W czwartek i w nocy przez Polskę przechodziły burze. Najwięcej szkód poczyniły na północnym wschodzie, w województwach warmińsko-mazurskim oraz podlaskim, gdzie raniły kilka osób i uszkadzały dachy.
Burze na Litwie wyrywały drzewa z korzeniami
W czwartek burze rozwijały się nie tylko na północnym wschodzie Polski, lecz także na Litwie. Jak poinformował nadawca publiczny LRT, w czwartek wieczorem oraz w nocy kraj mierzył się z uderzeniami piorunów, ulewami i opadami gradu. Burze były najgroźniejsze na południu Litwy, w okręgu olickim - wiatr był tam na tyle silny, że wyrywał drzewa z korzeniami i zrywał dachy. Miejscowi strażacy mieli mnóstwo pracy.
- Usuwaliśmy powalone drzewa całą noc. Zdarzyło się, że podczas jednej akcji wywieźliśmy 50 drzew - powiedział Saulius Rascevskis z wydziału pożarnictwa i ratownictwa w rozmowie z agencją Elta. Doprecyzował, że większość drzew przewróciła się na drogi, ale cztery spadły na linie energetyczne, trzy na samochody, a jedno na budynek. Rascevskis dodał, że obyło się bez rannych.
>>> CZYTAJ TAKŻE: Grecja podnosi się po megapożarze. "Spodziewałem się, że pewnego dnia nadejdzie nasza kolej"
"Burze następują jedna po drugiej"
Burze mocno dały się we znaki w rejonie orańskim w okręgu olickim. Ramunas Navickas, szef tamtejszej straży pożarnej, powiedział w rozmowie z telewizją TV3, że nie pamięta takiego sezonu burzowego. - Przez wiele lat widziałem niejeden szkwał, ale dawno nie było tak intensywnego okresu. Burze następują jedna po drugiej i ledwo zdążamy usunąć skutki jednej, a już zaczyna się kolejna - przyznał Navickas.
Załamanie pogody na Litwie nie tylko łamało drzewa, lecz także doprowadziło do rozległych przerw w dostawie prądu. Jak przekazała telewizja TV3, dostawca energii ESO zanotował kilkadziesiąt uszkodzeń sieci energetycznej, a w piątek rano bez energii wciąż pozostawały ponad dwa tysiące odbiorców.