- Robert Janczewski w 2022 roku usłyszał wyrok dożywocia za zabójstwo i zbezczeszczenie zwłok 23-letniej studentki Katarzyny Z. Dwa lata później został uniewinniony.
- Mężczyzna w areszcie spędził ponad siedem lat. Przez długi czas był traktowany jako więzień niebezpieczny, bez prawa do kontaktu z rodziną. Jak twierdzi adwokat Janczewskiego, jego zdrowie zostało w sposób nieodwracalny zrujnowane.
- Teraz domaga się 22 mln 697 tysięcy złotych z tytułu niesłusznego aresztowania.
- Prokuratura do dziś nie ustaliła, kto zabił Katarzynę Z., której części ciała wyłowiono z Wisły w 1999 roku.
Przed Sądem Okręgowym w Katowicach rozpoczął się proces o zadośćuczynienie dla Roberta Janczewskiego, niesłusznie oskarżonego w tak zwanej sprawie skóry. Mężczyzna spędził ponad siedem lat w areszcie. We wrześniu 2022 roku usłyszał wyrok dożywocia. Dopiero dwa lata później Sąd Apelacyjny w Krakowie go uniewinnił.
Teraz Robert Janczewski domaga się blisko 22,7 miliona złotych zadośćuczynienia od Skarbu Państwa.
Mężczyzna stawił się w czwartek w sądzie w towarzystwie trzech pełnomocników. Janczewski porusza się z trudem, używa kul. Po przeciwnej stronie na sali rozpraw zasiadła przedstawicielka prokuratury i reprezentująca krakowski sąd apelacyjny radca prawny.
Jeszcze przed rozpoczęciem rozprawy sąd rozpoznawał wniosek prawników Roberta Janczewskiego, którzy domagali się zabezpieczenia roszczenia - chodziło o 10 proc. żądanej kwoty (ok. 2,2 mln zł). Sędzia Roman Kubiś nie uwzględnił tego wniosku, powołując się na treść art. 749 Kodeksu postępowania cywilnego. Zgodnie z tym przepisem zabezpieczenie roszczeń pieniężnych przeciwko Skarbowi Państwa jest niedopuszczalne.
Sąd nie uwzględnił też wniosków przeciwnej strony, która chciała odroczenia rozprawy, skierowania sprawy na posiedzenie organizacyjne i ściągnięcia akt głównych postępowania, które są obecnie w Sądzie Najwyższym. Sędzia Kubiś poinformował, że sąd zwrócił się do Sądu Najwyższego o skopiowanie akt, które dotyczyły tymczasowego aresztowania Janczewskiego.
- Całe akta główne nie są konieczne do rozpoznania tej sprawy - zaznaczył sędzia Kubiś i ogłosił rozpoczęcie postępowania dowodowego.
Jako pierwsza, w formie wideokonferencji, zeznawała matka Janczewskiego.
Matka Janczewskiego: kurczył się w sobie ze strachu i przerażenia
Matka Roberta Janczewskiego mówiła o tym, że listy, które dostawała od syna, były cenzurowane, a pierwsze do niej nie dotarły. Syn miał jej pisać, że jest "śmiertelnie przerażony".
- Był pogrążony w rozpaczy, lęku, płakał całymi dniami - mówiła kobieta.
Dodała, że Janczewski popadł w "stan niesamowitej depresji".
- Bał się współwięźniów, nie wychodził na spacerniaki w obawie przed innymi więźniami - mówiła i dodała, że wie to wszystko z listów, które dostała od syna.
- Współwięźniowie, wiedząc, o co on jest podejrzany, odnosili się do niego z dystansem i niechęcią, wręcz niektórzy nie chcieli z nim przebywać w jednej celi. Cały czas był nagabywany, dopytywany, co on zrobił. Był bombardowany tego typu pytaniami, czuł się zaszczuty, wyizolowany, nie był pewny, co do swojego losu. Cały czas się modlił, kurczył się w sobie ze strachu i przerażenia - zeznawała.
Robert Janczewski został aresztowany w 2017 roku, a ona dostała zgodę na widzenia trzy lata później. Jak twierdzi, dopiero po pięciu latach pozwolono jej na telefon do syna - raz w tygodniu przez 10 minut.
Po uchyleniu tymczasowego aresztowania syn zamieszkał ponownie z kobietą.
- Był w tragicznym stanie, zarówno pod względem psychicznym jak i fizycznym - mówiła. - Po wyjściu na wolność był zagubiony, wyizolowany. Cały czas syn się leczy psychiatrycznie. Wyszedł na wolność jako wrak człowieka. W więzieniu nabawił się chorób układu kostnego, miał chory lewy staw biodrowy, przez który teraz nie może chodzić. Zgłaszał to w więzieniu, ale tam nikt się tym nie przejmował - mówiła kobieta.
Dodała, że jej synowi zepsuły się zęby i wzrok. Nie mógł też wykonywać żadnych ćwiczeń i poruszać się po celi, która miała ograniczony metraż. - Miał zastane wszystkie stawy - mówiła. - W celi były insekty, była cała plaga pluskiew, został dotkliwie pogryziony i syn doznał zapalenia nogi, które było leczone antybiotykami i długo się nie goiło - dodała.
Jak relacjonowała matka Janczewskiego, jej syn miał być też często budzony w nocy na przesłuchania do prokuratora. Miał być poddawany badaniom wbrew jego woli.
- Wykręcano mu ręce w stawach. Jeszcze się z niego śmiali, że ma za krótkie ręce. W związku z tym stałym wykręceniem rąk, ucierpiały u niego bardzo stawy ramieniowe, łokciowe - wymieniała kobieta.
Obrońca: to człowiek "niszczony przez system"
W czwartek przesłuchiwana była jedynie matka Roberta Janczewskiego. Rozprawa zakończyła się o godzinie 13.30.
Łukasz Chojniak, obrońca mężczyzny powiedział po rozprawie, że na sali dziś był człowiek, który przez siedem lat tymczasowego aresztu był "niszczony".
- Niszczony przez system. Nikt w tymczasowym aresztowaniu nie czuje się dobrze, a to, co spotkało Roberta, o czym będzie jeszcze mówił w toku tego postępowania, myślę, że można bez żadnego zahamowania powiedzieć, że były to zachowania, które ocierały się o nieludzkie traktowanie - powiedział Chojniak.
Prokurator Magdalena Mączka-Smelcerz powiedziała z kolei, że zawnioskowała o dostęp do akt sprawy i sama prokuratura nie zajęła w tej sprawie jeszcze stanowiska.
- Konieczne są akta. Proszę pamiętać, że w tym postępowaniu występuje podmiot, który nie występował w postępowaniu pierwotnym. Występuje przedstawiciel Skarbu Państwa i on podobny wniosek złożył. To jest nowe postępowanie, które wymaga zgromadzenia całego materiału dowodowego, akt z tamtej sprawy. Sąd ostatecznie uwzględnił ten wniosek i będzie umożliwiał stronom zapoznanie się z aktami - tłumaczyła prokurator.
Robert Janczewski został prawomocnie uniewinniony
Sprawa "skóry" wzięła swoją nazwę od kryptonimu przyjętego przez śledczych. Chodzi o morderstwo 23-letniej studentki Katarzyny Z. Fragmenty jej skóry i innych części ciała pod koniec lat 90. wyłowiono z Wisły. To sprawa uważana za jedną z największych zagadek polskiej kryminalistyki. Śledztwo prowadził Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.
23-letnia studentka religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, Katarzyna Z., zaginęła w listopadzie 1998 roku. W styczniu 1999 roku z Wisły wyłowiono fragmenty ciała kobiety. Zwłoki zostały pozbawione skóry, jej fragmenty były fachowo odcięte i wypreparowane. Badania genetyczne wykazały, że są to szczątki Katarzyny Z.
Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone w 2000 roku z powodu niewykrycia sprawcy, ale policjanci z krakowskiego Archiwum X przez kilka kolejnych lat badali różne hipotezy. Prokuratura wróciła do sprawy w 2012 roku, wykorzystując najnowsze zdobycze kryminalistyki.
Roberta Janczewskiego zatrzymano w 2017 roku na krakowskim Kazimierzu. Od początku nie przyznawał się do winy.
We wrześniu 2022 roku sąd, po rozpoznaniu sprawy na 85 terminach rozpraw, uznał, że Robert Janczewski brutalnie zabił młodą kobietę i zbezcześcił jej zwłoki, a następnie wyrzucił jej szczątki do rzeki. Mężczyzna usłyszał wówczas wyrok dożywocia.
W październiku 2024 roku Sąd Apelacyjny w Krakowie, pod przewodnictwem sędziego Marka Długosza, uniewinnił Janczewskiego. W uzasadnieniu wyroku zastrzegł, że nie ma przekonania ani o winie, ani o niewinności mężczyzny.
- Wyrok uniewinniający nie oznacza, że sąd jest absolutnie przekonany, że oskarżony nie popełnił tej zbrodni, którą mu zarzucono. Wyrok uniewinniający w tej sprawie zapadł, bo musiał taki zapaść wedle reguł prawa procesowego, ponieważ sąd nie jest również absolutnie przekonany, że oskarżonemu została wina udowodniona, że możemy w sposób absolutnie pewny przyjąć, że oskarżony dokonał zabójstwa pokrzywdzonej – powiedział wówczas sędzia.
Prokuratura do dziś nie ustaliła, kto zabił Katarzynę Z.
Zadośćuczynienie za "zniszczone życie"
We wrześniu 2025 roku mecenas Łukasz Chojniak w imieniu swojego klienta złożył w Sądzie Okręgowym w Krakowie wniosek o wypłatę 22 mln 697 tysięcy złotych z tytułu niesłusznego aresztowania. Pismo wpłynęło we wrześniu 2025 roku do Sądu Okręgowego w Krakowie.
Pełnomocnicy Janczewskiego podkreślają, że zadośćuczynienie ma zrekompensować nie tylko utracone przez tymczasowe aresztowanie lata wolności, ale też zniszczone przez to życie. Od marca 2000 roku, gdy Robert Janczewski został po raz pierwszy zatrzymany, a jego dom przeszukany, mężczyzna był notorycznie inwigilowany. W sumie w aktach sprawy znajduje się dokumentacja z co najmniej 17 podsłuchów, jakie w latach 2000-2017 śledczy założyli jemu lub osobom z jego najbliższego otoczenia.
- Życie mojego klienta zostało całkowicie zrujnowane. Co budzi jednak największą grozę, to że do tego koszmaru niewinnego człowieka doprowadziły policja i prokuratura przez ponad 20 lat dręcząc Roberta prowokacjami, podsłuchami, eksperymentami, a na koniec całkowicie niesłusznym pozbawieniem wolności, które, o co też mój klient ma słuszny żal, nie byłoby możliwe bez akceptacji ze strony sądu - podkreśla w rozmowie z tvn24.pl mec. Chojniak.
Sprawa została przekazana do rozpoznania sądowi w Katowicach, bo wyrok uniewinniający wydał Sąd Apelacyjny w Krakowie, a stroną postępowania jest Skarb Państwa reprezentowany przez prezesa tego sądu.
W sierpniu 2025 roku do krakowskiego sądu apelacyjnego wpłynęła kasacja w sprawie Roberta J., złożona przez Prokuraturę Krajową. W ocenie prokuratury w toku postępowania odwoławczego doszło do licznych, rażących naruszeń prawa procesowego, które uzasadniają wniesienie nadzwyczajnego środka zaskarżenia. Kasacja obejmuje łącznie 23 zarzuty, w tym pięć odnoszących się do bezwzględnych przyczyn uchylenia orzeczenia. Jak poinformowano PAP w Sądzie Najwyższym, termin rozpoznania kasacji nie został jeszcze wyznaczony.
Opracowała Marta Korejwo-Danowska /tok
Źródło: TVN24, PAP
Źródło zdjęcia głównego: PAP/Jarek Praszkiewicz