O zatrzymaniu Radosława Piesiewicza jako pierwsze poinformowały TVN24 i Wirtualna Polska. Później potwierdził to minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Przekazał, że dalsze informacje prokuratura będzie przekazywać po przeprowadzeniu czynności z zatrzymanym.
Przed zatrzymaniem dziennikarz "Superwizjera" TVN24 Michał Fuja i Wirtualnej Polski Szymon Jadczak ujawnili informacje o luksusowym zegarku, który Piesiewiczowi miał kupić Przemysław Kral, szef Zondacrypto.
Fuja o zegarku Piesiewicza
- Nie ukrywam, że wywołuje to uśmiech na mojej twarzy, bo poświęciliśmy tej sprawie bardzo dużo czasu. Zostaliśmy też przez pana Piesiewicza zaatakowani. Uznał, że wszystkie nasze ustalenia nie są prawdą, a on sam miał ten zegarek otrzymać, a właściwie kupić i opłacić panu prezesowi Kralowi w ratach - mówił Fuja w programie "Dzień na Żywo" w TVN24.
Jak zwrócił uwagę, "to zatrzymanie pokazuje, że prokuratura nie chce w jego wersję wierzyć".
- To chyba pierwsza taka sytuacja, kiedy wszystkie (…) te rzeczy, o których pan Piesiewicz mówił oficjalnie (…) tak naprawdę jeszcze bardziej go pogrążyły. On potwierdził bardzo wiele rzeczy, dostarczył nowych informacji, których nie mieliśmy w trakcie pisania tekstu - zauważył dziennikarz.
- Wiedzieliśmy, że jest duże podejrzenie, że on posiada taki zegarek, ale zawsze mógł powiedzieć, że to wszystko nieprawda, że to zostało sfabrykowane i że go nie ma - wskazał.
Fuja zaznaczył, że Piesiewicz przyznał "już w pierwszych odpowiedziach, że ten zegarek znaleziony na jego ręce podczas jednego z wywiadów, to właśnie ten zegarek".
- Później przedstawił certyfikat, który jednoznacznie potwierdził, że ten zegarek, który on posiada (…) dokładnie zegarek z faktury opłaconej przez Przemysława Krala. Więc w tym przypadku sam Radosław Piesiewicz dostarczył na siebie bardzo dużo dowodów - podkreślił.
Sportowcy oszukani na tokenach
Dziennikarz zapytany o doniesienia, że sportowcy nie dostali swoich nagród za medale olimpijskie, odpowiedział, że dostali je, "jeszcze później dodatkowi sponsorzy się znaleźli, ale rzeczywiście zostali oszukani na tokenach".
- Czyli na tym, czym pan Piesiewicz najbardziej się chełpił, czyli współpracą z takim nowoczesnym narzędziem cyfrowym Token Team PL, który miał tylko rosnąć. Te tokeny zostały przyznane, ale mają dzisiaj praktycznie zerową wartość, ponieważ po upadku giełdy (Zondacrypto - red.) ich kurs spadł do zera praktycznie - wskazał.
Ustalenia w sprawie Radosława Piesiewicza
Szef PKOl miał obiecywać prezesowi upadłej obecnie giełdy kryptowalut wstawiennictwo u byłego premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa UOKiK. Piesiewicz potwierdził, że Kral przekazał mu zegarek, ale zapewnił, że sam zapłacił za niego gotówką. Szymon Jadczak i Michał Fuja przeanalizowali sprzeczne wypowiedzi Piesiewicza w tej sprawie.
Po publikacji WP i TVN24 prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował o "pozyskaniu nowych dowodów" i "istotnym przełomie" w śledztwie dotyczącym Zondacrypto.
Ze względu na dobro śledztwa prokuratura nie ujawnia, jaki status w sprawie ma prezes Zondacrypto. Wiadomo, że jego obrońcami są Roman Giertych i Jacek Dubois. W trakcie czynności procesowych Kral miał przedłożyć do dyspozycji majątek, który został zabezpieczony przez organy ścigania - poinformował Giertych.
Oświadczenie ministra sprawiedliwości
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek w trakcie czwartkowej konferencji prasowej powiedział, że prokuratura ma w tej sprawie "dwa priorytety".
- W dniu dzisiejszym na polecenie prokuratorów ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej służby dokonały zatrzymania Radosława P. Będą podejmowane z tą osobą dalsze czynności procesowe - mówił Żurek na zorganizowanej niedługo później konferencji prasowej. Przekazał, że Piesiewicz jest obecnie przewożony do prokuratury. - Tam będą przedstawione zarzuty, tam będzie przesłuchanie - zapowiedział.
Podkreślał, że sprawa "ma charakter rozwojowy", odmówił też udzielenia dalszych informacji dotyczących zarzutów. - Mogę potwierdzić to, co widzimy wszyscy w przestrzeni publicznej, że kwestia zegarka wartego 40 tysięcy euro, podarowanego panu Radosławowi P. to jest jeden z tych elementów, który prokuratura będzie sprawdzać - mówił.
Jak dodał, "nie wiemy jeszcze, czy prokuratorzy wystosują wnioski o tymczasowy areszt".