Opiekunka w żłobku w Opolu szarpała dziecko. Sprawę badają policja i urząd

Zdarzenie nagrał monitoring placówki
Opole. Opiekunka szarpała dziecko w żłobku
Źródło wideo: archiwum prywatne
Źródło zdj. gł.: archiwum prywatne
Policja prowadzi postępowanie w sprawie opiekunki, która w jednym ze żłobków w Opolu szarpała dziecko. Rodzice zauważyli w domu, że ich niespełna dwuletni syn ma krwiaki na rękach i klatce piersiowej. Zachowanie pracownicy nagrała kamera monitoringu. Miejscy urzędnicy zapowiedzieli "natychmiastową kontrolę" w placówce.

Zdarzenie miało miejsce w poniedziałek, kilkanaście minut po godzinie 7 rano, w prywatnym żłobku "Autobusik" w Opolu. O przebiegu wydarzeń wiemy dzięki nagraniu z kamery monitoringu w placówce. Całość trwa kilkanaście minut, my publikujemy jego fragmenty.

Nagranie ze żłobka

Na filmie, który otrzymała nasza redakcja, widzimy grupę 14 dzieci bawiących się zabawkami. Kilkoro z nich skupiło się wokół opiekunki, która siedziała na krześle niedaleko drzwi. Przy samych drzwiach stał wtedy chłopiec w białej koszulce i ciemnych spodenkach. Z niewiadomych powodów - prawdopodobnie po to, by odciągnąć go od drzwi - kobieta nagle pociągnęła chłopca za rękę tak, że ten upadł, uderzając plecami w krzesło. Po chwili wstał i znów podszedł do drzwi.

Opiekunka wstała, chwyciła malca za ramiona i przeniosła go do jednego z kątów pomieszczenia. Mówiąc do niego, mocno nim potrząsnęła. Po kilkunastu sekundach kobieta przyniosła mu chusteczkę, przytuliła i próbowała uspokoić. Następnie zabrała dziecko do drugiej części pomieszczenia, ukrytej za meblami. Nie widać dokładnie, co tam się działo.

Kilka minut później silnie chwyciła chłopca za rękę i pociągnęła go tak, że ten zawisł na chwilę w powietrzu, a następnie spadł na poduszkę. Potem przechylił się do przodu i niemal upadł na ziemię, ale opiekunka w ostatniej chwili go złapała.

Klatka kluczowa-488603
Opole. Opiekunka szarpała dziecko w żłobku
Źródło: archiwum prywatne

W kolejnej części nagrania widać tego samego chłopca na kolanach opiekunki. Kobieta mówiła do niego, ale po kilku minutach chwyciła go ręką na wysokości klatki piersiowej i posadziła na przewijaku. Tam energicznie potrząsała malcem.

Tego samego dnia wieczorem rodzice chłopca zorientowali się, że w żłobku stało się coś niedobrego. - Podczas kąpieli zauważyłem, że ma ślady przemocy, krwiaki na rękach i klatce piersiowej. Następnego dnia rano widzieliśmy z żoną zapis monitoringu w żłobku. Dziecko było przez pół godziny pod opieką pani, która na co dzień się nim nie opiekuje. Szarpała nim za ręce, potrząsała tak, że główka bezwładnie mu latała - relacjonował w rozmowie z tvn24.pl ojciec chłopca.

- Żona po pięciu minutach wyszła z gabinetu, pani dyrektor nie była w stanie na to patrzeć. Dziecku na szczęście, poza krwiakami, nic poważnego nie dolega. Natomiast dziecko, które rok temu odstawiło smoczek, zaczęło ssać kciuka. Jak akurat nie trzymamy go na rękach, to jest cały czas przyklejony do nogi, czego nigdy nie robił. W zabawie mówi o urywaniu palców - mówił mężczyzna.

Jak się dowiedział, opiekunka została zwolniona we wtorek od razu po rozmowie rodziców z władzami żłobka. Tego samego dnia rodzice oraz dyrektorka placówki zawiadomili o sprawie policję.

Zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa

Aspirant Przemysław Kędzior, oficer prasowy opolskiej policji, potwierdził w rozmowie z nami, że w sprawie pochodzącej z Ukrainy opiekunki zostało przyjęte zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Jak przekazał nam w piątek prokurator Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu, postępowanie toczy się pod nadzorem opolskiej prokuratury rejonowej. - Prowadzone jest w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osobę zobowiązaną do opieki nad zagrożonym - poinformował.

Chodzi o przestępstwo z artykułu 160 paragraf 2 Kodeksu karnego, za które grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności. Na razie opiekunka nie usłyszała zarzutów.

- Policjanci zabezpieczyli do tej sprawy nagranie z monitoringu. Będziemy wyjaśniać okoliczności zdarzenia - podkreślił asp. Kędzior. Prokuratura przekazała, że w tej sprawie przesłuchano dyrektorkę placówki.

Opiekunka zwolniona ze żłobka

Dyrektorka żłobka Agata Hollek odebrała od nas w czwartek telefon, jednak podkreśliła, że przed rozmową musi skonsultować się z prawnikiem. Mimo kolejnych prób nie odebrała telefonu. Pracownica placówki poprosiła nas o maila z pytaniami.

W mailu spytaliśmy między innymi o to, czy wobec tej samej opiekunki były wcześniej zastrzeżenia dotyczące jej pracy oraz czy poszkodowanych było więcej dzieci. Chcieliśmy też dowiedzieć się, jak to możliwe, że kobieta sama opiekowała się czternaściorgiem dzieci, mimo że według ustawy o opiece nad dziećmi w wieku do lat trzech jedna opiekunka w żłobku może opiekować się sama maksymalnie ośmiorgiem podopiecznych.

Odpowiedź nadeszła w piątek. Dyrektorka Agata Hollek zapewniła tvn24.pl, że po uzyskaniu informacji o zdarzeniu placówka podjęła działania wyjaśniające i została potraktowana "bardzo poważnie".

"W związku z zaistniałą sytuacją podjęto decyzję o natychmiastowym zakończeniu współpracy z pracownikiem, którego dotyczy sprawa" - przekazała szefowa żłobka.

W kwestii opiekowania się dziećmi przez jedną pracownicę Hollek odparła, że analizowane są "wszystkie okoliczności organizacyjne związane z funkcjonowaniem grupy w dniu zdarzenia". "Na obecnym etapie wyjaśniane są wszystkie kwestie dotyczące organizacji opieki oraz przebiegu pracy personelu. Do czasu zakończenia tych ustaleń nie będziemy przedstawiać szczegółowych informacji ani formułować ostatecznych ocen" - dodała.

"Jednocześnie pragniemy podkreślić, że niezależnie od prowadzonych ustaleń najważniejsze jest dla nas dobro dzieci. Rodzinom zapewniono możliwość skorzystania ze wsparcia psychologicznego, a placówka wdraża dodatkowe działania mające na celu dalsze wzmacnianie standardów bezpieczeństwa" - podkreśliła Agata Hollek.

Kontrola urzędu miasta

W przesłanym redakcji TVN24 oświadczeniu Adam Leszczyński, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Opola, przekazał, że w związku z medialnymi doniesieniami urzędnicy podjęli decyzję "o przeprowadzeniu natychmiastowej i szczegółowej kontroli w placówce".

"Wcześniej nie otrzymywaliśmy sygnałów, by do podobnych sytuacji dochodziło zarówno w tym, jak i innych żłobkach na terenie Opola. Zarówno prywatnych, jak i publicznych. Ponadto Urząd Miasta, zgodnie z obowiązującymi przepisami prowadzi okresowe kontrole we wszystkich placówkach opiekuńczo-wychowawczych, które dotąd nie wskazywały na większe uchybienia czy niewłaściwe zachowania kadry opiekuńczej" - zaznaczył Leszczyński.

OGLĄDAJ: Najnowsze wydanie "Kawy na ławę"
12 1045 kawa cl-0016
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: tvn24.pl, nto.pl
Czytaj także: