- W obecności prezydenta USA Donalda Trumpa ma dojść do spotkania przywódców Azerbejdżanu i Armenii.
- Kluczowym elementem umowy Armenii i Azerbejdżanu jest utworzenie nowego korytarza tranzytowego o nazwie Szlak Trumpa na rzecz Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu.
- Rozwojem sytuacji zaniepokojony jest Teheran, który obawia się o własne interesy w regionie.
Projektowany korytarz tranzytowy ma nosić nazwę Szlak Trumpa na rzecz Międzynarodowego Pokoju i Dobrobytu. Korytarz ma połączyć Azerbejdżan z jego eksklawą, Nachiczewańską Republiką Autonomiczną, oddzieloną od reszty kraju przez 32-kilometrowy odcinek terytorium Armenii.
Korytarz będzie przechodzić przez pograniczny region Zanzegur i obejmować linie kolejowe, rurociągi naftowe i gazowe oraz światłowody. Będzie on służył do transportu towarów, a w przyszłości również ludzi - donosi Reuters.
W piątek w Białym Domu, w obecności prezydenta USA Donalda Trumpa, ma dojść do spotkania przywódców Azerbejdżanu i Armenii, Ilhama Alijewa i Nikola Paszyniana. Stworzenie korytarza ma być kluczowym punktem umowy między nimi.
Według informacji agencji porozumienie nie przewiduje finansowania budowy Szlaku Trumpa przez rząd USA, lecz przez prywatne korporacje. Umowa została wypracowana po wizycie specjalnego wysłannika Trumpa, Steve’a Witkoffa, w stolicy Azerbejdżanu, Baku, a także w wyniku kontynuacji rozmów między stronami.
Szlak Trumpa niepokoi Teheran
"Korytarz, skracając drogę lądową z Azji do Europy, miałby kluczowe znaczenie dla usprawnienia Korytarza Środkowego, lądowej trasy przez Eurazję, której znaczenie wzrosło po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Skorzystałby na tym niemal cały region Azji Środkowej i Kaukazu Południowego. 43-kilometrowy korytarz miałby przebiegać przez terytorium Armenii, łącząc azerbejdżańskie Horadiz z Nachiczewanem. Zostałby zintegrowany z istniejącym systemem drogowo-kolejowym Horadiz-Agbend po stronie Azerbejdżanu, a po stronie tureckiej połączyłby się z liniami Nachiczewan-Igdir-Kars" - opisywał portal bne IntelliNews.
"W czasach sowieckich Azerbejdżan wykorzystywał tę trasę do połączeń z Nachiczewanem, jednak pierwsza wojna o Karabach na początku lat 90. przerwała to połączenie, izolując eksklawę. Od tego czasu obywatele Azerbejdżanu docierają do Nachiczewanu drogą powietrzną lub lądową przez Iran. Przywrócenie korytarza stworzyłoby nieprzerwaną trasę lądową, ułatwiającą przepływ towarów i pasażerów między Azerbejdżanem, Turcją, a docelowo - Europą i Azją" - czytamy w portalu.
Portal irańskiej opozycji, Teheran Times, pisał z kolei: "Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew i jego turecki protektor Recep Tayyip Erdogan zaczęli promować ideę korytarza po wojnie w 2020 roku. Baku odzyskało wówczas kontrolę nad znaczną częścią regionu Górskiego Karabachu oraz przylegającymi terytoriami, które od lat 90. były w rękach sił armeńskich jako strefa buforowa. Porozumienie pokojowe, podpisane po zakończeniu wojny, zawierało zapis o nowych szlakach transportowych łączących Azerbejdżan właściwy z Nachiczewanem, jednak nie przyznawało Azerbejdżanowi kontroli nad terytorium Armenii, które jest uznawane na arenie międzynarodowej".
Rozwojem sytuacji zaniepokojony jest Teheran. Będący pod amerykańską kontrolą korytarz znajdowałby się bowiem na granicy Iranu, Armenii i Azerbejdżanu.
"Stawką jest nie tylko regionalna łączność, ale także geopolityczny ład wzdłuż wrażliwej północnej granicy Iranu. Dla Iranu 43-kilometrowy korytarz przez armeńską prowincję Sjunik uderza w sedno jego strategicznych kalkulacji. Hamidreza Azizi, ekspert z Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa, ostrzegł, że plan ten 'pozbawi Iran naturalnego lądowego dostępu do Kaukazu Południowego przez Armenię', stawiając go na łasce trasy 'kontrolowanej przez Azerbejdżan lub innych międzynarodowych aktorów'. W rozmowie z RFE/RL nazwał on korytarz 'ostatnim gwoździem do trumny' – krokiem w kierunku tego, co niektórzy obserwatorzy określają jako 'geopolityczne uduszenie' Iranu" - zaznaczyło Radio Wolna Europa.
Konflikt między Armenią a Azerbejdżanem
Konflikt między Armenią a Azerbejdżanem do tej pory obejmował głównie region Karabachu, na północnym pograniczu obu krajów. Spór trwał od lat 90. ubiegłego wieku. W czasach sowieckich był to autonomiczny obszar w granicach Azerbejdżanu, zamieszkany głównie przez Ormian.
Długo tlące się napięcia między chrześcijańskimi Ormianami a przeważnie muzułmańskimi Azerami, w których tle była pamięć o ludobójstwie 1,5 miliona Ormian dokonanym przez muzułmańskich Turków osmańskich w 1915 roku, doprowadziły do wybuchu walk pod koniec istnienia Związku Radzieckiego.
W 1988 r., gdy region podjął próbę przyłączenia się do Armenii, doszło do pierwszych starć. Wojna na pełną skalę wybuchła w 1991 r., po ogłoszeniu niepodległości przez Armenię. Zginęło w niej około 30 tysięcy osób, a milion zostało przesiedlonych. Po zawieszeniu broni w 1994 r. siły ormiańskie kontrolowały Karabach i znaczne obszary Azerbejdżanu.
Po dekadach nieskutecznych mediacji międzynarodowych, w 2020 roku, Azerbejdżan, przy wsparciu militarnym i dyplomatycznym ze strony Turcji, rozpoczął ofensywę, w wyniku której zajął znaczną część spornych terytoriów. W ramach porozumienia pokojowego, wynegocjowanego przez Rosję, do regionu skierowano około 2000 żołnierzy w roli sił pokojowych.
Ostatecznie, we wrześniu 2023 roku, po krótkiej operacji wojskowej, Azerbejdżan odzyskał cały Karabach. Spowodowało to masową ucieczkę ponad 100 tysięcy mieszkańców, czyli niemal całej populacji etnicznych Ormian z Karabachu. W ciągu tygodnia ludzie ci uciekli do Armenii.
Rosja, zajęta od lutego 2022 roku inwazją na Ukrainę, pomimo wcześniejszego porozumienia, jak i faktu, że była wspólnie z Armenią stroną sojuszu o nazwie Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, nie interweniowała, co doprowadziło do ochłodzenia relacji z Erewaniem. Ten w zamian zaczął zacieśniać więzi z Zachodem. W lutym 2024 r. Armenia zawiesiła swoje członkowsko w ODKB.
Autorka/Autor: mart/lulu
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA/ANATOLY MALTSEV