Czy rząd prywatyzuje ochronę zdrowia? Starcie w Sejmie

Kolejka do lekarza w poradni szpitalnej
Tomasz Maciejewski: nie ma żadnych decyzji rządu, które prowadziłyby do prywatyzacji
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
Opozycja zarzuca koalicji rządowej, że prywatyzuje ochronę zdrowia. Argumentem, jaki podnosi, jest rosnąca liczba badań wykonywanych przez pacjentów prywatnie. Ministerstwo Zdrowia odpiera zarzuty, tłumacząc, że korzystanie z komercyjnych usług to nie prywatyzacja, a cięcia w rozliczaniu diagnostyki mają zoptymalizować wydatki na zdrowie.
Kluczowe fakty:
  • Zmiany w rozliczaniu badań diagnostycznych, wprowadzone od kwietnia, skutkują wydłużeniem kolejek do badań.
  • W efekcie cięć NFZ w diagnostyce wzrosła liczba badań wykonywanych komercyjnie. - Wypychacie pacjentów w sektor prywatny - oskarżali rządzących posłowie opozycji.
  • Mediana czasu oczekiwania na badania pilne wzrosła o od 5 do 10 dni - twierdzi resort zdrowia. Inny obraz wyłania się z danych Fundacji Alivia.
  • Co planuje zrobić, aby usprawnić dostęp do badań?

Podczas czwartkowego posiedzenia Sejmu w sesji pytań w sprawach bieżących resort zdrowia odniósł się między innymi do kwestii związanych z "obecnie wymuszoną komercjalizacją badań szpitalnych jako elementu procesu prywatyzacji ochrony zdrowia prowadzonego przez rząd". Pytania zadał poseł Prawa i Sprawiedliwości Czesław Hoc, a odpowiadał na nie wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski.

Prywatne wizyty to nie prywatyzacja

- To czarny dzień dla polskiej medycyny. Koalicja oficjalnie przyzwoliła na prywatyzację polskiej ochrony zdrowia. Prezesi spółek szpitalnych wyznaczają jeden dzień dla badań komercyjnych. Krótko mówiąc, pacjent może przyjść w tym dniu do szpitala, zapłacić 500-600 złotych i mieć natychmiast wykonany tomograf komputerowy. Inni upokorzeni stoją w długiej, kosmicznej kolejce - mówił Hoc.

O tym, że kolejki do badań, takich jak tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, kolonoskopia i gastroskopia wydłużają się coraz bardziej, informowaliśmy już w tvn24.pl kilkukrotnie. To skutek wprowadzonych od kwietnia zmian w sposobie rozliczania tych badań. Za te, które szpital wykona po przekroczeniu limitu zapisanego w kontrakcie NFZ zapłaci 50-60 procent stawki po zakończeniu roku, a nie tak jak wcześniej pełną cenę co kwartał.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, ostrzegali, że tak radykalne obcięcie wycen doprowadzi do tego, że szpitale ograniczą liczbę wykonywanych badań, co doprowadzi do wydłużenia kolejek oraz zwiększenia zainteresowania komercyjną diagnostyką.

- Na pewno wzrośnie popyt na wizyty prywatne, co sprawi, że ich ceny wzrosną - znamy przecież podstawowe prawa ekonomii. Wzrosną też nierówności w zdrowiu - osoby bez zasobnego portfela czy z miejsc wykluczonych komunikacyjnie będą miały trudności z zaopatrzeniem swoich potrzeb - przewidywał już w marcu Wojciech Wiśniewski, obecnie reprezentujący Polskie Towarzystwo Gospodarcze.

Nie oznacza to jednak prywatyzacji, która definiowana jest jako proces przenoszenia własności lub kontroli nad majątkiem z sektora publicznego do sektora prywatnego.

MZ: nie ma decyzji, które prowadziłyby do prywatyzacji

- Spółki prawa handlowego czy podmioty prywatne po wyczerpaniu limitów zawsze mogły takie badania wykonywać odpłatnie i tu się nic nie zmieniło na przestrzeni ostatnich wielu lat - tłumaczył z sejmowej mównicy wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski.

Jak dodał, nie ma żadnych decyzji rządu, które prowadziłyby do prywatyzacji systemu ochrony zdrowia w Polsce. - Zmiany wprowadzone przez NFZ utrzymują finansowanie nielimitowanych świadczeń, natomiast wprowadzają mechanizmy korygujące do wyceny nadwykonań w wybranych grupach - wyjaśniał.

Jednocześnie podkreślał, że cięcia w rozliczeniach nie dotyczą ścieżki pacjentów, którym wystawiono kartę diagnostyki i leczenia onkologicznego (DiLO) oraz dzieci i programów profilaktycznych (czyli kolonoskopii wykonywanej w ramach programu profilaktyki raka jelita grubego). Maciejewski bronił decyzji prezesa NFZ, powołując się na to, że dotychczasowy model nie doprowadził do skrócenia kolejek do badań ani radykalnego zwiększenia ich liczby, za to wartość rozliczeń wzrosła niewspółmiernie mocno.

"Środki nie trafiają tam, gdzie powinny przynosić największy efekt zdrowotny"

Wiceminister zdrowia powiedział również, że resort zaobserwował niepokojąco dynamiczny wzrost liczby skierowań na rezonans magnetyczny.

- Wzrost z 300 tysięcy w 2019 roku do 2,5 miliona w 2024 roku budzi poważny niepokój. Wskazują również na to wskazania, jakie dominują. W tomografii komputerowej są to jak najbardziej te związane z diagnostyką nowotworów czy chorób klatki piersiowej lub serca. W rezonansie dominują diagnostyka bólów głowy czy zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa. Te badania według rekomendacji światowych uznawane są za niskiej wartości klinicznej i powtarzanie ich kilkakrotnie w ciągu roku nie ma uzasadnienia klinicznego. Środki nie trafiają tam, gdzie powinny przynosić największy efekt zdrowotny - mówił Maciejewski.

- To nie jest debata o prywatyzacji. Musimy pamiętać o tym, by pieniądze publiczne były wydawane racjonalnie, a badania były wykonywane wtedy, kiedy mają rzeczywisty sens kliniczny - dodawał.

Eksperci mają jednak wątpliwości co do tego, czy taka filozofia optymalizacji systemu ochrony zdrowia jest uzasadniona. - Nie wiem, w jaki sposób przykręcanie śruby świadczeniodawcom miałoby się przełożyć na to, że skierowań na te badania będzie się wystawiało mniej. Skierowań będzie tyle samo, badań mniej, a pacjent częściej trafi do szpitala na "pobyt diagnostyczny" - przewidywał już pod koniec marca w rozmowie z TVN24+ dr Robert Mołdach z Instytutu Zdrowia i Demokracji.

"Rośnie liczba świadczeń komercyjnych"

W dodatkowym pytaniu skierowanym w Sejmie do Ministerstwa Zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko z Prawa i Sprawiedliwości przyznała, że rzeczywiście nie ma żadnego dokumentu rządowego, który mówiłby o tym, że następuje prywatyzacja ochrony zdrowia.

- Robicie to jeszcze bardziej perfidnie, nie płacąc za świadczenia zdrowotne, których udzielają szpitale, kredytując Narodowy Fundusz Zdrowia. Pacjenci, nie mogąc doczekać się świadczenia, idą do sektora prywatnego. Rośnie liczba świadczeń komercyjnych. Pacjenci, którzy mają pieniądze, mogą wykonać badanie diagnostyczne, a jeśli nie mają, to czekają w kolejkach po kilka lat. Rzeczywiście, nie dochodzi do prywatyzacji pod tytułem sprzedaż majątku, przekształcenia własnościowe. Nie macie odwagi tego zrobić i całe szczęście, ale wypychacie pacjentów w sektor prywatny - grzmiała z mównicy.

Wyjaśnijmy jednak, że w przypadku świadczeń nielimitowanych, a takimi są wspomniane wcześniej badania, resort jest zobligowany do zapłaty i to robi. Robi to jednak od kwietnia dużo później niż dotychczas i po znacznie obniżonych stawkach. Co do świadczeń limitowanych - rzeczywiście, za nadwykonania NFZ płaci, jeśli ma na to pieniądze. O problemach z tym związanych pisaliśmy pod koniec kwietnia. NFZ informował wówczas o przesunięciu do oddziałów wojewódzkich pieniędzy na rozliczenie części nadwykonań: za wentylację mechaniczną, dializoterapię oraz żywienie dojelitowe i pozajelitowe. Kwota, jaka została przeznaczona na ten cel to ponad 363,6 mln zł. Do rozliczenia, po zastosowaniu obniżonych stawek, zostało około 2 mld zł.

Resort: kolejki wydłużyły się o kilka dni, raport: "wstrzymane zapisy na badania"

Tomasz Maciejewski odniósł się do zarzutów związanych z kilkuletnimi terminami na wykonanie badań.

- Mamy informację, że ponad połowa podmiotów nie ogranicza przyjęć, a mediana czasu oczekiwania na badania pilne wzrosła o od 5 do 10 dni. To, co zauważamy, to nadużywanie kategorii pilnych. Tylko 12 proc. z nich jest klinicznie uzasadnionych. To zaburza pracę systemu i wydłuża czas oczekiwania dla pacjentów, którzy naprawdę potrzebują szybkiej diagnostyki - mówił Maciejewski.

Zgoła inny obraz wyłania się jednak z danych, jakie znajdujemy w prowadzonym przez Fundację Alivia Onkoskanerze. - Na koniec lutego na rezonans magnetyczny średni termin oczekiwania w trybie normalnym to było 85 dni. Dzisiaj jest już 101. Stu dni nie było od 2019 roku, kiedy znoszono limity na badania - mówiła na początku maja w rozmowie z TVN24+ prezeska Alivii, Joanna Frątczak-Kazana.

- Działamy w kierunku priorytetyzacji wskazań do badań obrazowych, ograniczenia badań o niskiej wartości, wdrożenia systemu wsparcia klinicznego oraz utworzenia ścieżek diagnostycznych nie tylko dla chorych w ścieżce DiLO, ale również dla pacjentów kardiologicznych - przekonywał w Sejmie Tomasz Maciejewski.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: