Prokuratura o ratowniku z pedofilskim zdjęciami: "Prowadzimy postępowanie"

Karetka pogotowia (zdjęcie ilustracyjne)
Olga Mildyn o ratowniku skazanym za posiadanie pedofilskich zdjęć
Narodowy Fundusz Zdrowia zawiadomił prokuraturę po publikacji tvn24.pl. Opisaliśmy historię ratownika medycznego, który mimo wyroku za posiadanie pornografii z udziałem dzieci nadal pracuje w karetce, choć prawo mu tego zabrania.

Na początku lutego opisaliśmy historię Tomasza W. To ratownik medyczny nie tylko z wieloletnim - bo blisko 30-letnim - doświadczeniem zawodowym, ale również człowiek, na komputerze którego śledczy zabezpieczyli blisko 50 tysięcy pornograficznych zdjęć i nagrań z dziećmi. Najmłodsze z nich, jak wskazano w aktach sprawy, mogły mieć zaledwie pięć, sześć lat.

- Nagrania oglądałem dla własnej satysfakcji i podniecenia - powiedział po zatrzymaniu przesłuchiwany przez prokuratora Tomasz W., a potem, w 2022 roku, przez Sąd Rejonowy w Legnicy został skazany za posiadanie i udostępnianie dziecięcej pornografii na dwa lata i miesiąc bezwzględnego więzienia. Dziś, po odbyciu kary, według prawa nie powinien ani być ani ratownikiem, ani pracować - w jakiejkolwiek roli - z dziećmi.

A jednak pracuje. Wozi karetkami pacjentów - również tych nieletnich. Jest zatrudniony w prywatnym pogotowiu NZOZ Sal-MED, firmie, która ma podpisane umowy z co najmniej kilkoma publicznymi szpitalami na terenie województwa dolnośląskiego, o czym informowaliśmy w tvn24.pl.

Jak to możliwe, że skazany ratownik został w ogóle dopuszczony do pracy?

- Teraz go o takie zaświadczenie [o niekaralności - red] nie prosiłem. Po co? Skoro wiem o całym zajściu, po kiego grzyba kombinować, zakładać człowiekowi pętlę na szyję? Wiem, za co siedział, co zrobił. Ale uważam, że jest świetnym ratownikiem i trzeba z tego korzystać - tłumaczył jeszcze przed pierwszą publikacją Aleksander Sala, dyrektor zarządzający NZOZ SAL-Med.

Dyrektor nie zmienił zdania. Po naszym tekście Tomasz W. nie zniknął z grafików i cały czas woził pacjentów.

NFZ: składamy zawiadomienie

Sprawie przyjrzał się jednak Narodowy Fundusz Zdrowia i wyciągnął pierwsze wnioski.

- Tomasz W. nie figuruje w wykazie personelu zgłoszonego do umów, które Dolnośląski Oddział Wojewódzki NFZ ma zawarte ze świadczeniowcami. Wystąpiliśmy do NZOZ SAL-Med o złożenie pilnych wyjaśnień w opisanej przez państwa sprawie. W odpowiedzi podmiot potwierdził, że zatrudnia Tomasza W., dlatego niezwłocznie złożyliśmy do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa - mówi Anna Szewczuk-Łebska, rzeczniczka prasowa dolnośląskiego oddziału NFZ.

Śledczy od razu zajęli się sprawą.

- Prokuratura Rejonowa w Oławie prowadzi już postępowanie. W toku postępowania zwrócono się do pracodawcy o wydanie dokumentacji pracowniczej mężczyzny, a także do sądu, który miał wydać wyrok skazujący tego mężczyznę, o odpis tego wyroku - informuje Damian Pownuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Informacje o ratowniku z wyrokiem dotarły również do Ministerstwa Sprawiedliwości.

"W świetle obowiązujących przepisów prawa osoba prawomocnie skazana za posiadanie i udostępnianie pornografii dziecięcej nie może pracować jako ratownik medyczny" - to jasne stanowisko resortu w tej sprawie. "Przestępstwa polegające na posiadaniu i udostępnianiu pornografii dziecięcej należą do kategorii przestępstw ściganych z oskarżenia publicznego. Skazanie za tego rodzaju czyny skutkuje wpisem do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. A każda osoba wykonująca działalność związaną z leczeniem, wychowaniem, edukacją, wypoczynkiem, świadczeniem porad psychologicznych, rozwojem duchowym, uprawianiem sportu, realizacją innych zainteresowań przez małoletnich lub z opieką nad nimi musi zostać zweryfikowana" - czytamy w korespondencji z resortu.

Co to oznacza w praktyce?

Przed dopuszczeniem osoby do takiej działalności na pracodawcy ciąży obowiązek uzyskania informacji, czy dane tej osoby są zamieszczone w rejestrze, natomiast osoba, która ma być dopuszczona do działalności, jest zobowiązana do przedłożenia informacji o sobie z Krajowego Rejestru Karnego.

Karetka pogotowia (zdjęcie ilustracyjne)
Karetka pogotowia (zdjęcie ilustracyjne)
Źródło: Shutterstock

"Naruszenie prawa"

Dodatkowo ustawa o zawodzie ratownika medycznego mówi wprost: zawód ten może wykonywać wyłącznie osoba, która nie była skazana prawomocnym wyrokiem za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego. Dopuszczenie takiej osoby do pracy z dziećmi jest naruszeniem prawa. I wiąże się z odpowiedzialnością.

Dla pracodawcy może się to skończyć nie tylko grzywną, ale nawet ograniczeniem wolności i karą więzienia.

"Osoba zatrudniona natomiast ponosi odpowiedzialność, jeżeli złożyła fałszywe oświadczenie o niekaralności, zataiła wpis w rejestrze albo naruszyła sądowy zakaz. Ponosi również odpowiedzialność zawodową i dyscyplinarną" - informuje nas Ministerstwo Sprawiedliwości.

I przyznaje, że mechanizmy, które miały pomóc w weryfikacji ratowników i, co za tym idzie, niedopuszczaniu do pracy z dziećmi osób skazanych wyrokami - w tym pedofilskimi - wciąż nie są do końca szczelne i skuteczne. Wymagają zmian.

"Z uwagi na potrzebę dalszego uszczelnienia mechanizmów oraz wzmocnienia odpowiedzialności podmiotów zobowiązanych do stosowania przepisów, w Ministerstwie Sprawiedliwości został przygotowany projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich. Zmiany w ustawie dotyczą przede wszystkim regulacji odnoszących się do obowiązków w zakresie weryfikacji karalności po stronie pracodawców, jak również osób, z którymi ma być nawiązany stosunek pracy" - czytamy w stanowisku resortu.

Czytaj także: