Kampania bez hamulców. "Hulaj dusza, piekła nie ma"

Gorąca dyskusja o referendum w Krakowie
Aleksander Miszalski o referendum: skupiam się na tym, co mówią mieszkańcy
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Paulina Domaradzka, TVN24
Mobilizacja przeciwników Aleksandra Miszalskiego zadecyduje w niedzielę o przyszłości prezydenta Krakowa. Jeśli do urn pójdzie ich wystarczająco dużo, zostanie on odwołany i konieczne będą przedterminowe wybory. Kończy się wyjątkowo brutalna kampania, pełna kłamstw, manipulacji i przaśnych obrazków generowanych przez sztuczną inteligencję.
Artykuł dostępny w subskrypcji
Kluczowe fakty:
  • W niedzielę 24 maja w Krakowie referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i rady miasta.
  • Logika samorządowych referendów jest taka, że bojkot oznacza poparcie obecnie rządzących, a pójście na głosowanie - wotum nieufności. - To zagrożenie dla jednego z filarów wyborów demokratycznych, a mianowicie tajności głosowania - ocenia w rozmowie z TVN24+ profesor Marek Bankowicz, politolog z UJ.
  • W krakowskiej kampanii wymieszały się autentyczne obawy mieszkańców o przyszłość miasta razem z partyjnymi wojenkami i retoryką znaną z sejmowych korytarzy.

Krakowska kampania referendalna już dawno przestała być bitwą na postulaty, przeradzając się w wojnę tożsamości i brutalną walkę obozów. Po obu stronach barykady uplasował się partyjny beton z przeciwległych biegunów, a także zwykli mieszkańcy - tylko w różnych proporcjach. Obie strony chcą pokazać, że stoją za nimi osiedla, krakowskie rodziny i troska o wspólną przestrzeń, a nie Tusk, Kaczyński i Braun.

Pozostało 95% artykułu
Źródło: TVN24+
Czytaj także: