"Ethiki", jak mówią na nich w domu, zaczęli eliminacje od dwóch wymęczonych remisów: z Gruzją (1:1) i Chorwacją (0:0). Były to zarazem początki Fernando Santosa, który próbował w kolejnych spotkaniach znaleźć nowych zawodników dla swojej kadry. Szło mu jednak słabo. Potem przyszło na szczęście zwycięstwo z Łotwą. Skromne (1:0 po golu Vasilisa Torosidisa), ale potrzebne.
Bez porażki. Z charakterem
Grecy jakby na powrót uwierzyli w sienie. W następnej kolejności pokonali Izrael 2:2 (gole Salpingidisa i Karagounisa), a potem dwukrotnie Maltę. Na wyjeździe co prawda ledwo (1:0), ale w Pireusie już dość pewnie (3:1). Wtedy stali się liderami grupy F eliminacji mistrzostw Europy, wyprzedzając Chorwatów.
Piąte zwycięstwo z rzędu przyszło w tel Awiwie, gdzie po jednej bramce Sotirisa Ninisa ekipa Santosa wygrała z gospodarzami z Izraela. Chorwaci wciąż jednak deptali jej po piętach i słaby mecz z Łotwą (remis 1:1, gol dopiero w końcówce) sprawił, że spadli na 2. miejsce w grupie. O tym, kto awansuje bezpośrednio do turnieju w Polsce i Ukrainie miał więc zdecydować bezpośredni pojedynek z Chorwacją w Pireusie.
Na stadionie Olympiacosu zasiadło 27 tys. fanatycznych kibiców, którzy mimo dość małej liczby, nieprawdopodobnym dopingiem zagłuszali ponoć jakiekolwiek komunikaty wysyłane z ławki rezerwowej do graczy na boisku. Pierwsza połowa zdawała się to potwierdzać, bo gra była dość bezwładna. Po przerwie jednak gospodarze "przycisnęli" i w odstępie ośmiu minut pokonali Stipe Pletikosę dwukrotnie. W 71. minucie uderzył Giorgos Samaras, a w 79. Theofanis Gekas. Trzy punkty w tym meczu dały Grecji łącznie 21 po 9 kolejkach i do awansu na Euro były jej potrzebne trzy w ostatnim spotkaniu z Gruzją.
Choć mecz w Tibilisi zaczął się źle - od gola strzelonego przez gospodarzy w 20. minucie - to "Ethiki" pokazali charakter. Do 79. minuty tego meczu na Euro byli Chorwaci toczący korespondencyjny pojedynek i wygrywający w Zagrzebiu 2:0 z Łotwą. Wtedy jednak wyrównał Georgios Fotakis, a po chwili awans przypieczętował strzelec gola dającego Grekom mistrzostwo kontynentu w 2004 roku - Angelos Charisteas.
W sumie Grecy strzelili w 10 meczach eliminacyjnych zaledwie 14 goli, ale to, jak wspaniały konglomerat stanowią świetnie pokazuje fakt wpisania się na listę strzelców aż 12 zawodników Fernando Santosa. Piątkowi rywale Polski stracili też w walce o punkty zaledwie pięć bramek.
Zła passa
Potem przyszły jednak mecze towarzyskie i w tych Grecy już nienajlepiej sobie radzą. Może to przypadek, może objawia się w tym charakter południowców, którzy - gdy idą "na wojnę" - potrafią wykrzesać niebywałe siły, a na co dzień grają swobodniej - a może zwyczajna i niebezpieczna dla sach Greków tendencja spadkowa.
Zaczęło się 11 listopada w meczu towarzystkim z Rosją, zremisowanym 1:1. Cztery dni później przyszło fatalne spotkanie z Rumunią i domowa porażka 1:3. Po zimowej przerwie przyszła kolej na remis z Belgią (1:1) zanotowany 29 lutego - wtedy, gdy Polacy remisowali bezbramkowo z Portugalią na Stadionie Narodowym. Reszta sprawdzianu Greków przed Euro miała już miejsce w maju. 26. ze Słowenią padł remis 1:1, a 31. maja udało im się wymęćzyć jednobramkowe zwyciśtwo nad Armenią - pierwsze od października.
W tych pięciu ostatnich meczach Grecy strzelali za każdym razem gola, ale też więcej tracili. W eliminacjach było to pięć bramek. W meczach towarzyskich sześć. Choć na pewno spotkanie z biało-czerwonymi nie będzie przez niech potraktowane rekreacyjnie - piłkarze Franciszka SMudy powinni się postarać o to, by zakończyło się tak jak mecz Greków z Rumunami.
Autor: Adam Sobolewski//kdj / Źródło: tvn24.pl