Na ten proces pełnoletnia dziś Magdalena czekała ponad dziesięć lat. Jesienią 2015 roku jej matka zawiadomiła prokuraturę w Kwidzynie o tym, że syn Jacka Kurskiego przed laty krzywdził jej córkę. Rodzina Magdaleny i małżeństwo Kurskich znali się od lat. Wspólnie spędzali wakacje, m.in. w leśniczówce w okolicach Sztumu, w województwie pomorskim. Tam, za zamkniętymi drzwiami, Zdzisław K. miał wykorzystywać dziewięcioletnią wtedy Magdalenę.
Moment, w którym prokuratura dowiedziała się o potencjalnym przestępstwie, to czas, w którym zaczynała się w Polsce pełna władza Zjednoczonej Prawicy. Kiedy Prawo i Sprawiedliwość w wyborach 2015 roku objęło samodzielne rządy, Jacek Kurski został prezesem telewizji publicznej, a na czele prokuratury stanął jego kolega z partii Zbigniew Ziobro.
Sprawę dotyczącą syna prezesa PiS szybko przeniesiono do wyższej jednostki, czyli do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Tam, po licznych interwencjach samej szefowej prokuratury, sprawę dwukrotnie umorzono. O tym, jak za czasów Ziobry jego podwładni próbowali wpływać na przebieg postępowania, pisaliśmy w ubiegłym roku.
"Ja nic nie zrobiłem"
Śledztwo wznowiono dopiero po zmianie władzy, w 2023 roku, na wniosek pełnomocnika Magdaleny. Nowy prokurator regionalny w Gdańsku, po przeprowadzonej kontroli stwierdził, że w tej sprawie dwie prokuratorki z czasów Ziobry (prowadząca sprawę Grażyna Wawryniuk i ówczesna szefowa prokuratury okręgowej w Gdańsku Teresa Rutkowska-Szmydyńska) popełniły uchybienia należące do "kategorii najpoważniejszych przestępstw". Śledczy prowadzący to postępowanie w Wydziale Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej analizują, czy prokuratorki przekroczyły uprawnienia. Miałoby to nastąpić poprzez "podejmowanie bez podstawy prawnej czynności procesowych" oraz "wpływanie na zakres czynności procesowych w celu udokumentowania a priori przyjętej tezy wbrew obiektywnym wnioskom wynikającym ze zgromadzonego materiału dowodowego".
Po tym, jak śledztwo wznowiono, Prokuratura Okręgowa w Toruniu szybko postawiła Antoniemu Zdzisławowi K. zarzuty. Syn polityka PiS stanie przed sądem oskarżony o zgwałcenie dziewięcioletniej wówczas Magdaleny. Grozi mu za to od dwóch do 12 lat więzienia.
Antoni Zdzisław K. nie przyznał się do winy. Po wyjściu z prokuratury działania śledczych nazwał "atakiem na polską prawicę i rodzinę". - Ja nic nie zrobiłem, a atak jest wymierzony w mojego ojca, który jest odważnym politykiem prawicy. Dołożę wszelkich starań, by prawda wyszła na jaw - mówił w rozmowie z TVN24.
Akt oskarżenia do Sądu Rejonowego w Kwidzynie śledczy skierowali w grudniu ubiegłego roku. Tamtejszy sąd chciał przekazać tę sprawę do rozpoznania innemu - w Gdańsku. Tłumaczono to "ekonomiką procesową". Chodziło o to, że choć sąd w Kwidzynie był właściwy ze względu na miejsce, w którym miało dojść do przestępstwa, to większość osób występujących w sprawie na co dzień przebywa w Gdańsku.
Od osób, które znają kulisy sprawy słyszymy jednak, że chęć przeniesienia procesu do Gdańska miała też inne przyczyny. - Oskarżonemu grożą co najmniej dwa lata więzienia. Po ewentualnej zmianie władzy i kierownictwa w Ministerstwie Sprawiedliwości skazanie na więzienie syna prominentnego polityka PiS może oznaczać koniec w zawodzie. W takich miejscach jak Kwidzyn, taka obawa jest bardziej uzasadniona niż w dużych aglomeracjach - mówi nam osoba zaangażowana w postępowanie.
Wniosek o przeniesienie sprawy do Gdańska nie został jednak uwzględniony i proces będzie się toczyć w Kwidzynie.
Redagował Piotr Machajski