Zastanawiają się nad publikacją nagrania z mieszkania Sakiewicza

Atak nożem podczas potkania (zdjęcie ilustracyjne)
Rzecznik KSP o zatrzymaniu mężczyzny, który mógł mieć związek ze zgłaszaniem fałszywych alarmów (wideo z 16.05.2026)
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: tomeqs/Shutterstock
Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez policjantów, którzy interweniowali w mieszkaniu szefa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza. Prokuratura nie wyklucza, że zdecyduje się na publikację nagrań z kamer funkcjonariuszy. "Nie mam żadnego problemu, żeby opublikować te nagrania w takiej formie, jak były w oryginale" - oświadczył prezes prawicowej stacji.

Zawiadomienie do prokuratury złożyła asystentka Tomasza Sakiewicza, która przebywała z nim w mieszkaniu, gdy w ostatni piątek interwencję podjęli policjanci. Chce, by śledczy zbadali, czy funkcjonariusze policji nie popełnili przestępstwa przekroczenia uprawnień. Śledztwo nie zostało jeszcze wszczęte, trwa analiza całości zgromadzonych materiałów. Głównym dowodem są tutaj nagrania z kamer nasobnych interweniujących funkcjonariuszy. Te zostały już dokładnie przeanalizowane. 

Jak się dowiaduje tvn24.pl, aktualnie trwają dyskusje - tak w policji, jak w prokuraturze - dotyczące ujawnienia całości tych nagrań. - Problem polega na konieczności wypikselowania znacznej liczby klatek, od szyi w górę i od pasa w dół, gdyż jedna z osób była niekompletnie ubrana - wyjaśnia w rozmowie z tvn24.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba. Bez spodni był Tomasz Sakiewicz, a jego asystentka nie jest osobą publiczną, stąd konieczność blurowania jej twarzy.

Tak samo mówią policjanci. - Tomasz Sakiewicz jest osobą publiczną, film mógłby narazić go na śmieszność. Z drugiej strony funkcjonariusze są bezpodstawnie oskarżani - mówi oficer z komendy głównej.

Zgłoszenie o zagrożonym dziecku

Jak już wcześniej informowaliśmy, policjanci pojawili się w mieszkaniu szefa Republiki w efekcie sygnału, który pierwotnie otrzymało biuro Rzecznika Praw Dziecka. Wynikało z niego, że dziecko przebywające w tym mieszkaniu chce popełnić samobójstwo. Dlatego też na miejscu - oprócz patrolu policji - pojawili się ratownicy medyczni. Oni także byli świadkami zdarzeń.

- Policjanci chcieli wejść do środka, by sprawdzić, czy rzeczywiście życie dziecka jest zagrożone. Kobieta, która otworzyła drzwi, nie chciała z nimi współpracować, nie chciała podać swoich danych - mówi tvn24.pl osoba, która film widziała.

Policjanci wchodzą i sprawdzają wszystkie pomieszczenia mieszkania, w którym jest właśnie asystentka Tomasza Sakiewicza i on sam. Kobiecie zakładają w pewnym momencie kajdanki, gdyż nie chce z nimi współpracować. To - w jej ocenie - było działaniem przekraczającym ich uprawnienia, stąd doniesienie do prokuratury. 

Sakiewicz: nie mam żadnego problemu, żeby opublikować nagranie

W poniedziałek do ewentualnej publikacji nagrania z interwencji odniósł się Sakiewicz. "Ostatnią linią obrony przed ujawnieniem nagrań policji i innych kompromitujących policjantów działań, jest to, że byłem w czasie siłowego wtargnięcia do mojego mieszkania w t-shircie i bokserkach. Niestety osobnicy, którzy wdarli się do mojego biura - mieszkania w Warszawie, nie dali mi czasu na przebranie się" - napisał na X. 

Jak dodał, "nie mam żadnego problemu, żeby opublikować te nagrania w takiej formie, jak były w oryginale". Powtarzał też wcześniejsze zarzuty dotyczące "złamania szeregu przepisów" przez funkcjonariuszy policji. 

W poniedziałek szef MSWiA Marcin Kierwiński tłumaczył w "Kropce nad i" w TVN24, dlaczego policjanci "mieli obowiązek" interweniować. Podkreślił, że podstawą był sygnał o możliwym zagrożeniu dla dziecka, które miało przebywać w mieszkaniu. Według informacji osoba, która otworzyła drzwi policji, "nie chciała współpracować" z funkcjonariuszami.

Publikacji nagrania z interwencji domagał się też polityk PiS w mediach społecznościowych Janusz Cieszyński. "Kiedy opublikujecie nagrania z kamer nasobnych funkcjonariuszy Policji? Te kilkanaście sekund (!!) nagrania które udostępniliście do tej pory to kpina z państwa i obywateli" - napisał na X. 

Policja opublikowała fragment interwencji. Nagranie trwa 17 sekund i zawiera tylko dźwięk. "Szanując dobra osobiste osób zastanych podczas interwencji w mieszkaniu nie publikujemy materiału wideo" - wyjaśniono w komunikacie.

"Kaskadowe" ataki

Od ubiegłego tygodnia pracownicy Telewizji Republika są obiektem "kaskadowych" ataków. Sprawcy informują np. służby, że chcą popełnić samobójstwo, zamawiają na ich domowe adresy jedzenie. Mają o tyle ułatwione zadanie, że są one łatwo dostępne w internecie, gdyż autorzy współpracujący z Telewizją Republika prowadzą jednoosobowe działalności gospodarcze

Sprawą zajmują się policjanci z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości i funkcjonariusze Komendy Stołecznej Policji, pod nadzorem prokuratora. W tej sprawie odbyła się narada koordynująca wysiłki policjantów, by znaleźć sprawców. W weekend zatrzymano 53-letniego mężczyznę. Wkrótce jednak został on zwolniony i otrzymał status "pokrzywdzonego". Stojący za atakami sprawcy przejęli jego adres mailowy do wysyłania fałszywych alarmów. Z oficjalnego komunikatu policji wynika, że ataki mogą mieć swoje źródła poza granicami kraju.

"Stąd do działań zaangażowano ekspertów z Centralnego Biura Śledczego Policji oraz Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Analizie poddawane są także hipotezy dotyczące możliwego udziału tak zwanego 'wątku wschodniego'" - to fragment komunikatu opublikowanego przez policję.

Służby działają

Do sprawy odniósł się w poniedziałek w Radiu TOK FM wiceszef MSWiA Czesław Mroczek. Jak zaznaczył, działania policji były prawidłowe. - Policja do sprawdzenia tej informacji [fałszywego alarmu - red.] na miejscu w domu była już po 11 minutach od wpłynięcia tej informacji, nie do policji, tylko do Centrum Powiadamiania Ratunkowego - zaznaczył.

Wiceszef MSWiA powiedział również, jak wyglądał mechanizm fałszywych zgłoszeń. - Szybko ustalono adresy mailowe, z których była wysyłana przynajmniej część tych zawiadomień. Te konta i adresy zostały przejęte przez ludzi, którzy to robili. Posiadacze tych kont nie byli sprawcami tych informacji. Trwa dalej postępowanie - przekazał wiceszef MSWiA.

- Nie ustaliliśmy jeszcze tych sprawców, ale trwają cały czas działania policjantów, najlepszych specjalistów w policji - dodał.

OGLĄDAJ: Lekarz milioner. Kierwiński: mamy do czynienia ze skandalem
18 1925 fpf gosc-0002
Ten i inne materiały obejrzysz w subskrypcji
Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: