Julia Biesiada ma 30 lat, jest aktorką, mieszka w Warszawie. Jesienią przeszła poważną operację usunięcia guza macicy. Ginekolog dał bezwzględne zalecenie: nie zachodzić w ciążę przynajmniej przez rok, bo blizna musi się zrosnąć.
Listopad 2025 roku. Julia dowiaduje się, że jest w ciąży. Radość trwa tylko chwilę, zaraz po niej przychodzi przerażenie.
- Antykoncepcja okazała się nieskuteczna i zawiodła. Wiedziałam, co ciąża oznacza w moim przypadku: ryzyko pęknięcia organu i trwałej bezpłodności. Moja macica była zbyt słaba, by utrzymać rozwijającą się ciążę. Podjęłam decyzję o jej farmakologicznym przerwaniu. To była bardzo wczesna, trzytygodniowa ciąża - opowiada Julia.
Zawiesza głos: - To jest tak smutne. Nigdy nie spodziewałam się, że tak będzie wyglądać moja pierwsza ciąża. Wybrałam jednak ratowanie swojego zdrowia i płodności.
W drugim tygodniu robi kontrolne USG. Widać powikłania.
Jeszcze nie wie, że przed nią kilka tygodni strachu. Z krwawieniami, wymiotami, omdleniami, biegunkami, krańcowym wyczerpaniem.
I z walką o siebie.
Cztery próby
Jest koniec listopada. Julia wie, że ta niespodziewana ciąża jest dla niej zagrożeniem. Konsultuje się z zaprzyjaźnionym lekarzem, do którego ma pełne zaufanie.
- On również powiedział, że ciąża w mojej sytuacji to wielkie ryzyko dla mojego zdrowia. Powiedział mi o lekach, które mogłabym przyjąć, i o metodzie próżniowej, którą zaleca Światowa Organizacja Zdrowia. Mogłabym próbować uzyskać oficjalną zgodę na aborcję według przesłanki dotyczącej zagrożenia zdrowia lub życia, ale nie chciałam walczyć z systemem i zależało mi na czasie - opowiada.