Podróżni, w tym z Polski, będą mogli przebywać w Tajlandii bez wizy przez 30 dni, a obywatele niektórych krajów otrzymają możliwość uzyskania wizy dopiero po przyjeździe - zapowiedział rząd. To znaczący zwrot w polityce rządu tajskiego, który w 2024 r. złagodził ograniczenia wizowe, żeby dać impuls turystyce - jednemu z najważniejszych filarów tamtejszej gospodarki - borykającej się z katastrofalnymi skutkami pandemii koronawirusa. Władze nie sprecyzowały na razie, kiedy zmiany wejdą w życie.
Akty wandalizmu oraz handel narkotykami
Tajlandia to jeden z najpopularniejszych kierunków dla turystów, który w 2025 r. przyciągnął prawie 33 mln osób z zagranicy. Rząd postanowił jednak ograniczyć ten przepływ ze względu na nadużycia ze strony obcokrajowców popełniających przestępstwa lub usiłujących pracować nielegalnie.
Tajskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało w tym tygodniu, że nowe ograniczenia wprowadzono ze względu na kwestie bezpieczeństwa narodowego. W ostatnich latach w mediach społecznościowych szeroko komentowano przypadki niewłaściwego zachowania turystów, w tym akty wandalizmu w świątyniach i pijackie awantury w barach. Władze dokonywały również wielu aresztowań obcokrajowców pod zarzutem handlu narkotykami i ludźmi.
Nowa liczna grupa przyjezdnych
Struktura demograficzna zagranicznych turystów odwiedzających Tajlandię uległa zmianie - w ubiegłym roku podróżni z Rosji stanowili czwartą co do wielkości grupę przyjezdnych, za obywatelami z Indii, Chin i Malezji. Tajskie organy ścigania wielokrotnie ostrzegały Rosjan przed przekraczaniem terminu ważności wiz.
Z kolei ambasada Izraela w Tajlandii ostrzegła swoich obywateli, przebywających w popularnym kurorcie Phuket, by przestrzegali lokalnych przepisów i regulacji.
Marihuana ponownie nielegalna
Ograniczenie programu bezwizowego w południowoazjatyckim kraju to kolejny przypadek zaostrzenia liberalnych przepisów. W 2022 r. Tajlandia jako pierwsze państwo w Azji zdekryminalizowała marihuanę.
W konsekwencji nastąpił boom na zażywanie jej rekreacyjnie. W ubiegłym roku rząd zdecydował o powstrzymaniu "zielonego szaleństwa" - zjawiska określonego tak przez władze - i ponownie wprowadził kary za używanie konopi indyjskich w innych celach niż medyczne.