Prezydent USA Donald Trump rozmawiał w piątek z serwisem Punchbowl News, między innymi o jesiennych wyborach uzupełniających do Kongresu. Amerykanie 3 listopada wybiorą cały skład Izby Reprezentantów i jedną trzecią składu Senatu.
Pytany, czy zgadza się ze stwierdzeniem, że utrata przez republikanów większości w Izbie Reprezentantów oznaczałaby w pewnym stopniu koniec jego prezydentury, odparł: - Tak, do pewnego stopnia. Nadal będę miał ogromną zdolność blokowania, więc nie będą mogli nic zrobić.
- Mam świetną zdolność blokowania. Jestem świetnym "blokującym". I gdy będą przedstawiać mi straszne, komunistyczne rzeczy, ja po prostu będę mówił: "nie, nie, nie". Ale wolałbym być pozytywną siłą niż negatywną siłą - dodał Trump.
Trump: nie są źli na mnie, ale są źli na republikanów
Trump przyznał, że partii będącej u władzy trudno jest utrzymać większość w Izbie Reprezentantów w wyborach uzupełniających. - Zdarza się to bardzo rzadko. Właściwie mnie to zadziwia - podkreślił.
Zapewnił, że zamierza pomóc republikanom w nadchodzących wyborach. Ocenił przy tym, że problemem jest to, że ludzie nie będą mogli głosować na niego. - Jeśli ja nie startuję, czy ci ludzie pójdą głosować? (...) Poproszę ich o to. (...) Wielu z nich, szczerze mówiąc, jest bardzo złych na republikanów - kontynuował prezydent. - Nie są źli na mnie, ale są źli na republikanów - ocenił Trump.
Republikanie martwią się, że kwestia wysokich kosztów życia oraz wojna w Iranie mogą doprowadzić do przejęcia przez demokratów Izby Reprezentantów, a być może nawet Senat - zaznaczył serwis Politico. Portal zauważył też, że poziom poparcia dla prezydenta spadł od czasu, gdy w zeszłym roku powrócił on do Gabinetu Owalnego, i nawet jego najwięksi zwolennicy zaczęli odczuwać frustrację z powodu wojny na Bliskim Wschodzie.