Coraz więcej chorych. "Myślałam, że to moje ostatnie dni"

shutterstock_1681854325_1
Jak nie zachorować w miejscu pracy? Odpowiada dr Ewa Uścińska
Źródło: TVN24
Polska jest w szczycie sezonu grypowego. Dane epidemiologiczne pokazują bardzo szybki wzrost liczby zachorowań - wyraźnie większy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Przychodnie są przeciążone, a lekarze ostrzegają przed groźnymi powikłaniami, które coraz częściej dotyczą także osób młodych. Sprawdziliśmy, jak wygląda sytuacja w placówkach medycznych, jak przechodzą grypę pacjenci i jakie zalecenia wydają eksperci.
Kluczowe fakty:
  • Zachorowalność na grypę jest wyższa niż rok temu - wskaźniki na 100 tys. mieszkańców przekroczyły poziomy notowane w najgorszym momencie poprzedniego sezonu.
  • Część szpitali zdecydowała się na czasowe ograniczenia w przyjmowaniu pacjentów. Jak jest w poszczególnych województwach?
  • Lekarze coraz częściej obserwują powikłania, w tym kardiologiczne, także u osób młodych i wcześniej zdrowych. "Myślałam, że umrę" - mówi nam kobieta, która przeszła grypę.
  • Sanepid przygotował zestaw zaleceń mających na celu ograniczenie transmisji wirusa. Jakie objawy świadczą o grypie?
  • Więcej tekstów o podobnej tematyce znajdziesz w zakładce "Zdrowie" w tvn24.pl.

Sezon grypowy w Polsce wszedł w fazę wyraźnego nasilenia. Dane publikowane przez Główny Inspektorat Sanitarny wskazują, że mamy do czynienia z wyjątkowo intensywnym sezonem zachorowań. Liczba przypadków w przeliczeniu na 100 tysięcy mieszkańców jest wyraźnie wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Eksperci - w tym dr n. med. Klaudiusz Komor, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, oraz główny inspektor sanitarny dr Paweł Grzesiowski - podkreślają, że obecna fala zachorowań trwa i nie osiągnęła jeszcze swojego końca.

Rekordowa zachorowalność i przeciążenie systemu

Sytuacja w systemie ochrony zdrowia staje się coraz bardziej wymagająca, co potwierdzają nasze redakcyjne ustalenia. Sprawdziliśmy obłożenie kilku warszawskich przychodni i w każdej z nich uzyskanie połączenia telefonicznego okazało się wyjątkowo trudne. Linie są stale zajęte, a automatyczne systemy kolejkowe informują o konieczności oczekiwania jako piąta, trzynasta, a nawet dwudziesta pierwsza osoba. W przychodni przy szpitalu MSWiA czas oczekiwania na rozmowę z rejestracją przekraczał 20 minut, co sugeruje, że wirtualna kolejka chorych liczy co najmniej 20 osób, przy założeniu, że obsługa jednego pacjenta trwa około minuty.

Skalę problemu potwierdzają dane publikowane na portalu ezdrowie.gov.pl. Wskaźnik zachorowań na grypę w okresie od 26 stycznia do 1 lutego wyniósł 397,2 przypadku na 100 tysięcy osób. To wynik wyraźnie wyższy niż w szczytowym momencie sezonu 2025 roku, kiedy wskaźnik ten osiągnął maksymalnie 365,5. Dynamika wzrostu jest szczególnie niepokojąca: jeszcze na początku stycznia notowano około 70 przypadków na 100 tysięcy mieszkańców, pod koniec miesiąca było ich już 270, a obecnie liczba ta zbliża się do 400. Tak gwałtowny przyrost sprawił, że część szpitali zdecydowała się na czasowe ograniczenia w przyjmowaniu pacjentów.

Szczegółowa analiza raportów z południowej Polski pokazuje, że choć tempo wzrostu zachorowań różni się między regionami, wszędzie sytuacja pozostaje poważna. W województwie małopolskim styczeń 2026 roku przyniósł gwałtowny wzrost liczby zachorowań - o 50,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Potwierdzono tam aż 26 019 przypadków grypy. Bezpośrednio przełożyło się to na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia: liczba hospitalizacji w Małopolsce wzrosła o 25,7 proc., przekraczając poziom tysiąca pacjentów. W ciągu jednego miesiąca opieki szpitalnej wymagało 1011 osób.

Równie dynamiczną sytuację obserwuje się na Podkarpaciu. W pierwszej połowie stycznia 2026 roku liczba zachorowań potwierdzonych testami antygenowymi wynosiła 3105, natomiast w drugiej połowie miesiąca wzrosła niemal trzykrotnie, osiągając 8555 przypadków. Dla porównania w analogicznym okresie 2025 roku na Podkarpaciu odnotowano 2880 zachorowań.

Odmienny trend widoczny jest w województwie świętokrzyskim. W styczniu 2026 roku potwierdzono tam 2535 przypadków grypy. Choć jest to liczba istotna z punktu widzenia epidemiologicznego, pozostaje ona wyraźnie niższa niż rok wcześniej, kiedy w tym samym miesiącu zachorowało 4456 osób.

"Zlekceważyłam objawy. Myślałam, że umrę"

60-letnia pani Zofia z Lublina, u której zdiagnozowano grypę typu A, mówi w rozmowie z nami, że choroba oznaczała dla niej "trzy dni wyjęte z życia". Jak przyznaje, początkowo zbagatelizowała objawy, zakładając, że niewielkie bóle mięśni i gardła szybko ustąpią, więc nie konsultowała tego z lekarzem.

- Pogorszenie nastąpiło po dwóch dniach. Pojawiła się wysoka gorączka, powyżej 38 stopni, okropne duszności, wymioty, całkowity brak apetytu i sił. Nie byłam w stanie nic zrobić - mięśnie miałam jak z waty, przy każdej próbie wstania kręciło mi się w głowie, a całe ciało przeszywał ból - relacjonuje. - Przez trzy dni praktycznie nic nie jadłam, nie byłam w stanie. Zmuszałam się jedynie do picia, ale nawet to przychodziło z ogromnym trudem. Szczerze mówiąc, myślałam, że to mogą być moje ostatnie dni. Chyba nigdy w życiu tak mocno nie zachorowałam - dodaje, wspominając, że każda próba zjedzenia czegokolwiek kończyła się silnym "rwaniem w żołądku".

Jak mówi, zgodnie z zaleceniami lekarskimi otrzymała leki przeciwwirusowe na receptę, a także antybiotyk ze względu na jednocześnie rozwijającą się infekcję bakteryjną gardła. Lekarze podkreślają, że takie nadkażenia bakteryjne mogą występować w trakcie lub w następstwie przechorowania grypy, zwłaszcza jeśli zlekceważy się objawy.

Pani Zofia jest nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej i jako prawdopodobne źródło zakażenia wskazuje właśnie szkołę. - W klasach panuje prawdziwy pomór. Bardzo dużo dzieci choruje, a my, nauczyciele, jesteśmy szczególnie narażeni na kontakt z wirusem przenoszonym przez najmłodszych - mówi. Zwraca uwagę, że w tym roku absencja jest wyjątkowo wysoka, także wśród kadry pedagogicznej. - Przychodnia, do której trafiłam, była dosłownie przepełniona - dodaje. Zapytana o szczepienie przeciw grypie przyznaje, że niestety z niego nie skorzystała.

Jak ograniczyć skalę epidemii

Przypadek pani Zofii nie jest odosobniony, mimo że lekarze od lat alarmują, iż brak szczepienia znacząco zwiększa ryzyko zachorowania i ciężkiego przebiegu infekcji.

Dr Paweł Grzesiowski wskazuje, że za większość obecnych zachorowań odpowiada podtyp wirusa grypy typu A(H3N2). Zaznacza, że szczepionki dostępne w tym sezonie wykazują około 70-procentową skuteczność wobec tego wariantu, co istotnie zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu choroby i powikłań. Dane pokazują, że zainteresowanie szczepieniami stopniowo rośnie - w sezonie 2025/2026 zaszczepiło się 2,2 mln osób, podczas gdy rok wcześniej było to 1,8 mln. Przypomnijmy, że na grypę można się bezpłatnie zaszczepić także w aptekach, które mają swoje punkty szczepień.

Przykładem jest pan Tomasz, emerytowany żołnierz z Poznania, który wraz z żoną regularnie korzysta ze szczepień. - To skrajnie nierozsądne i nieodpowiedzialne społecznie, by nie wykorzystać takiej formy ochrony, jaką dają szczepionki. Szczepimy się już drugi sezon i w tym czasie żadne z nas nie zachorowało na grypę - mówi nam. Podkreśla jednak, że mimo szczepienia oboje z żoną zachowują ostrożność i starają się unikać zatłoczonych miejsc.

O znaczeniu szczepień przypomina również Państwowa Inspekcja Sanitarna. Szczególnie rekomendowane są one dzieciom do 14. roku życia, osobom po 50. roku życia, kobietom w ciąży oraz pracownikom ochrony zdrowia i oświaty.

W związku z okresem największej liczby zachorowań, przypadającym na miesiące od stycznia do marca, sanepid przygotował zestaw zaleceń mających na celu ograniczenie transmisji wirusa.

Inspekcja Sanitarna przypomina o podstawowych zasadach postępowania w czasie epidemii:

  • częstym myciu rąk i zakrywaniu ust oraz nosa podczas kaszlu i kichania,
  • zachowaniu dystansu społecznego (co najmniej 1,5 metra),
  • noszeniu masek ochronnych w dużych skupiskach ludzi o nieznanym stanie zdrowia,
  • możliwie szerokim stosowaniu pracy zdalnej,
  • pozostawaniu w izolacji domowej przez 5-7 dni w przypadku wystąpienia objawów choroby.

Powikłania kardiologiczne po grypie

Dr Klaudiusz Komor (specjalista kardiolog) podkreśla, że grypa jest ostrą chorobą wirusową przenoszoną drogą kropelkową, a jej bagatelizowanie może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji zdrowotnych. Jak zaznacza, kluczowe znaczenie ma szybka i właściwa reakcja na pierwsze objawy choroby oraz konsekwentne stosowanie się do zaleceń lekarskich.

- Z punktu widzenia kardiologii najważniejsze jest to, aby w przypadku zachorowania na grypę chorobę rzeczywiście "wyleżeć". Oznacza to pozostanie w domu, najlepiej w łóżku, przyjmowanie dużej ilości płynów oraz unikanie wysiłku fizycznego, wychłodzenia i przeciążania organizmu. Od wielu lat obserwujemy, że jednym z najgroźniejszych powikłań klasycznej grypy jest zapalenie mięśnia sercowego. Niestety, takie przypadki bardzo często kończą się niewydolnością serca, a ich przebieg bywa bardzo ciężki - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl lekarz.

Wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej zwraca także uwagę na konieczność unikania dużych skupisk ludzi, szczególnie w okresie nasilonych zachorowań. Ma to szczególne znaczenie w miejscach, gdzie mogą przebywać osoby chore, ponieważ ograniczenie kontaktów zmniejsza ryzyko transmisji wirusa. - W sytuacji bliskiego kontaktu z osobą, u której potwierdzono grypę, możliwe jest, po konsultacji z lekarzem rodzinnym, profilaktyczne zastosowanie leku przeciwwirusowego - podpowiada specjalista.

Mróz nie chroni przed zakażeniem

Wciąż powszechne jest przekonanie, że niskie temperatury powinny zahamować rozprzestrzenianie się wirusów. Dr Paweł Grzesiowski wielokrotnie podkreślał, że jest to bardzo szkodliwy mit, który usypia czujność. - Mróz nie zabija wirusów - mówił w styczniu w rozmowie z TVN24. Wyjaśniał, że drobnoustroje te są wyjątkowo odporne na niskie temperatury i w takich warunkach przechodzą jedynie w stan mniejszej aktywności, zachowując zdolność do zakażania.

Co więcej, okres zimowy sprzyja transmisji wirusów. – W niskich temperaturach osłonki białkowe i lipidowe wirusów są bardziej stabilne. Jednocześnie suche powietrze oraz chłód osłabiają naturalne bariery ochronne organizmu, takie jak błony śluzowe nosa i gardła. Dodatkowo zimą spędzamy więcej czasu w zamkniętych, ogrzewanych i słabo wentylowanych pomieszczeniach, co stwarza idealne warunki do przenoszenia się patogenów z człowieka na człowieka - tłumaczył lekarz.

Jak rozpoznać grypę i nie pomylić jej z przeziębieniem

Prawidłowe rozróżnienie grypy od przeziębienia ma kluczowe znaczenie dla dalszego postępowania i zapobiegania powikłaniom. Jak informują specjaliści na stronie gov.pl, grypa charakteryzuje się przede wszystkim gwałtownym początkiem oraz wysokim ryzykiem poważnych konsekwencji zdrowotnych. Wirus grypy uszkadza błonę śluzową dróg oddechowych i może przenikać do krwi, wywołując uogólnioną reakcję organizmu.

Objawy grypy pojawiają się nagle i obejmują:

  • objawy ogólne, takie jak wysoka gorączka, dreszcze, silne bóle mięśni i głowy (często zlokalizowane w okolicy czoła i za gałkami ocznymi), wyraźne uczucie rozbicia i osłabienia,
  • objawy ze strony układu oddechowego - suchy kaszel, ból gardła, niewielki katar oraz ból w klatce piersiowej,
  • u małych dzieci możliwy jest nietypowy przebieg choroby, objawiający się sennością, rozdrażnieniem, brakiem apetytu czy wymiotami.
Skuteczne sposoby na przeziębienie
Dowiedz się więcej:

Skuteczne sposoby na przeziębienie

W przypadku przeziębienia dolegliwości narastają stopniowo. Zazwyczaj występują jedynie stany podgorączkowe, katar, ból gardła i męczący kaszel, natomiast bóle głowy pojawiają się znacznie rzadziej. W razie podejrzenia grypy lekarz może wykonać szybki test diagnostyczny i włączyć leczenie przeciwwirusowe, a przy nadkażeniu bakteryjnym również antybiotykoterapię. Niezależnie od rozpoznania kluczowe pozostaje oszczędzanie organizmu i unikanie kontaktu z innymi, by nie stać się źródłem zakażenia.

Redagował Piotr Wójcik

Czytaj także: