Zawsze przez warstwę ubrania, ręcznik czy bluzkę.
U osób w pierwszym stadium hipotermii, u których nadal występują dreszcze, dopuszczalna jest łagodna aktywność fizyczna, która pomaga wytwarzać ciepło. Ta zasada przestaje jednak obowiązywać w momencie, gdy stan chorego się pogarsza.
- Jeżeli widzimy, że osoba leży, jest wyraźnie zdezorientowana albo nieprzytomna, z minimalnym stopniem przytomności, absolutnie nie zachęcamy jej do ruchu i nie poruszamy nią gwałtownie - zaznacza lekarz. - Ruchy powinny być ograniczone do minimum.
W bardziej zaawansowanej hipotermii aktywność fizyczna może przynieść odwrotny efekt. - Zachęcanie do ruchu może doprowadzić do paradoksalnego spadku temperatury wewnętrznej - wyjaśnia Przemysław Rupart. - Wynika to z rozszerzenia naczyń krwionośnych w mięśniach i skórze.
W tej grupie chorych ogrzewanie musi być szczególnie ostrożne. Ubranie zdejmuje się wyłącznie wtedy, gdy jest wyraźnie mokre lub zamarznięte. W przeciwnym razie lepiej pozostawić chorego w jego odzieży i dodatkowo okryć go ciepłym materiałem, ograniczając dalszą utratę ciepła. - Ponieważ ryzyko zachłyśnięcia jest w tym momencie bardzo duże, nie podajemy ani płynów, ani jedzenia - podkreśla lekarz. - I natychmiast zawiadamiamy odpowiednie służby.
Najpoważniejszy scenariusz dotyczy sytuacji, w której znajdujemy osobę nieprzytomną, niereagującą na bodźce i nieoddychającą. Wówczas postępowanie jest jednoznaczne. - Wzywamy pomoc i rozpoczynamy uciskanie klatki piersiowej, czyli resuscytację krążeniowo-oddechową - mówi Rupart. - Hipotermia nie jest przeciwwskazaniem do RKO. Wręcz przeciwnie - w tym stanie resuscytacja może mieć sens nawet po długim czasie i nie wolno z niej rezygnować tylko dlatego, że ciało jest zimne.
Zapobieganie zaczyna się wcześniej, niż myślimy
Profilaktyka hipotermii zaczyna się na długo przed wyjściem na mróz i często dotyczy sytuacji, które łatwo bagatelizujemy. Odpowiedni ubiór ma znaczenie nie tylko na zewnątrz, ale także w nieogrzewanych mieszkaniach, starych domach czy pustostanach. Przemysław Rupart zwraca także uwagę na utrwalony mit dotyczący "uciekania ciepła" przez pojedyncze części ciała. - Rękawiczki niewiele pomogą, jeśli zimą chodzimy w rozpiętej kurtce - podkreśla. - Organizm traci ciepło jako całość, dlatego zabezpieczone musi być całe ciało, a nie tylko wybrane fragmenty.
Hipotermia wciąż bywa niedoceniana, bo rzadko zaczyna się gwałtownie i nie zawsze daje jednoznaczne sygnały ostrzegawcze. Często rozwija się stopniowo, poza oczywistym skojarzeniem z mrozem i przebywaniem na zewnątrz. To sprawia, że zarówno objawy, jak i ryzyko bywają rozpoznawane zbyt późno. Świadomość tego, kiedy i w jakich warunkach może dojść do wychłodzenia, pozostaje jednym z najprostszych sposobów ograniczenia liczby takich zdarzeń.
Autorka/Autor: Agata Daniluk/pwojc
Źródło: PAP, tvn24
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock