Czy nowe przepisy rzeczywiście pozwolą lepiej analizować koszty w ochronie zdrowia i wpływ ustawowych podwyżek na wynagrodzenia medyków? Tuż przed wtorkowym posiedzeniem Rady Ministrów premier Donald Tusk zapewniał, że to, aby rząd miał dostęp do "rzetelnej informacji, jak wyglądają zarobki w poszczególnych jednostkach", jest w interesie samych lekarzy. Jak tłumaczył, chodzi o możliwość rzetelnej wyceny procedur i udział zarobków w danej procedurze.
O przyjęciu projektu ustawy poinformował po posiedzeniu rzecznik rządu Adam Szłapka. Jak wyjaśnił, nowa ustawa pozwoli "na zebranie danych dotyczących wynagrodzeń konkretnych medyków w oparciu o numer PESEL, co pomoże w ustalaniu kosztów świadczeń zdrowotnych i w lepszym zarządzaniu systemem".
"Różnimy się co do metody"
Co o tych zmianach sądzą sami zainteresowani? "W interesie lekarzy jest wyrównanie kominów płacowych, ale różnimy się co do metody osiągnięcia tego celu. Już teraz AOTMiT, wyceniając, ile NFZ zapłaci na przykład za poród czy leczenie udaru, bierze pod uwagę koszty osobowe, czyli wynagrodzenia personelu" - przekazał w odpowiedzi na nasze pytania Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy NIL. Jak dodał, kominy płacowe "same się rozpadną i wyrównają, kiedy Ministerstwo Zdrowia zrewiduje wyceny i przestanie dzielić pacjentów na tych, których opłaca się leczyć, i tych, których leczyć się nie opłaca". "Dziwnym trafem rekordowe faktury dotyczą w większości lekarzy od 'opłacalnych pacjentów'. Do tego, by to ustalić, nie potrzeba numerów PESEL" - zauważył.
Jak poinformował, samorząd lekarski traktuje to jako "system zbierania rekordzistów, by w każdym sporze z rządem zaczęły padać przykłady najwyższych wynagrodzeń". Jego zdaniem to pacjentom nie pomoże. "Rewizja wycen, owszem" - spuentował.
"Trzeba zacząć od wyceny świadczeń"
- Myślę, że kontekst i sytuacja, w której ten projekt zostaje wprowadzony, sugerują, że niekoniecznie jest to w interesie lekarzy, choć chciałbym panu premierowi w tym zakresie wierzyć - stwierdził w rozmowie z nami Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych. Zwrócił uwagę, że w innych zawodach, także tam, gdzie pojawiają się pieniądze publiczne albo spółki Skarbu Państwa, również występują bardzo wysokie wynagrodzenia.
- Jeżeli chcemy regulować ten obszar, powinniśmy zacząć od sensownego dialogu i od spraw podstawowych, czyli przede wszystkim od wyceny świadczeń. To właśnie wyceny przygotowywane w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji są praźródłem części wysokich wynagrodzeń, a może także kominów płacowych - mówił. Podkreślił, że bez pracy lekarzy, często na dwóch czy trzech etatach, system po prostu "by się rozjechał", szczególnie gdyby odeszli lekarze emeryci.
- Nie czuję się komfortowo z tym, że pojedyncze przypadki bardzo wysokich wynagrodzeń są pokazywane jako obraz całego środowiska. Jako lekarz, specjalista kilku dziedzin, który sam w ciągu roku zarabia zapewne tyle, ile ten lekarz (Dawid Kacprzyk - red.) miesięcznie, mam prawo domagać się, by sytuacja lekarzy była oceniana uczciwie i klarownie - podkreślał. Jak dodał, bardzo ostrożnie podchodzi do ingerencji polegającej na analizowaniu zarobków po numerze PESEL. - Pytanie brzmi: kto dokładnie ma to sprawdzać, w jakim celu i czy te dane miałyby być w jakikolwiek sposób upubliczniane? Brakuje szczegółów - mówił.
Jak wskazał, AOTMiT już dziś ma dużą wiedzę o wynagrodzeniach lekarzy. Agencja, przygotowując wyceny świadczeń, zna koszty osobowe i pyta środowisko o wynagrodzenia. Wie także, że przeciętne zarobki lekarzy wyglądają zupełnie inaczej. - Dlatego mam poczucie, że sięganie po PESEL wygląda jak dodatkowe skanowanie środowiska - stwierdził.
Prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych nie jest przekonany, że NFZ powinien wiedzieć, ile konkretnie zarabia dany lekarz. - Taką wiedzę ma przede wszystkim urząd skarbowy i to on jest od tego, by ją posiadać. Trzeba też pamiętać, że wysokie faktury nie zawsze oznaczają realny dochód lekarza. W modelu B2B dochodzą koszty prowadzenia działalności, dojazdów, pracy w mniejszych miejscowościach, podatki i inne obciążenia. Na końcu zostaje znacznie mniej niż kwota widoczna na fakturze - tłumaczył.
Według niego sprawa wymaga pogłębionej analizy, a nie tylko doraźnej reakcji na jeden głośny przypadek. - Bez całościowej reformy ochrony zdrowia sama analiza zarobków lekarzy nie rozwiąże problemu. Zachęcamy rządzących do szybkich, sensownych rozmów ze środowiskiem lekarskim, pacjenckim i eksperckim. Mamy swoje propozycje i jesteśmy gotowi do takiej rozmowy - zapewnił Sutkowski.
Skąd się biorą rekordowe zarobki lekarzy?
Temat zarobków lekarzy rozgrzał emocje po tym, jak media, w tym tvn24.pl, podjęły opisany przypadek lekarza, który w 2025 roku zarobił 1,6 miliona złotych. 29-letni Dawid Kacprzyk, radny dzielnicy Ursus, jest lekarzem w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii. Z informacji, które publikuje w sieci, wynika, że pracuje także w trzech innych placówkach medycznych w stolicy. Jak ustalił w ubiegłym tygodniu portal tvnwarszawa.pl, tylko w Szpitalu Południowym przepracował w 2025 roku 3976 godzin, co daje średnio 331 godzin w miesiącu i niemal 11 godzin dziennie, wliczając niedziele i święta. Jest tam koordynatorem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. O tej sprawie pisaliśmy tutaj.
Wcześniej głośno było również o ortopedzie, pracującym praktycznie na dwa etaty w ciechanowskim szpitalu, który w miesiąc zarobił 316 tys. zł brutto. Na takie stawki może liczyć kilkuset "rekordzistów" w całej Polsce. Ich przypadki stały się symbolem patologii w systemie opieki zdrowotnej, o której opowiada reportaż "Czarno na białym" pod tytułem "Cena lekarza".
O tym, że w niektórych szpitalach pensje personelu pochłaniają 106 procent budżetu, mówiła ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda w programie "Jeden na jeden" w TVN24. To przykład skrajny, ale z opracowania Związku Powiatów Polskich wynika, że wynagrodzenia wraz z pochodnymi stanowią największą część - średnio 48,8 procent - w kosztach działalności operacyjnej placówek. Przedstawiciele Narodowego Funduszu Zdrowia i eksperci ochrony zdrowia od dawna wskazują, że przyczyną finansowych trudności NFZ jest ustawa o minimalnych wynagrodzeniach. Ministerstwo Zdrowia próbowało spowolnić dynamikę wzrostu podwyżek i przenieść je z lipca na styczeń 2027 roku, ale związki zawodowe zablokowały ten ruch.
Skąd takie rekordowe wynagrodzenia, które chce wziąć pod lupę rząd? - To kwestia konkurencji. Jeśli na danym terenie jest wiele oddziałów jakiegoś rodzaju i jednocześnie niewielu medyków, którzy są niezbędni do zawarcia umowy z NFZ, to zaczynają działać proste zasady rynkowe, czyli prawo popytu i podaży. W szczególności dotyczy to specjalizacji, w których wyceny są relatywnie wysokie: zabiegowe, neurochirurgia, niektóre zabiegi ortopedyczne czy część zabiegów z zakresu chirurgii szczękowo-twarzowej - wyjaśniał w rozmowie z tvn24.pl w maju br. Wojciech Wiśniewski, ekspert ochrony zdrowia w Polskim Towarzystwie Gospodarczym.