Świat

"Kalifat" w rok zmienił historię regionu. Bliski Wschód "zostanie rozczłonkowany"

Świat


Prawdziwym problemem na Bliskim Wschodzie są napięcia w stosunkach między sunnitami a szyitami, między Arabią Saudyjską a Iranem; żadna amerykańska interwencja w Iraku nie doprowadzi do zniszczenia Państwa Islamskiego, bo to "po roku" się odrodzi - stwierdził szef sztabu amerykańskich sił lądowych, gen. Raymond Odierno. Dokładnie rok temu, 29 czerwca 2014 roku, został proklamowany "kalifat islamski".

Tego samego zdania jest jeden z izraelskich ekspertów ds. Bliskiego Wschodu, który przepowiada w kolejnych latach rozpad państw regionu na mniejsze, sfederalizowane organizmy.

W rok po proklamowaniu przez Państwo Islamskie (IS) krwawego "kalifatu" na podbitych terytoriach w Iraku i Syrii oraz unicestwieniu 12 tys. mieszkańców nic nie zapowiada jego rychłego końca, a gdyby to nastąpiło, nie będzie to powrót do przeszłości.

"Kalif" Abu Bakr al-Bagdadi

Organizacja kierująca się radykalnym sunnickim islamem, stworzona przez wykształconego, ale okrutnego i bezgranicznie ambitnego 44-letniego imama Abu Bakra al-Bagdadiego, który ogłosił się "kalifem", utrzymuje w szachu Irak osłabiony przez wojnę i napięcia religijne oraz Syrię pogrążona od czterech lat w wojnie domowej.

"Kalif", który ma na swym koncie doświadczenie ponad trzyletniego pobytu w amerykańskim obozie jenieckim na terenie Iraku, działa jako terrorysta od 2003 roku. W 2006 r. stał się jednym z przywódców filii Al-Kaidy powstałej w Iraku. Po śmierci Abu Omara al-Bagdadiego niezwłocznie zdystansował się od zabitego lidera, którego do dziś krytykuje jako "pacyfistę".

Następuje zerwał ze "zbyt miękką" w jego ocenie Al-Kaidą i jej bojownikami w Syrii. Był to ostatni krok w kierunku proklamowania 29 czerwca 2014 roku "kalifatu islamskiego", zniesionego oficjalnie przez rząd turecki w 1926 roku.

Państwo Islamskie trzyma Irak w szachu

W irackim Mosulu, zdobytym kilkanaście dni wcześniej przez oddziały IS, "kalif" po raz pierwszy - i jak dotąd jedyny - pojawia się publicznie, aby wygłosić mowę programową, która ma uczynić oficjalnie i ostatecznie z islamu religię wojny.

"Najgorszym złem jest zło innowacji. Każda innowacja jest herezją. Każda heretycka innowacja jest odstępstwem, a każde odstępstwo prowadzi do piekła" - brzmiało credo "kalifa".

Mimo kontrofensywy lotniczej sojuszu międzynarodowego pod przywództwem USA, które wspierają różne organizacje walczące na lądzie z dżihadystami, Państwo Islamskie według danych Pentagonu nie utraciło więcej niż kilkanaście tys. km kw. zajmowanej powierzchni.

Od zdobycia przez oddziały IS - 10 czerwca ub. roku - stolicy prowincji Niniwa, Mosulu, drugiego co do wielkości miasta Iraku, stał się on głównym bastionem "kalifatu". Dzień później wojska IS zajęły Tikrit, stolicę prowincji Salah ad-Din. Kontrolując te dwa miasta "kalifat" zagraża siłom rządowym w zachodniej prowincji Anbar, gdzie w maju tego roku zdobył Ramadi, jej stolicę.

Od wielu tygodni irackie wojska rządowe szykują się do wielkiej operacji, której celem jest odbicie Mosulu. Czkają na nowoczesną broń, którą mają im dostarczyć USA.

Możemy rozmieścić w terenie nawet 150 000 żołnierzy i skończyć z Państwem Islamskim. I co się wówczas stanie? Rok później powrócimy do tego samego punktu. gen. Raymond Odierno, szef sztabu amerykańskich sił lądowych

Interwencja USA na lądzie nic by nie dała?

Szanse trwałego odzyskania Mosulu przez iracką armię oceniał ostatnio szef sztabu amerykańskich sił lądowych, gen. Raymond Odierno. W pierwszych latach prezydentury Baracka Obamy stał on na czele sił amerykańskich w Iraku. Oświadczył, że jego kraj nie będzie brał aktywniejszego udziału w wojnie przeciwko Państwu Islamskiemu w Iraku, dopóki szyicki w większości rząd tego kraju nie postara się o przezwyciężenie różnic z ludnością sunnicką i kurdyjską (oddziały kurdyjskich strzelców, "peszmergów", okazały się dotąd najskuteczniejsze w walkach z siłami IS). Według gen. Odierno główną przyczyną braku stabilizacji w Iraku jest "nieumiejętność zjednoczenia rozmaitych grup ludności" kraju. - Możemy rozmieścić w terenie nawet 150 000 żołnierzy i skończyć z Państwem Islamskim. I co się wówczas stanie? Rok później powrócimy do tego samego punktu - opiniował amerykański generał w niedawnej wypowiedzi dla CBS. Według Odierno rzeczywistym problemem na Bliskim Wschodzie są napięcia w stosunkach między sunnitami a szyitami, między Arabią Saudyjską a Iranem.

Bliski Wschód się rozpadnie

Tego samego zdania jest wielu analityków zajmujących się sytuacją na Bliskim Wschodzie. Ich zdaniem pojawienia się w regionie IS nie sposób analizować jako oderwanego zjawiska, jest ono bowiem wynikiem głębokich społeczno-politycznych zmian w krajach Lewantu i Zatoki Perskiej.

Profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Amerykańskim w Bejrucie Hilal Jashan zwraca uwagę na okoliczności pojawienia się Państw Islamskiego. "Powstało w pełnym świetle dziennym, korzystając z poparcia różnych sił w regionie", co należy analizować w kontekście walki o wpływy i władzę między Arabią Saudyjską a Iranem.

Zdaniem Jashana i niektórych innych politologów zajmujących się Bliskim Wschodem, nie należy oczekiwać, że nawet w przypadku hipotetycznego rychłego pokonania lub rozpadu "kalifatu" sytuacja powróciłaby do stanu poprzedniego.

- Jesteśmy świadkami historycznych zmian na Bliskim Wschodzie, a dzień, w którym IS zostanie pokonane zapoczątkuje nowe ważne zmiany w regionie - mówi Jashan.

- Uważam - dodaje - że kraje istniejące obecnie nadal będą istnieć, ale rozczłonkowane, co oznacza, że zmierzamy w stronę federalizmu. Takim rozwojem wydarzeń jest zainteresowany także Izrael, który nie ma nic przeciwko temu, aby jego sąsiedzi byli bardziej podzieleni.

Huntington nie miał racji?

Madrycki "El Pais", wielki dziennik opozycyjny, przytoczył ostatnio zestawienie statystyczne dotyczące ofiar islamskiego terroryzmu na świecie. Zdaniem dziennika zaprzecza ono słynnej tezie profesora Harvardu Samuela Huntingtona, który zapowiedział "wojnę cywilizacji". W rzeczywistości bowiem - zwraca uwagę dziennik - do 90 proc. samobójczych ataków terrorystycznych doszło na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce oraz na południu Azji, głównie w Pakistanie i Afganistanie.

Najtragiczniejsza sytuacja panuje jednak w Iraku.

Uważam, że kraje istniejące obecnie nadal będą istnieć, ale rozczłonkowane, co oznacza, że zmierzamy w stronę federalizmu. Hilal Jashan, Uniwersytet Amerykański w Bejrucie

Terror w Iraku

Państwo Islamskie umacnia swą pozycję na zajętych terytoriach, stosując z jednej strony bezwzględny terror i uzasadniane na gruncie ortodoksji religijnej represje wobec ludności, z drugiej zaś eksploatując nie tylko zasoby naftowe tych regionów i rabując niezwykle bogate muzea i zabytki archeologiczne, ale też okradając ludność zmuszoną do niemal niewolniczej pracy. "Kalifat" dokonuje masowo bezprawnych wywłaszczeń, lokalni watażkowie nakładają na mieszkańców podbitych terytoriów najbardziej nieprawdopodobne podatki: od sprzątania i zapewnienia bezpieczeństwa ulic, po możliwość pobierania wody z publicznych studni. IS korzysta także z "mięsa armatniego" w postaci bezrobotnej młodzieży, która nie mając innej opcji, zaciąga się do jego armii. W ten sposób wzmacnia m.in. obronę Mosulu przed spodziewaną ofensywą armii rządowej.

Staraniem samych dżihadystów filmy wideo i zdjęcia z rozstrzeliwań, pokazowych dekapitacji, ukamienowań, czy innych metod pokazowego uśmiercania "wrogów islamu" obiegają też niemal codziennie cały świat.

Autor: adso//rzw / Źródło: PAP

Tagi:
Raporty:
Pozostałe wiadomości