Marta Sobota patrzy na drzewo genealogiczne liczące jakieś dziesięć tysięcy osób. Tysiące nazwisk, a do tego jeszcze więcej dat: urodzeń, ślubów, zgonów. Rodzice, dzieci, wnuki, prawnuki. Gałęzie rozrastały się przez dwa lata w kolejnych kierunkach, czasem prowadząc donikąd.
Sobota jest genealogiem genetycznym i biegłą ad hoc powołaną przez prokuraturę. Wraz z zespołem od dwóch lat buduje drzewo rodziny człowieka, którego nazwiska nie zna. Ma tylko jego DNA - próbkę zabezpieczoną 15 lat temu na miejscu zabójstwa 13-letniej Izy z Gdyni.
Jest wiosna, 2026 rok. Martę Sobotę interesuje już tylko jedna część drzewa: genealogia doprowadziła do wytypowania trzech mężczyzn. Wszyscy pasują płcią i pokrewieństwem. Jeden również wiekiem, miejscem zamieszkania i cechami, które u zabójcy wskazali śledczy.
Przy tym nazwisku Marta Sobota się zatrzymuje.
To on.