Każda z 64 zawodniczek oddała 72 strzały, w 12 seriach po sześć, na dystansie 70 metrów. Ich wyniki decydowały o rozstawieniu w drabince turnieju głównego. W rundzie rankingowej debiutująca w igrzyskach Polka rywalizowała obok Amerykanki Mackenzie Brown.
- Dość mocno czułam na stanowisku jej strzały. Ona jest dosyć dynamiczna, ma twardy łuk, mocno obciążony i strzały dawały się odczuć zawodniczkom, które przy niej stoją. Było czuć takie tąpnięcie po jej każdej próbie. Trzeba było zatem uważać, kiedy podchodzi się do własnych serii. Nie można było strzelać równo z nią - opowiedziała.
"Jeszcze nie koniec"
Zawodniczka Grotu Zabierzów jest trochę zawiedziona początkiem rywalizacji w swoim wykonaniu. - Do rekordu życiowego trochę zabrakło. Spodziewałam się lepszego wyniku i lepszej odporności psychicznej. Mieszał nam też trochę wiatr, co było dodatkowo stresującym elementem. Nie wszyscy sobie z tym poradzili, a ja, niestety, też należę do tych osób. Mam jednak nadzieję, że nie zakończę tych zawodów na 40. miejscu. Jeszcze nie koniec - zaznaczyła.
Najlepsza była Choi Mi-Sun z Korei Południowej - 669 pkt. Reprezentantki tego kraju zajęły trzy czołowe pozycje.
Teraz łuczniczki będą rywalizować systemem pucharowym. Polka trafiła na 25. w rundzie rankingowej Turczynkę Yasemin Anagoz. Ich pojedynek 1/32 finału wyznaczono na środę na godz. 15.44 czasu polskiego. - Po raz pierwszy będę z nią rywalizować. Nie znam jej możliwości, ale jest jeszcze kilka dni na ustalenie taktyki. Strzelanie eliminacyjne to już całkowicie inne zawody. Może się wydarzyć wszystko – powiedziała Lipiarska-Pałka.
Po konkursie Polka wróciła do wioski olimpijskiej i wzięła udział w ceremonii otwarcia na słynnym piłkarskim stadionie Maracanie.
Autor: lukl / Źródło: sport.tvn24.pl